Wybory prawdopodobnie odbędą się w listopadzie - nieco więcej niż rok po poprzednich wyborach, które spowodował skandal wokół Panama Papers. Okazało się, że konta w rajach podatkowych miało ok. 600 Islandczyków, w tym ówczesny premier Sigmundur Gunnlaugsson i dwóch ministrów.

"To znaczące rozczarowanie, ale wydaje się, że jesteśmy w tym samym punkcie, w którym byliśmy po wyborach w 2016 roku - powiedział ustępujący premier. - Nie widzę alternatywy dla zwołania obywateli do urn".

Reklama

Benediktsson stoi na czele centro-prawicowego rządu, który miał 32 mandaty w 63-osobowym parlamencie (Althingu) dzięki poparciu Partii Niepodległości (PN) (21 mandatów), centrowego, proeuropejskiego ugrupowania Jasna Przyszłość (czterech posłów) oraz centroprawicowego ugrupowania Reforma (siedmiu posłów).

Krucha, dysponująca przewagą zaledwie jednego głosu koalicja upadła, bo Jasna Przyszłość oskarżyła premiera o tuszowanie faktu, że jego ojciec zabiegał o zatarcie wyroku skazującego wydanego wobec głośnego pedofila, skazanego w 2004 roku na karę 5,5 roku więzienia za gwałty popełniane przez 12 lat na adoptowanej córce.

Ojciec premiera, Benedikt Sveinsson, wystawił pedofilowi rodzaj poręczenia, które miało mu przywrócić cześć i honor. To przewidziane w islandzkim prawie, ale budzące kontrowersje rozwiązanie umożliwia zatarcie skazania wobec osoby, która po obyciu kary dostanie list z poparciem od trzech osób "dobrych obyczajów".

Większość Islandczyków odrzuca to rozwiązanie. Kontrowersje budzi również to, że premier Benediktsson wiedział od lipca o poręczeniu wystawionym przez ojca, ale nie poinformował o tym swych koalicyjnych partnerów, aż sprawa została ujawniona przez jedną z komisji parlamentarnych.

Benediktsson powiedział w piątek, że wywodzący się z dawnych tradycji przepis prawa karnego "jest nie do pogodzenia z wrażliwością opinii publicznej", i zapewnił, że był "zaszokowany" tym, co zrobił jego ojciec. "Ja sam nie mógłbym napisać takiego listu" - powiedział.

Po zwycięstwie PN w przedterminowych wyborach parlamentarnych w październiku ub. roku Benediktsson był pierwszym politykiem, któremu prezydent Islandii Gudni Johannesson powierzył misję tworzenia rządu, z której jednak szef PN w połowie listopada zrezygnował. Jak wówczas tłumaczył, nie mógł porozumieć się z Reformą ani Jasną Przyszłością w kwestiach reform instytucjonalnych, Unii Europejskiej czy rybołówstwa.

Następnie rząd bezskutecznie próbowały utworzyć Ruch Lewicowo-Zielony oraz Partia Piratów. Do gry wróciła Partia Niepodległości i rozpoczęła kolejne - tym razem udane - negocjacje w sprawie koalicji. (PAP)

kot/ mc/