Na czwartkowym posiedzeniu rząd zajmie się projektem zmian prawa karnego, które mają poprawić skuteczność egzekwowania alimentów. Osobom, których zaległości alimentacyjne przekroczą trzy miesiące, ma grozić do roku więzienia.

Jak informował resort sprawiedliwości, który przygotował projekt, takie "obiektywne kryterium" określania zaległości alimentacyjnych - w odróżnieniu od obecnego zapisu o "uporczywym" uchylaniu się od płacenia alimentów - zwiększy skuteczność prawa.

"Nie idzie tutaj o surowość, ale idzie tutaj o nieuchronność kary, która nastąpi w momencie, kiedy przez trzy miesiące albo w dłuższym okresie, kiedy narośnie zaległość należności, (...) a zobowiązany do tych świadczeń nie będzie się wywiązywał, to wówczas automatycznie prokurator będzie mógł prowadzić postępowanie, stawiać zarzuty. Chyba, że ten wcześniej zreflektuje się i zdecyduje się zaległość alimentacyjną zapłacić" - mówił w połowie września minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, prezentując projekt.

Zgodnie z projektem nowelizacji Kodeksu karnego osobie, której dług alimentacyjny przekroczy sumę trzech należnych świadczeń okresowych - najczęściej miesięcznych - będzie groziła grzywna, kara ograniczenia wolności lub kara do roku pozbawienia wolności.

Wyższa kara - do dwóch lat więzienia - miałaby grozić osobie, która nie płacąc alimentów, naraża osobę najbliższą na niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych. "Chodzi o sytuacje, gdy na skutek uchylania się jednego rodzica od obowiązku alimentacyjnego, drugi rodzic nie jest w stanie kupić dziecku jedzenia, ubrań, zapewnić kształcenia, czy leczenia na chorobę przewlekłą" - wyjaśniało MS.

Jednak dłużnicy alimentacyjni będą mieli możliwość uniknięcia kary, jeśli dobrowolnie wyrównają zaległości przed wszczęciem wobec nich postępowania.

Według obecnego zapisu Kodeksu karnego, "kto uporczywie uchyla się od wykonania ciążącego na nim z mocy ustawy lub orzeczenia sądowego obowiązku opieki przez niełożenie na utrzymanie osoby najbliższej lub innej osoby i przez to naraża ją na niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch".

Jak uzasadniało MS, obecne przepisy mówią o "uporczywym uchylaniu się" od alimentacyjnego obowiązku, co sprawia znaczne trudności interpretacyjne i utrudnia karanie.

"Pamiętajmy, że ta norma karna nie będzie dotyczyła takich sytuacji, gdzie obiektywnie, ponad wszelką wątpliwość, rodzic nie jest w stanie spełnić tego obowiązku. Od tego jest Fundusz Alimentacyjny" - zastrzegał Ziobro. Dodawał, że odnosi się ona do osób, które, mimo iż obiektywnie żyją na dobrym poziomie, to uciekają od zobowiązań, które na nich ciążą.

W projekcie zapisano jednocześnie, że nie będzie podlegał karze sprawca uchylający się od wykonywania obowiązku alimentacyjnego, jeśli "nie później niż przed upływem 30 dni od daty pierwszego przesłuchania w charakterze podejrzanego uiścił w całości zaległe alimenty".

Podczas opiniowania nie zgłoszono negatywnych ocen do projektu. Jak wskazywała jednak Krajowa Rada Sądownictwa, wprowadzenie zmian "będzie skutkowało zwiększonym wpływem spraw do sądów i w związku z tym konieczne jest zapewnienie w budżecie państwa dodatkowych środków finansowych z przeznaczeniem w szczególności na obsługę asystencką i urzędniczą".

"Przewiduje się, że prewencyjny charakter proponowanych zmian przyczyni się do zmniejszenia liczby osób uchylających się od zobowiązań alimentacyjnych, a tym samym przełoży się to na zmniejszenie liczby postępowań karnych" - odpowiedziało na to zastrzeżenie MS.

W zeszłym tygodniu Krajowy Rejestr Długów informował, że dług alimentacyjny przekroczył 10,5 mld zł. W bazie KRD znajduje prawie 312 tys. nierzetelnych rodziców, aż 96 proc. to ojcowie. Średnio do oddania dzieciom mają ponad 33 tys. zł. Podobna liczba dłużników alimentacyjnych widnieje w BIG InfoMonitor: 298 tys., z łącznym długiem 9,9 mld zł. (PAP)

>>> Polecamy: Socjalizacja Węgier. Rząd zapowiada zwiększenie świadczeń dla rodzin