Utopijna koncepcja apteki dla aptekarza. Wywiad z szefem Neuki

Ten tekst przeczytasz w 12 minut
28 marca 2017, 05:17
apteka
Apteka/ShutterStock
Na rynku ochrony zdrowia występują potężne siły producentów medykamentów – jeśli ktoś dużo zarabia, to właśnie oni. Są też dynamicznie rozwijające się sieci aptek. Hurtownie leków znajdują się po trosze między młotem i kowadłem. I trzeba umiejętnie balansować, by nie spaść - mówi w wywiadzie Piotr Sucharski, prezes zarządu Neuca S.A., specjalizującej się w hurtowym obrocie lekami.

Od dawna organizujemy nasze spotkania w tym hotelu. Dziś mieliśmy konferencję podsumowującą zeszły rok, więc tak było najwygodniej. Ale to prawda, biznes idzie nawet bardzo dobrze. A to, że możemy sobie pozwolić na organizację naszych wydarzeń akurat w tym hotelu, to efekt naszych starań w ciągu ostatnich lat.

Pozwolę sobie przeformułować pana pytanie. Czy prowadzenie biznesu na rynku ochrony zdrowia jest w Polsce proste? Jak pan myśli?

Można. Ale i konkurencja jest ogromna. A także występują tu potężne siły producentów medykamentów – jeśli ktoś dużo zarabia, to właśnie oni. Są też dynamicznie rozwijające się sieci aptek. Hurtownie leków znajdują się po trosze między młotem i kowadłem. I trzeba umiejętnie balansować, by nie spaść. Najlepszym dowodem na to zresztą są problemy naszych rynkowych konkurentów. Nie chcę mówić o Pelionie czy Farmacolu, ale na pewno opuszczenie giełdy przez te spółki pokazuje, że prowadzenie biznesu hurtowego nie jest proste. Ale prawdą jest, że nam się udaje. I z roku na rok notujemy coraz lepsze wyniki. 2016 rok zamknęliśmy z wynikiem 111 mln zł zysku. Naprawdę nieźle.

Posługuje się pan pewnym uproszczeniem. Zależy nam na robieniu interesów i z najmniejszymi aptekami, i z rynkowymi potentatami. Natomiast rzeczywiście naszym strategicznym klientem są apteki niezależne. Pomagamy im w rozwijaniu działalności, bo wierzymy, że polska farmacja potrzebuje dobrej obsługi farmaceutycznej. A ta jest przede wszystkim w indywidualnych aptekach.

Myli się pan. Popełnia pan zresztą podstawowy błąd, który popełniają osoby, które nigdy nie zarządzały dużą firmą. Właśnie kolejność, którą pan stworzył, musi być odwrotna. Najpierw trzeba obrać sobie pewien fundament, cel, który można nazwać nawet górnolotnym. I dążyć do jego realizacji. A wówczas, jeśli obrana strategia będzie dobra, zyski przyjdą z czasem.

Jesteśmy dla nich bezpiecznym partnerem. Takim, któremu można zaufać. Nigdy nie posiadaliśmy aptek a więc tym samym nie konkurujemy z naszymi klientami. Część z nich dawno temu stała się nawet akcjonariuszami naszej spółki. Tak więc: tak, zarabiamy dlatego, że indywidualni farmaceuci nam ufają.

Pojawiają się. Ale to bzdura. A ludzie, którzy tak twierdzą, najczęściej wypisują te brednie, nawet się nie podpisując pod swymi słowami.

W jaki sposób?

Nie widzę związku między wzrostem kursu a procedowaniem AdA w Sejmie.

>>> Czytaj też: "Lepiej było zdjąć ten fartuch". Wywiad z prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej

Nie mam zielonego pojęcia, czy to jest przypadek, czy też nie. A i zupełnie mnie to nie interesuje. Jako prezes nie przykładam wagi do tego, czy danego dnia kurs pójdzie odrobinę w górę, czy w dół. Jeśli nawet zmiana kursu akcji jest jakkolwiek związana z projektem ustawy, to opiera się to na działaniach spekulantów. A te mnie najmniej interesują.

Ocena wartości firmy po tym, czy kurs wynosi 350 zł za akcję, czy 400 zł, to droga donikąd. Dla mnie to bez znaczenia, bo wiem, że mamy dobrze opracowaną strategię i tak jak Neuca rosła do tej pory, tak będzie rosła nadal. Niezależnie od tego, czy jedna ustawa zostanie uchwalona w Sejmie, czy nie. Ktoś, kto opierałby biznes na tym, za czym podniosą rękę posłowie, popełniałby straszny błąd.

Swoją drogą mam świadków na to, że jeszcze kilka miesięcy temu mówiłem, iż koncepcja AdA jest tak nieprawdopodobna, iż nawet nie będę jej komentował.

W połowie ubiegłego roku na spotkaniu z Naczelną Radą Aptekarską zapytałem wprost: „Dlaczego wy wciąż kontynuujecie dyskusję na temat wprowadzenia AdA? To bez szans”.

Porównywanie sytuacji naszej spółki do Providenta bardzo mi się nie podoba, bo mamy lepszą, bardziej zrównoważoną bazę biznesową i skuteczniej gwarantujemy rozwój. Nie chciałbym, żebyśmy porównywali przypadki obu spółek giełdowych i ich sytuacji w odniesieniu do zmian legislacyjnych. Mówiąc krótko, wpływ otoczenia legislacyjnego na naszą obecną kondycję jest przereklamowany. Być może ciekawy medialnie, ale biznesowo nieprawdziwy.

To nasz rekord. Ale nie dlatego, że jest procedowana jakaś ustawa. Po prostu z roku na rok stajemy się coraz mocniejsi. I rośliśmy także wtedy, gdy wprowadzano bardzo niekorzystne dla rynku farmaceutycznego zmiany. Po prostu robimy swoje, tworzymy nowe biznesy. Zaczęliśmy produkować leki, otwieramy przychodnie. Ani nas jedna ustawa nie zabije, ani nas nie wzmocni.

Tylko na słabsze firmy, które nie mają długoterminowej strategii.

Kategorycznie nie zgadzam się z twierdzeniem, że to jest niefortunna sytuacja. Wręcz przeciwnie! Bożena Śliwa to świetna specjalistka, zna się na kwestiach farmaceutycznych jak mało kto. To jest bardzo fortunna sytuacja dla wszystkich: Neuki, pani Śliwy oraz aptek niezależnych.

Dla nich ta sytuacja jest neutralna.

Nie można zabronić komuś, żeby reprezentując określoną grupę farmaceutów, nie mógł działać w radzie nadzorczej spółki. Zresztą to żadna tajemnica, że Bożena Śliwa jest w radzie nadzorczej Neuki. A mimo to farmaceuci z kadencji na kadencję ją wybierają do władz samorządu aptekarskiego. I słusznie, bo to świetny fachowiec.

A tworzenie powiązań w stylu, że jak ustawa będzie korzystna dla indywidualnych farmaceutów, a przedstawicielką ich jest m.in. Bożena Śliwa, która jednocześnie jest w Neuce, to winna całemu zamieszaniu jest nasza spółka – to niegodziwość.

Absolutnie żaden.

Do Neuki.

Też do nas.

Przecież to jest powszechna informacja, której nie ukrywamy. Media te żyją od wielu lat i przeżyły mnóstwo zmian w prawie. Zaskakuje mnie to pytanie.

Zgoda. Nic nie stoi temu na przeszkodzie. To zwykłe przeoczenie. Poprawimy to.

Nie użyłbym słowa „lobbują”, bo ono nie pasuje w tym przypadku. Nie sądzę też, by przekaz był tak jednostronny, jak to pan sugeruje. Ale mogę zgodzić się z tym, że wahadło jest wychylone w stronę aptek indywidualnych i ich poglądów.

Ale to nie dlatego, że jako prezes Neuki siedzę i cenzuruję teksty. Ani nie przyszłoby mi to do głowy, ani – przyzna pan – nie jest to sprawa dla prezesa dużej spółki giełdowej.

Odpowiedź jest prozaiczna. Przedstawiciele sieci aptecznych, prawnicy je reprezentujący czy choćby eksperci organizacji przedsiębiorców, do których należą te sieci, nie chcą do nas pisać. Proponowaliśmy. Nie chcą. Nie zmuszę ich przecież.

Tak, stawki rynkowe. Albo nawet nieco niższe. Może właśnie dlatego reprezentanci tych największych na rynku nie chcą nas zaszczycić swoją obecnością. Ale jeśli pan pozwoli na odrobinę reklamy, to z tego miejsca serdecznie ich zapraszam. Gdyby trzeba było, osobiście dopilnuję, by ukazał się na łamach wspomnianych przez pana mediów artykuł pokazujący rynek z perspektywy sieci aptecznych.

Oczywiście, że dostają pieniądze. Dlaczego mielibyśmy nie płacić? Bez znaczenia jest to, czy ktoś jest we władzach samorządu aptekarskiego, czy też nie. Ewentualna nadreprezentacja osób w nich będących wynikać może jedynie z tego, że na ogół są to osoby najbardziej zaangażowane, chętniejsze do dzielenia się swoją wiedzą z ogółem farmaceutów.

Nie są. I panu mówię, że płacimy za szkolenia, i każdemu innemu potwierdzę. Wstydem byłoby, gdybyśmy nie płacili.

Jak to nie ma pojęcia? I poza tym, dla kogo ma to tak naprawdę znaczenie?

W naszej firmie mamy procedury, które sprawiają, że wiem kto i gdzie zarabia. Zgoda, że prezes powinien mieć takie informacje. Ale nie mogę odpowiadać za to, że Naczelna Rada Aptekarska nie ma takich procedur. Na pewno nie obruszę się, jeśli opublikuje ona listę osób, które otrzymały od nas pieniądze za wykonaną pracę.

W swoich opiniach opieramy się na tym, co mówią eksperci i fachowcy zajmujący się obrotem lekami. A w nich podnosi się argumenty o szkodliwości niewłaściwego przechowywania leków. Dlatego też uważam, że lepiej dla wszystkich pacjentów będzie, by odbyli nieco dłuższą podróż do punktu aptecznego, który obecnie znajdziemy w bardzo wielu miejscach, niż żeby ryzykowali zażycie leków niewłaściwie przechowywanych. Ponadto leków będzie tylko nieco mniej. Ale wciąż będą one dostępne. Nie będzie więc wcale tak, że znikną ze sklepów i stacji benzynowych w ogóle. Po prostu nie chcemy, by pacjenci leczyli się w supermarkecie. Leczyć należy się u lekarza, a następnie w aptece.

Myślę, że powinny być przechowywane w sposób gwarantujący bezpieczeństwo pacjentów. Ale nie mam pojęcia, czy to powinno być w szafach, czy też nie. I nie chcę na to wpływać.

Pierwszy raz słyszę, żebyśmy mieli takie szafy kupować sklepikarzom. Poza tym co nam po szafach, skoro na terenach wiejskich sklepikarze mają specjalne lodówki np. na napoje, ale często je wyłączają, żeby zaoszczędzić na prądzie.

>>> Czytaj też: Sieci apteczne sięgają po działo dużego kalibru: dyplomację światowych mocarstw

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj