Ranking „piractwa” internetowego na świecie. Polska w czołówce

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
8 maja 2017, 06:30
The Pirate Bay
The Pirate Bay/Inne
Piractwo internetowe zamiera od lat. Spowodowane jest to rozwojem serwisów streamingowych takich jak Netflix czy Spotify, które dostarczają wartościowe i stosunkowo niedrogie pakiety filmów, programów telewizyjnych i muzyki. W zeszłym roku liczba wizyt na pirackich serwisach zmalała o 6 proc.

Internetowe piractwo słabnie jednak tylko w krajach, które oferują dostęp do wspomnianych serwisów w przystępnych cenach - pisze Quartz. Z danych firmy Muso, która zajmuje się produkcją antypirackich technologii wynika, że pirackie strony są znacznie popularniejsze w krajach o niskich dochodach. Z jednym wyjątkiem – .

Singapur jest czwartym najbogatszym krajem świata pod względem PKB per capita (z uwzględnieniem siły nabywczej pieniądza) – wynika z danych Banku Światowego. Znajduje się też jednak w pierwszej dziesiątce rankingu państw z największą liczbę odwiedzin pirackich stron internetowych na jednego użytkownika sieci.

Czołowe miejsca w tym niechlubnym zestawieniu zajmują . Na 7. pozycji znalazła się , natomiast Singapur jest dziewiąty. Spośród wszystkich wymienionych krajów to azjatycki tygrys jest zdecydowanie najbogatszy (PKB per capita wynosi tam 52 tys. dol. rocznie). Dla porównania, w Polsce niewiele ponad 13 tys. dol., natomiast na Białorusi zaledwie 6,5 tys. dol. Co robi w tej grupie Singapur?

Netflix jest dostępny niemalże we wszystkich krajach świata. Jednak nie dostosowuje cen zakupu swoich subskrypcji do możliwości nabywczych poszczególnych rynków. Najtańsza subskrypcja tego serwisu kosztuje 7,99 euro zarówno w Kijowie, czyli tyle samo co w Paryżu czy we Frankfurcie. Nie trzeba nawet dodawać, że Ukraińcy są ubożsi od Niemców. Inaczej wygląda sytuacja z dostępnością Spotify. Serwis nie jest dostępny na Białorusi, w Gruzji i na Ukrainie.

Autorzy badania nie wyjaśniają dlaczego to właśnie obywatele Singapuru tak często pobierają nielegalnie materiały z sieci. W 2014 roku w azjatyckim kraju wprowadzono prawo autorskie umożliwiające poszkodowanych podmiotom zgłaszanie serwisów udostępniających nielegalne treści. Nie wpłynęło to jednak na zmianę statystyk.

>>> Polecamy: Czy ktoś w końcu zdetronizuje Apple? "Wydaje się być w tyle, jeśli chodzi o niektóre rozwiązania"

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Media
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj