Duży wzrost wpływów z VAT, dobre wyniki w innych podatkach i wstrzemięźliwość w wydatkach. Efekt: jeden z najniższych deficytów w ostatnich latach, jak na tę porę roku

To już oficjalne: po czterech miesiącach roku do budżetu z VAT trafiło prawie 57 mld zł, o jedną trzecią więcej niż rok temu. Tak dobry wynik to zasługa dużego wzrostu wpływów z VAT w pierwszych miesiącach roku. Ale i sam kwiecień był dobry, tylko w tym miesiącu udało się zebrać 14,6 mld zł z VAT, czyli o ponad 17 proc. więcej niż rok wcześniej.

Wystrzał dochód z VAT przekłada się na ogólne wyniki budżetu. Dochody na koniec kwietnia wyniosły 117 mld zł. To więcej, niż zakłada oficjalny harmonogram wykonania budżetu (110,76 mld zł). Dochody idą dobrze, bo wpływy z innych podatków też wyglądają przyzwoicie. Z PIT fiskus ściągnął do tej pory ok. 16 mld zł (o 7,6 proc. więcej niż rok temu), z CIT ok. 13,1 mld zł (wzrost o 15,1 proc.), natomiast z akcyzy i podatku od gier ok. 21 mld zł (wzrost o 3,6 proc.).

Przy wstrzemięźliwości w wydatkach (117,9 mld zł wobec zakładanych 121,2 mld zł) udało się uzyskać bardzo niski deficyt. Po czterech miesiącach było to zaledwie 0,9 mld zł. To nie tylko wyraźnie mniej niż przed rokiem, kiedy to dziura w budżecie wynosiła 11,1 mld zł, ale też znacznie poniżej prognoz MF na ten rok (w harmonogramie założyło ono, że deficyt zbliży się do 10,5 mld zł). Jest to jeden z najlepszych wyników budżetu w historii na tym etapie wykonania (czyli po czterech miesiącach).

Dla Ministerstwa Finansów wyniki budżetowe, zwłaszcza te dotyczące VAT-u to dowód, że poprawia się ściągalność podatków. Rzeczywiście, o ile świetne wyniki za styczeń i luty można było tłumaczyć efektem sztuczki zastosowanej przez resort (wcześniejsza wypłata zwrotów VAT jeszcze w grudniu ubiegłego roku, co obciążyło wynik za 2016 r. i stworzyło zakładkę na rok 2017) o tyle trudno zakładać, że efekt ten działał jeszcze w kwietniu. Chwieje się też inna teoria, która mówiła o przesunięciu wynikającym z likwidacji rozliczeń kwartalnych VAT. To, co według starych zasad fiskus dostałby dopiero w kwietniu za całe trzy pierwsze miesiące, w tym roku dostawał wcześniej po kawałku w rozliczeniach miesięcznych. Sceptycy zakładali więc, że budżet dostał pieniądze wcześniej, ale niekoniecznie więcej. Ale bardzo dobre wyniki z kwietnia też tego nie potwierdzają.

Ministerstwu z pewnością mogła pomóc bardzo dobra koniunktura w gospodarce. Według wstępnych danych GUS wzrost gospodarczy w I kwartale wyniósł 4 proc. Ekonomiści nie mają wątpliwości, że to zasługa rozpędzonej konsumpcji prywatnej, według niektórych prognoz mogła ona zwiększyć się nawet o ponad 4,5 proc. Już pod koniec ubiegłego roku Polacy zaczęli więcej kupować, wtedy konsumpcja prywatna zwiększyła się o 4,2 proc. Tak mocnego przyspieszenia nie mieliśmy od wybuchu kryzysu w 2008 r. Z punktu widzenia budżetu to świetna informacja, bo im większe wydatki na zakupy, tym więcej VAT wpływa do państwowej kasy. Proces ten wspierany jest jeszcze dodatkowo przez wzrost cen. Inflacja w pierwszych miesiącach szybko rosła, obecnie wynosi 2 proc.

>>>Czytaj więcej: Pozbycie się gotówki nie jest tak dobrym pomysłem, jak mogłoby się wydawać