Skrzypek: emocje kierują kursem złotego

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
19 grudnia 2008, 12:41
Sławomir Skrzypek
Sławomir Skrzypek obwinia emocje inwestorów/DGP
Obecne osłabienie złotego jest korzystne dla eksporterów, ale nie ma uzasadnienia w fundamentach gospodarczych Polski. Nie jest ono zatem wynikiem racjonalnych decyzji, a być może emocji lub innych czynników, uważa prezes Narodowego Banku Polskiego Sławomir Skrzypek.

"Fundamenty wskazują na to, że deprecjacja polskiej waluty nie jest uzasadniona. Zarówno projekt przyszłej ścieżki rozwoju gospodarczego, jak i inne wskaźniki makroekonomiczne wskazują na to, że ta obecna deprecjacja nie wynika z racjonalnych decyzji inwestorów, ale być może z emocji, a może ma także inne podłoże" - powiedział Skrzypek dziennikarzom w piątek.

Złoty tracił ostatnio wyraźnie wobec euro - ponad 7 proc. w ciągu ostatniego tygodnia, jednak w czwartek w połowie dnia zaczął odrabiać straty, a w piątek jego kurs się ustabilizował. Według analityków, przyczynami deprecjacji może być: negatywne nastawienie do walut rynków wschodzących; ryzyko związane z ekspozycją polskich przedsiębiorstw na opcje walutowe, uświadomienie sobie, że Polskę jednak także czeka odczuwalne spowolnienie gospodarcze; niektórzy sugerują jednak działania spekulacyjne - wskazując przy tym na informacje, że jeden podmiot zagraniczny posiada blisko 40 proc. wszystkich krótkich pozycji na kontraktach terminowych na indeks WIG20, co było przyczyną ograniczenia wahań kursów przez GPW na piątkowej sesji.

Skrzypek podkreślił jednak w piątek, że jest spokojny o przyszłość polskiej waluty. Dodał, że obecne przewartościowanie złotego może - paradoksalnie - przynieść korzyści. Dotyczy to głównie eksporterów, którzy dzięki słabszemu złotemu mogę neutralizować negatywny wpływ spowolnienia gospodarczego za granicą.

"W przyszłym roku kontrybucja eksportu do PKB nie będzie gorsza niż obecnie" - powiedział Skrzypek.

Jednak szef banku centralnego ma obawy co do wzrostu gospodarczego w przyszłym roku - nawet co do możliwości osiągnięcia poziomu 2,8%, co przewidywała październikowa projekcja inflacyjna NBP.

"Jest szereg ryzyk, że dynamika wzrostu gospodarczego może być w przyszłym roku niższa niż wskazywała na to projekcja październikowa. Niemniej będzie to wyraźnie wzrost w stosunku do krajów, które powoli wchodzą w recesje"

Dodał, że widzi też pewne szanse, iż wzrost będzie wyższy, ale jego zdaniem, wymagają one zdecydowanych działań po stronie rządu, NBP i Komisji Nadzoru Finansowego.

W czwartek pojawiła się pierwsza prognoza, według której polskiej gospodarce grozi recesja - Danske Bank prognozuje, że polski PKB skurczy się w 2009 r. o 0,5 proc. - dotychczas najbardziej pesymistyczne prognozy mówiły o 0,4 proc. wzrostu (BNP Paribas), zaś Ministerstwo Finansów podtrzymuje niedawno aktualizowana prognozę 3,7 proc. (wobec 5-5,5 proc. oczekiwanych w tym roku). Prognozy analityków bankowych przeważnie nie przekraczają 3 proc.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: ISB
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj