Widmowy projekt repolonizacji mediów

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
21 marca 2017, 06:03
Gazety
Gazety/Flickr.com
W połowie roku Ministerstwo Kultury ma przedstawić projekt zmian w przepisach antykoncentracyjnych, który – jak zapowiedział szef resortu Piotr Gliński – „diametralnie zmienią układ sił w prasie, radiu i telewizji”. Żadnych konkretnych propozycji nie przedstawił. W czwartek Gliński ma się stawić przed sejmową komisją kultury i środków przekazu, ale nie po to, by dyskutować o planowanych regulacjach, ale by zaprezentować posłom informację o sytuacji prasy w Polsce.

Przedstawiciele partii rządzącej od dawna mówią o konieczności repolonizacji mediów. Ostatnio jednak rzadziej operują tym terminem, bo repolonizacja oznaczałaby zmiany właścicielskie na rynku mediów i oparcie nowych regulacji na godzącym w unijne prawo aspekcie narodowości kapitału. A w Unii dyskryminacja z tego tytułu jest zakazana, bo obowiązuje swobodny przepływ towarów, osób, usług i kapitału.

– To nie jest widzimisię polskiego rządu, żeby nagle regulować rynek mediów. Takie przepisy działają w wielu krajach UE – tłumaczył DGP Paweł Lewandowski, wiceminister kultury odpowiedzialny za prace nad wspomnianymi przepisami. Na razie trwają spotkania z przedstawicielami regulatorów – Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji i Urzędu Komunikacji Elektronicznej. – Pozostaje najważniejsze pytanie, kto będzie tego pilnował. KRRiT jest organem konstytucyjnym, który zajmuje się radiem i telewizją, a nie prasą. Gdybyśmy mieli nadać KRRiT nowe kompetencje, musielibyśmy zmienić konstytucję. Może więc kompetencje dotyczące gazet powinien przejąć UKE albo UOKiK? Jest za wcześnie, by o tym przesądzać – dodawał.

Z naszych informacji wynika, że nowe kompetencje odnośnie do rynku prasy mógłby dostać właśnie UKE, przemianowany na Urząd Komunikacji Elektronicznej i Prasy. Ale żadne decyzje nie zapadły. Resort analizuje właśnie zagraniczne przepisy w tym zakresie. Wzorem dla Polski mają być regulacje francuskie bądź niemieckie. KRRiT w swojej strategii postuluje obniżenie progu określającego pozycję dominującą z 40 do 30 proc. Dziś UOKiK, oceniając fuzje, nakazuje odsprzedaż udziałów podmiotom, jeśli ich łączny udział w rynku właściwym przekracza 40 proc.). Rada zapowiada też regulację koncentracji krzyżowej, czyli sytuacji, gdy jeden podmiot ma media różnego rodzaju, np. gazetę i telewizję.

– Pytanie, jak zostaną zdefiniowane rynki właściwe, na których ocenia się, czy ktoś osiągnął pozycję dominującą. Na jakiej podstawie będzie określane te 30 proc.? Udziału w rynku słuchalności, oglądalności, reklamy, a może rzeczywistego wpływ na opinię publiczną? – pyta ekspert rynku mediów Andrzej Zarębski. Nasz rozmówca zwraca uwagę, że w Polsce nie ma badań na temat wpływu kapitału na zawartość przekazów medialnych. A w świetle obecnej ustawy o ochronie konkurencji żaden z podmiotów działających w Polsce nie osiągnął nie tylko dominującej pozycji, ale nawet 30 proc.

Co ciekawe, w niemieckich przepisach uregulowano sposób rozstrzygania sytuacji, w których przedsiębiorstwo przekroczy dopuszczalne progi udziału w rynku. Koncern, aby zredukować swój wpływ na opinię publiczną poniżej 30 proc., może odsprzedać liczbę swoich udziałów, ograniczyć swoją działalność albo udostępnić swój czas antenowy niezależnej stronie trzeciej. Jeśli tego nie zrobi, nadawca może mu cofnąć koncesję. Eksperci nie mają wątpliwości, że wykorzystanie planowanych przepisów do nakazywania komukolwiek sprzedaży udziałów będzie bezprawne.

– Nie wyobrażam sobie wprowadzenia przepisów, które działają wstecz. To byłoby sprzeczne z zasadami państwa prawa i gospodarki rynkowej. Prawdą jest, że prawo unijne pozostawia znaczną swobodę w kreowaniu polityki związanej z pluralizmem mediów. Musi ona jednak respektować podstawowe zasady, jak ochrona prawa własności czy proporcjonalności stosowanych środków – zwraca uwagę Jakub Woźny, wspólnik Kancelarii Prawnej Media. Zarębski mówi, że trudno komentować mgliste zapowiedzi rządu. – Być może mamy do czynienia z taktyką wypuszczania balonów próbnych, w której dopiero dyskusja ma pomóc ukształtować projekt. Jak zobaczę konkretny dokument, to będę mógł się do niego odnieść – tłumaczy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj