Dyskusja na temat systemu edukacyjnego trwa od lat. W Polsce w związku z ciągłymi zmianami raz po raz wraca pytanie, jak powinna wyglądać szkoła. Pan porównywał różne modele, zatem który system edukacyjny jest najlepszy?

W swoich badaniach skupiam się na tym, jak funkcjonuje dany system edukacyjny na „swoim podwórku”, to znaczy, jak się sprawdza w konkretnym w kraju. W danym kontekście historycznym, kulturowym, jak sobie z nim radzą uczniowie. Robimy międzynarodowe analizy i porównania po to, by każdy mógł popatrzeć na swój system z pewnej perspektywy. Ocenić jego dobre i złe strony. Jednak sięganie po poszczególne rozwiązania z innych systemów i próba ich wdrażania u siebie nie jest dobrym pomysłem. To nie jest takie proste. Powinniśmy jedynie analizować, jak działa system w danym środowisku, i czerpać pewne wskazówki.

W jaki sposób można ocenić, czy system jest dobry i skuteczny?

Istnieją trzy kryteria, według których można ocenić efektywność modelu edukacyjnego. Po pierwsze, osiągnięcia naukowe; po drugie, powszechny dostęp do nauki; po trzecie, stosunek uczniów do nauki – czyli czy lubią swoją szkołę, czy nauka sprawia im przyjemność. Modele, jak to osiągnąć, mogą być różne.

Ale są z pewnością systemy, które można uznać za wzorcowe.

Na pewno system edukacyjny w Finlandii. Ale wcale nie ten dzisiejszy, tylko ten z lat 60. i 70. Drugim pewnym tropem jest sposób nauki m.in. matematyki w Szanghaju. Wyniki, które tam osiągają uczniowie, są niezwykle wysokie.

>>> Treść całego artykułu można znaleźć w weekendowym wydaniu DGP.