Aby pokonać falę antyeuropejskiego populizmu, Unia Europejska musi pracować lepiej. Samo rozpoznanie i uznanie, że istnieje problem, może być dobrym początkiem – czytamy w komentarzu redakcyjnym agencji Bloomberg.

Europejska rewolta przeciw tradycyjnemu sposobowi sprawowania polityki nie została powstrzymana. Gdy europejskie rządy zaczynały się cieszyć z przegranej kandydata austriackiej Partii Wolności w niedzielnych wyborach prezydenckich, nadeszła zła wiadomość z Włoch: premier Matteo Renzi poda się do dymisji po przegranym referendum.

Nie wiadomo, co się stanie dalej, ale już dziś europejscy liderzy muszą pilnie przemyśleć plan wsparcia dla wybranego zgodnie z prawem rządu w imię obrony wartości liberalnych. Porażka europejskich liderów to woda na młyn i czynnik jednoczący populistów w innych krajach.

Austriacka Partia Wolności wcale nie odchodzi w zapomnienie. Norbert Hofer przewodniczy ruchowi, który jeszcze nie tak dawno temu był postrzegany jako polityczne ekstremum – dumnie nacjonalistyczne, antyimigranckie i antyeuropejskie. Co prawda Norbert Hofer został pokonany przez przedstawiciela Partii Zielonych Alexandra Van der Bellena, ale wciąż jego wynik pozostaje bardzo dobry – imponujące 48,3 proc. głosów. Z sondaży wynika, że Partia Wolności będzie bardzo silnym graczem w wyborach parlamentarnych, które odbędą się we wrześniu 2018 roku.

We Włoszech populistyczne ugrupowania także rosną w siłę. Porażka Renziego w ostatnim referendum była wyjątkowo duża i upokarzająca – zwolenników zaproponowanych reform było o ok. 20 pkt proc. mniej niż przeciwników. Sprawia to, że Matteo Renzi nie może poważnie myśleć o odgrywaniu ważnej roli podczas procesu formowania nowego rządu we Włoszech. Możliwy jest też scenariusz przyspieszonych wyborów, a wtedy w grze o władzę weźmie udział antyeuropejski Ruch Pięciu Gwiazd.

Oliwy do ognia dolewa fakt, że Włochy są obecnie dużym, pogrążonym w politycznym chaosie państwem z pełzającą gospodarką i nierozwiązanymi problemami sektora bankowego. Potencjalny kryzys w tym obszarze jeszcze pogorszy sytuację. Porażka Matteo Renziego w referendum do tego stopnia powiększyła niepewność, że scenarusz dokapitalizowania przez państwo m.in. banku Monte dei Paschi di Siena, staje się coraz bardziej realny.

Kryzys bankowy we Włoszech byłby wyjątkowo płodny jeśli chodzi o konsekwencje na scenie politycznej. Obligacje bankowe we Włoszech w dużej mierze są w posiadaniu gospodarstw domowych, a obecna doktryna Unii Europejskiej sprawia, że to posiadacze obligacji ponoszą duży ciężar w razie kryzysu. Ruch Pięciu Gwiazd może się wręcz modlić o taki rozwój wypadków. Gdyby włoski rząd zdecydował się na wzięcie ciężaru długu na swoje barki, wówczas i tak gigantyczny dług publiczny stałby się jeszcze trudniejszy do okiełznania. Program Renziego, polegający na reformach po stronie podaży, dawał pewnie nadzieje, ale teraz z oczywistych względów uległ zatrzymaniu.

W Unii Europejskiej większość gospodarczych i politycznych napięć ma charakter narodowy, i dlatego problemy te powinny być rozwiązywane przede wszystkim przez poszczególne państwa. Ale nawet w takiej sytuacji w pewnej mierze Unia Europejska oraz jej członkowie powinni przygotować kolektywną odpowiedź na nastroje antyeuropejskie.

To świetna okazja, aby podkreślić i promować kooperacyjny wymiar Unii Europejskiej nad jej wymiarem karzącym. Włochy potrzebują pomocy i elastyczności swoich europejskich partnerów w procesie rozwiązywania problemów bankowych. Unia jako całość potrzebuje bardziej wspierającej polityki fiskalnej i mniej groźnego mówienia o potrzebie dyscypliny fiskalnej. Dodatkowo Wspólnota musi przyjrzeć się obawom swoich obywateli, nie tylko tym dotyczącym imigracji.

Aby pokonać falę antyeuropejskiego populizmu, Unia Europejska musi pracować lepiej. Samo rozpoznanie i uznanie, że istnieje problem, może być dobrym początkiem.

>>> Czytaj też: Repolonizacja banków staje się faktem? Alior nie kupi Polbanku, PZU przejmuje Pekao