Mamy baby boom. W tym roku może urodzić się najwięcej dzieci od siedmiu lat

Ten tekst przeczytasz w 5 minut
16 marca 2017, 06:46
Statystyki urodzeń
Statystyki urodzeń/Dziennik Gazeta Prawna
Potwierdzają się dane NFZ o rosnącej liczbie dzieci. Tylko w styczniu tego roku urodziło się o 2,3 tys. noworodków więcej niż w analogicznym okresie rok temu. Widać to szczególnie w szpitalach, gdzie o miejsce na porodówce z lepszą renomą coraz trudniej.

Zdaniem ekspertów ta wzrostowa tendencja utrzyma się w kolejnych miesiącach. Coraz odważniej mówią, że to . Choć przede wszystkim wskazują na spadek bezrobocia, działanie rozwiązań prorodzinnych, takich np. jak wydłużenie urlopu dla rodziców. Nie bez znaczenia jest wejścia w dorosłe życie roczników z wyżu demograficznego lat 80. Na koniec roku może się okazać, że po raz pierwszy od lat liczba urodzonych dzieci przekroczy 400 tys.

Wstępne dane o urodzeniach za styczeń są lepsze od tych z analogicznego miesiąca ubiegłego roku. Informacje z różnych źródeł potwierdzają trend wzrostowy. Zarówno te z Narodowego Funduszu Zdrowia, jak i z systemu PESEL. Jeśli tendencja będzie trwała, to w tym roku urodzi się ponad 400 tys. dzieci. Ostatni raz czwórkę z przodu zanotowano w 2010 r.

Ze statystyki NFZ wynika, że liczba porodów w styczniu tego roku w porównaniu ze styczniem zeszłego roku zwiększyła się o 2,23 tys. A konkretnie wzrosła z 29,8 tys. do 32 tys. – To dane wstępne i liczba ta może się zwiększyć – podkreśla Sylwia Wądrzyk, rzeczniczka funduszu. Już dziś można uznać, że narodzin było więcej, bo fundusz rejestruje tylko te porody, za które płaci. Tymczasem część osób rodzi w szpitalach niepublicznych.

>>> Czytaj też: Niejasne zasady ustalania dochodu. Kto dostaje 500 zł na pierwsze dziecko?

O mogły przekonać się także matki, które mają kłopoty z dostaniem się na wybrane porodówki. – Miałam wykupioną położną w warszawskim szpitalu przy ulicy Żelaznej, ale pomimo to w dniu porodu powiedziano mi, że powinnam poszukać innego miejsca, bo tu mnie nie przyjmą – mówi Marta, która rodziła w styczniu tego roku. Z drugiego szpitala też chciano ją odesłać. Z tego samego powodu.

No to mamy baby boom! 👶👶 Czytaj więcej ➡️️ http://frsl.pl/baby-boom

Opublikowany przez Forsal.pl Czwartek, 16 marca 2017

Szpital przy ulicy Żelaznej przekonuje, że przypadek pani Marty niekoniecznie musi mieć bezpośredni związek ze wzrostem urodzeń w Polsce. Jednak również z ich statystyk wynika, że 2016 r. był rekordowy (6868 dzieci, podczas gdy rok wcześniej było ich 6750).

Wzrost potwierdzają też dane z systemu PESEL, które zbierają zbiorczo rejestracje wszystkich dzieci. W styczniu wpisano do niego 34,4 tys. dzieci, o 1234 więcej niż rok temu. Trzeba jednak pamiętać, że w tej liczbie zawarte są także rejestracje dzieci urodzonych za granicą i adopcje. W dodatku ich liczba może być różna w innych miesiącach, bo wpisy dzieci z zagranicy odbywają się z opóźnieniem, gdy rodzice z dokumentami stawią się w polskim urzędzie. Co prawda, dane z lutego wskazują na niewielki spadek w porównaniu z lutym zeszłego roku – o 357 zarejestrowanych dzieci, ale z uwagi na wspomniane wcześniej wpisy dzieci z zagranicy i adoptowanych nie ma pewności, jak odnieść to do liczby dzieci urodzonych w Polsce.

Pewne dane dotyczące pełnej liczby urodzeń w styczniu poda za tydzień GUS. Jednak jeśli faktycznie będzie rodziło się miesięcznie przynajmniej 1250 dzieci więcej niż rok temu, to nie powinno być problemu z przekroczeniem w tym roku liczby 400 tys. porodów. – Dane GUS z końcówki zeszłego roku pokazują, że to realne. Także styczniowe dane z NFZ świadczą, że możliwe jest osiągnięcie 400 tys. urodzeń, o ile wzrost na tym poziomie utrzymałby się przez resztę roku – przyznaje demograf prof. Piotr Szukalski.

Wzrost liczby urodzeń trwa od listopada. Łącznie w tym miesiącu i w grudniu urodziło się ponad 11 tys. dzieci więcej niż w tym samym okresie poprzedniego roku. Powodem może być program 500+, który wszedł w życie ponad 11 miesięcy temu. – Najważniejsze w demografii są trendy i jeśli mamy wzrost urodzeń rok do roku w listopadzie, grudniu, a teraz jeszcze w styczniu, można być optymistą, że trend się utrzymuje. Od początku mówiliśmy, że program 500+ jest dobrze skonstruowany, bo naszym wielkim szczęściem w nieszczęściu demograficznym jest to, że barierą dla dzietności w Polsce są czynniki ekonomiczne, a nie kulturowe – mówi wiceszef resortu Bartosz Marczuk. Choć zastrzega, że na dane miesięczne wstępne z krótkiego okresu trzeba spoglądać ze wstrzemięźliwością, bo procesy demograficzne mają dużą inercję. Właśnie z tego powodu demografowie zalecają ostrożność.

Zdaniem prof. Piotra Szukalskiego do wzrostu liczby urodzeń w Polsce przyczynia się także ogólna dobra sytuacja na rynku pracy i w gospodarce. To może dodatkowo mobilizować do decyzji o dziecku pokolenie trzydziestoparolatków, które w dużej mierze stanowi grupa kobiet urodzonych w okresie baby boomu z lat 80.

Istotne w tym kontekście jest, że już zeszłoroczna liczba narodzin w Polsce – 385 tys. – pozytywnie rozminęła się z prognozami GUS. Jak zwraca uwagę Bartosz Marczuk, ostatnia prognoza GUS dla Polski z roku 2014 zapowiadała, że po roku 2015 będziemy mieli w Polsce do czynienia ze spadkiem urodzeń poniżej 350 tys. rocznie. Tymczasem mamy wzrost. – 500+ oraz wcześniejsze działania prorodzinne były impulsem, który spowodował, że tzw. odroczone decyzje o urodzeniach stały się faktem. Widać to po danych miesięcznych. Trudno nie skorelować, że to 9 miesięcy po wprowadzeniu 500+ – podkreśla wiceminister rodziny.

500+ jest olbrzymim transferem do rodzin. Jednak warto wspomnieć, że już od kilku lat – przez poprzedni rząd – były wprowadzane różne zmiany: dotyczące urlopów macierzyńskich i rodzicielskich (wydłużono je do roku), wychowawczych, ulgi na dzieci czy większej dostępności do przedszkoli i żłobków.

Demografowie wskazują, że na zmiany w demografii może mieć pozytywny wpływ również poziom wynagrodzeń i spadek bezrobocia.

Pytanie, czy jesteśmy świadkami trwałego zwiększenia dzietności, czy doszło jedynie do przyspieszenia decyzji o prokreacji u osób, które i tak były zdecydowane na dziecko, ale wstrzymywały się z decyzją z uwagi na sytuację materialną.

>>> Polecamy: Mapa dzietności w Europie. W tych krajach kobiety rodzą najchętniej

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj