W sierpniu inflacja mierzona wskaźnikiem CPI wyniosła 1,8 proc. Od maja utrzymuje się poniżej 2 proc. Podobna sytuacja występuje w Unii Europejskiej i innych rozwiniętych obszarach gospodarczych. W sierpniu inflacja (mierzona wskaźnikiem HICP nieco różniącym się od wskaźnika CPI stosowanego przez GUS i NBP) w Unii Europejskiej wyniosła średnio 1,7 proc., a w strefie euro 1,5 proc. Najwyższa była na Litwie (4,6 proc.) i w Estonii (4,2 proc.), najniższa w Irlandii (0,4 proc.).

Droga żywność

W sierpniu żywność i napoje bezalkoholowe były o 4,3 proc. droższe niż rok wcześniej, a średni wzrost cen tej grupy towarów w okresie ośmiu miesięcy wyniósł 3,7 proc. Sama żywność, bez napojów bezalkoholowych, podrożała w ciągu 12 miesięcy o 4,6 proc. Najsilniej zdrożały oleje i tłuszcze – 21,5 proc., mleko, sery i jaja (5,9 proc.), owoce (5,3 proc.), mięso (4,8 proc.). Wszystkie wskaźniki odnoszą się do sytuacji w sierpniu 2017 roku w porównaniu z sierpniem 2016 roku.

Średnie ceny oferowane za jabłka w sierpniu tego roku w porównaniu z sierpniem 2016 roku w firmach eksportujących wzrosły o 79 proc., w spółdzielniach ogrodniczych o 65 proc., a na rynkach hurtowych o 44 proc. Tak wysoki wzrost cen owoców jest wynikiem obniżenia produkcji nie tylko w Polsce, ale w większości krajów unijnych. Jak informują analitycy Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, zbiory owoców z drzew w Polsce będą niższe o 30-40 proc., a owoców jagodowych o ok. 15 proc.

W końcu września tego roku ceny ziemniaków irga na rynku hurtowym były o 7 proc. wyższe niż przed rokiem, cebuli czosnkowej o 20 proc., cebuli cukrowej o 33 proc., marchwi o 6 proc., fasolki szparagowej o 41 proc., kapusty białej o 30 proc., pomidorów malinowych o blisko 40 proc. Ceny warzyw jednak szybko spadają i to, że są obecnie relatywnie wyższe niż przed rokiem, może wynikać z faktu, że w 2016 roku szybciej zaczęła się letnia pogoda. Plony warzyw mimo trudnych warunków pogodowych wiosną są dobre i w późniejszych miesiącach ich ceny nie powinny znacząco odbiegać od cen sprzed roku. 

Znacząco wzrosły ceny masła. Według portalu Rynek Rolny 17 września cena masła w sprzedaży hurtowej wyniosła 2657,89 zł/100 kg (6,64 zł za kostkę masła ważącą 250 gramów) i w ciągu tygodnia wzrosła o 2 proc. W ciągu roku masło w hurcie zdrożało aż o 62,2 proc. Przeciętny Polak konsumuje rocznie 4,3 kg masła, a przeciętny mieszkaniec UE 3,8 kg. Na rynkach Zachodniej Europy masło podrożało o 81,8 proc. i we wrześniu kosztowało 6850 euro za tonę (1,71 euro, czyli 7,30 zł za kostkę 250 gramów). Jest to najwyższa cena, od kiedy istnieje wspólna waluta europejska.

Jedną z przyczyn gwałtownie rosnących cen masła są zmieniające się regulacje Unii Europejskiej. W 2015 roku zniesione zostały w UE kwoty mleczne, które obowiązywały przez 30 lat (w Polsce przez 11 lat). Spowodowało to szybki wzrost produkcji mleka, spadek cen skupu i po dwóch latach spadek produkcji. Komisja Europejska, by uspokoić sytuację na rynku mleka, zwiększyła interwencyjne zapasy odtłuszczonego mleka w proszku, co dodatkowo zniechęcało do produkcji masła. Wzrósł też eksport europejskich produktów mlecznych do Afryki i Azji. W efekcie rosnącemu popytowi na masło towarzyszył spadek podaży.

Polscy producenci masła wykorzystali koniunkturę na rynkach europejskich i zwiększyli eksport. Wzrost cen masła jest też częściowo wyjaśniany zakupami spekulacyjnymi. Największym na świecie eksporterem masła jest Nowa Zelandia, która w 2015 roku sprzedała za granicę masło za 1,6 mld dolarów. Polska zajmuje dziesiąte miejsce wśród największych eksporterów masła. Sprzedajemy je do Niemiec, Włoch, Francji, Wielkiej Brytanii, Czech.

Według informacji analityków zajmujących się rynkiem rolnym produkcja masła w Nowej Zelandii szybko rośnie i rośnie też eksport z tego kraju do UE. Może to doprowadzić do przywrócenia równowagi na rynku europejskim, a tym samym spadku cen. W najbliższym roku możemy się spodziewać, że ceny powrócą do średniego poziomu wieloletniego. Wpłynie to (oczywiście w niewielkim stopniu) na obniżenie inflacji.

Analitycy rynków rolnych z kilku banków są zdania, że w najbliższych miesiącach ceny wielu produktów rolnych będą spadać. Ma jednak drożeć mleko i bydło. Niektórzy analitycy prognozują spadek cen cukru, ale są też prognozy mówiące o ich wzroście.

Cukier krzepi

W ostatnich latach cukier w Polsce drożał. W czerwcu 2016 roku jego ceny były przeszło 30 proc. wyższe niż rok wcześniej. Potem jednak zaczęły się stabilizować, a nawet spadać. Jeszcze w lipcu tego roku były przeszło 11 proc. wyższe niż rok wcześniej, a w sierpniu już tylko o 3,3 proc. W stosunku do lipca ceny cukru spadły w sierpniu o 2,2 proc. Zmiany cen cukru w Polsce, podobnie jak zmiany cen masła, wynikają ze zmian na rynkach światowych.

Polska jest trzecim (po Francji i Niemczech) największym producentem cukru w UE, a branża cukrownicza odgrywa istotną rolę w polskim przemyśle rolno-spożywczym. Nasz kraj zajmuje 13. miejsce na liście największych na świecie eksporterów cukru (w 2016 roku sprzedaliśmy za granicą cukier za 247,3 mln dolarów; eksport Brazylii wyniósł 10,4 mld dolarów).

Unijny rynek cukru opierał się dotychczas na ścisłej kontroli podaży przez ustalanie dla poszczególnych krajów tzw. kwot cukrowych oraz restrykcyjny system zarządzania nadwyżkami produkcji, czyli cukrem pozakwotowym. Ustalana też jest minimalna cena skupu buraków cukrowych, która dotyczy buraków cukrowych zakontraktowanych w ramach kwoty. Od 1 października zniesione zostaną limity produkcyjne, a w konsekwencji przestanie obowiązywać system zarządzania nadwyżkami produkcyjnymi. Producenci cukru będą mogli bez ograniczeń zarządzać swoją produkcją. Zniesiona też zostanie minimalna cena skupu buraków cukrowych. Liberalizacja rynku cukru ma zwiększyć konkurencyjność europejskiej branży rolno-spożywczej.

Według ekspertów zniesienie kwot cukrowych zwiększy zmienność cen cukru. Będą one silniej skorelowane z cenami na pozaeuropejskich rynkach. Polskie rolnictwo może na liberalizacji skorzystać, gdyż produkcja buraków cukrowych i cukru jest w naszym kraju konkurencyjna w porównaniu z innymi krajami UE. Wynika to z niskich kosztów pracy (choć obciążeniem jest niska wydajność z 1 ha) i korzystnych warunków glebowo-klimatycznych. Produkcja buraków cukrowych ma w Polsce długą tradycję, co również jest atutem. Według Eurostatu powierzchnia uprawy buraków cukrowych zwiększyła się w Polsce w ostatnich pięciu latach o 14,2 proc., co było trzecim najsilniejszym wzrostem wśród pięciu największych producentów cukru w UE (po Francji i Holandii).

Od wejścia Polski do UE zmniejszyła się liczba cukrowni oraz zatrudnienie w przemyśle cukrowniczym, wzrosła produktywność, choć wciąż jest niższa niż w Europie Zachodniej. Według Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej przeciętna produkcja cukru na jedną cukrownię w Niemczech w latach 2013-2016 wyniosła 187 tys. ton, a na jednego zatrudnionego 797 ton. W Polsce było to odpowiednio 103 tys. ton oraz 564 ton. Można jednak oczekiwać, że liberalizacja unijnego rynku cukru wymusi dalsze zmiany strukturalne i wzrost produktywności w polskich cukrowniach. W I połowie 2017 roku inwestycje w polskich cukrowniach wzrosły (w porównaniu z I połową 2016 roku) o 25,8 proc., co świadczy o tym, że branża przygotowuje się do zmian wynikających z deregulacji rynku.

Od listopada 2016 roku ceny cukru na świecie spadają (indeks cen FAO dla cukru zmniejszył się o ok. 55 proc.). Wcześniej jednak ceny cukru na rynkach światowych rosły, co wynikało głównie z niekorzystnych warunków pogodowych. Można się spodziewać, że liberalizacja rynku cukru w UE spowoduje jeszcze szybszy spadek cen, co odczujemy w najbliższym roku, ale w kolejnych latach możemy się spodziewać dużych wahań. Ceny cukru w Unii Europejskiej, a także w Polsce będą silniej niż dziś zależały od tego, co się dzieje w Brazylii i w Stanach Zjednoczonych – krajach produkujących duże ilości bioetanolu z trzciny cukrowej.

Polski koszyk

Podawane przez GUS wskaźniki inflacji mało interesują przeciętnego konsumenta. Ma on własną percepcję zmian cen. Często subiektywnie przeszacowuje inflację – uważa, że ceny rosną szybciej niż w rzeczywistości. Wynika to zarówno z uwarunkowań psychologicznych (noblista prof. Daniel Kahneman twierdzi, że strata jest zwykle odczuwana dwa razy silniej niż zysk tej samej wartości), jak i z faktu, że konsument bardziej zwraca uwagę na ceny dóbr kupowanych często lub cyklicznie.

Główny Urząd Statystyczny co roku koryguje koszyk , czyli system wag, który stanowi podstawę wyliczania inflacji. Opracowywany jest na podstawie badań budżetów domowych. Badania te pokazują, że różna jest struktura spożycia gospodarstw pracowniczych, inna emeryckich, inna przedsiębiorców. Koszyk inflacyjny GUS jest uśredniony, a zatem różny od koszyków poszczególnych grup konsumentów.

Żywność i napoje alkoholowe stanowią około jednej czwartej koszyka, co świadczy o rosnącej zamożności społeczeństwa. W połowie XIX wieku niemiecki ekonomista Ernest Engel zauważył, że w miarę wzrostu dochodów konsumenta (gospodarstwa domowego) wydatki na żywność rosną, lecz ich udział w wydatkach ogółem się zmniejsza. To tzw. prawo Engla, które służy do badania poziomu życia w różnych krajach.

W 1990 roku gospodarstwa domowe wydawały na żywność średnio 48 proc. swych dochodów, w roku 2000 32 proc., w 2005 roku – 29,3 proc.

Mimo że udział wydatków na żywność spada, zmiany cen żywności są najbardziej odczuwane przez gospodarstwa domowe, gdyż żywność jest kupowana codziennie. To jest jedną z przyczyn rozmijania subiektywnych ocen inflacji ze statystycznymi wskaźnikami. Ale wydatki na poszczególne składniki żywności są niewielkie. Dwukrotny wzrost cen masła zwiększył koszty gospodarstw domowych (a zatem także CPI) zaledwie o 0,3 proc., 40-procentowy wzrost cen cukru, który nastąpił w roku 2016, spowodował wzrost kosztów utrzymania przeciętnego gospodarstwa domowego o 0,4 proc. Również spadek cen niektórych produktów żywnościowych spodziewany w najbliższym roku nie będzie miał znaczącego wpływu na wskaźnik inflacji, choć zostanie z zadowoleniem przyjęty przez konsumentów.

Autor: Witold Gadomski