Trump zrywa z dyplomatyczną tradycją. Odwołuje ambasadorów USA pochodzących z nominacji politycznej

Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
7 stycznia 2017, 09:37
Prezydent elekt Donald Trump wezwał ambasadorów amerykańskich pochodzących z nominacji politycznej Baracka Obamy, aby opuścili swe placówki do dnia inauguracji jego prezydentury 20 stycznia. Media w USA nazywają to zerwaniem z dyplomatyczną tradycją.

Portal internetowy telewizji Fox News poinformował w piątek powołując się na swoje źródła, że prezydent elekt nie wyraża zgody na żadną zwłokę. Fox News cytuje wypowiedź osoby znającej tajniki służb dyplomatycznych, według której "niechęć do rozważenia indywidualnych przypadków, lub wyjątkowych sytuacji" stanowi zerwanie z protokołem”.

Fox News przypomina jednak, że podobnie postąpiła ekipa Obamy.

Prezydent elekt nominował już gubernatora stanu Iowa Terry Branstada na ambasadora w Chinach a adwokata Davida Friedmana na ambasadora w Izraelu.

Według „New York Timesa” oraz portalu Politico zespół Trumpa wydał dyrektywę, że do 20 stycznia wszyscy bez wyjątku ambasadorzy Baracka Obamy pochodzący z nominacji politycznej muszą opuścić swoje stanowiska. Zarządzenie wysłano za pośrednictwem Departamentu Stanu bezpośrednio przed Bożym Narodzeniem.

Cytowany przez nowojorski dziennik prezes Amerykańskiej Akademii Dyplomacji Ronald E. Neumann powiedział, że nie może przypomnieć sobie kiedykolwiek „takiej gilotyny w styczniu” kiedy „każdy natychmiast musi opuścić basen".

Tygodnik „Time” podkreśla, że w tej sytuacji Stany Zjednoczone mogą zostać przez kilka tygodni, a nawet kilka miesięcy, bez zatwierdzonych przez Senat nowych ambasadorów po objęciu urzędu przez Trumpa.

W opinii magazynu poprzednie administracje pozwalały na wyjątki i pozostawiały ambasadorom czas na uporządkowanie spraw i zorganizowanie życia, szczególnie w przypadku dyplomatów z dziećmi w wieku szkolnym.

Jak wyjaśniali tygodnikowi współpracownicy prezydenta elekta zarządzenie prezydenta elekta nie było motywowane politycznie, ani nie stanowiło przejawu złośliwości, ale oznaczało trzymanie się przyjętego harmonogramu.

>>> Czytaj też: Trump nadal chce muru na południowej granicy. Ma za niego zapłacić... Meksyk

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj