Szefowa rządu była pytana w TVN24 o ewentualną rekonstrukcję rządu. "Pierwszy raz miałam być zdymisjonowana po 100 dniach (...), potem mniej więcej co jakiś czas takie informacje się pojawiały. To jest też dobra okazja, żeby pewne spekulacje przeciąć, chciałabym to zrobić" - mówiła Szydło.

Premier zaznaczyła, że plotki i dywagacje nt. rekonstrukcji rządu nie służą ani Polsce, ani rządowi, ani ministrom, którzy wykonują swoją pracę.

"Trzeba powiedzieć raz, jak to będzie: ta decyzja została podjęta, będą zmiany w rządzie, ja tę decyzję oczywiście omawiam z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim, co jest rzeczą naturalną, (...) takie decyzje zapadają w gremiach partyjnych" - oświadczyła Szydło.

Reklama

Zapowiedziała, że w ciągu najbliższych kilkunastu dni, przekaże opinii publicznej swoje decyzje o zmianach w Radzie Ministrów.

Premier zaapelowała też do mediów, ale i polityków o "zachowanie wstrzemięźliwości i niespekulowanie w mediach" nt. rekonstrukcji rządu.

Zwiększenie nakładów na zdrowie

Rząd na wtorkowym posiedzeniu zajmie się projektem, który przewiduje systematyczny wzrost nakładów na ochronę zdrowia do 6 proc. PKB w 2025 r. – zapowiedziała we wtorek premier Beata Szydło.

"Dzisiaj na rządzie będzie projekt ustawy gwarantującej 6 proc. PKB na służbę zdrowia w ciągu kilku lat" - powiedziała premier w TVN 24.

Zgodnie z projektem nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej w 2018 r. na ochronę zdrowia będzie przeznaczone 4,67 proc. PKB; a rok później 4,84 proc. Nakłady na ten cel będą wzrastać także w kolejnych latach: w 2020 r. - 5,03 proc, w 2021 r. - 5,22 proc., w 2022 r. 5,41 proc., w 2023 r. - 5,6 proc., a w 2024 - 5,8 proc. Docelowy poziom finansowania, czyli 6 proc. PKB, miałby zostać osiągnięty w 2025 r.

Stały Komitet Rady Ministrów zarekomendował rządowi przyjęcie projektu w czwartek. Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł przekazał w minionym tygodniu, że premier zadeklarowała, że będą analizy ws. ewentualnego szybszego osiągnięcia 6 proc. PKB.

W poniedziałek minister Radziwiłł powiedział mediom, że "nie gwarantuje", że Rada Ministrów będzie się zajmować projektem w najbliższy wtorek, zaznaczając, że "w najmniejszym stopniu nie zagraża to projektowi i jego dalszym losom".

Nie czuję się zmęczona, ani wypalona

Umówiłam się z Polakami i z PiS, że tworzymy projekt na cztery lata; nie czuję się zmęczona ani wypalona - powiedziała we wtorek w TVN24 premier Beata Szydło. Zapewniła jednocześnie, że nikt w rządzie nie jest "przywiązany do swoich stołków".

Szydło była pytana w TVN24, czy jeśli prezes PiS Jarosław Kaczyński powie jej, że potrzebna jest zmiana na stanowisku szefowej rządu, to będzie skłonna ustąpić z funkcji.

"Rzeczą naturalną jest, że my tworzymy drużynę, która przyjęła pewną taktykę, przyjęła pewne zadania na siebie w momencie, kiedy Polacy powierzyli nam mandat sprawowania władzy. I wszyscy mamy rozpisane swoje role, i wiemy, co mamy robić; jeżeli zmienia się otoczenie, jeżeli zmieniają się okoliczności, jeżeli następują inne potrzeby, no to do tego dostosowuje się również taktykę. I wszyscy, którzy grają w drużynie, i chcą zwycięstwa tej drużyny, i myślą w kategoriach dobra wspólnego, polegającego na tym, że wiemy doskonale, że mamy do zrealizowania nie tylko cel w ciągu tych czterech lat, ale i w kolejnych kadencjach, muszą pamiętać o tym, że gra drużynowa wymaga tego, że jesteśmy wobec siebie lojalni" - odpowiedziała premier.

Zaznaczyła, że praca w rządzie "jest obliczona na czas, kiedy zaplecze polityczne uzna, że można tę funkcję pełnić". "Nikt z nas nie jest przywiązany do swoich stołków" - podkreśliła Szydło.

Dopytywana, czy po dwóch latach czuje się zmęczona pełnieniem swojej funkcji, dodała, że umówiła się z Polakami i ze swoją partią na tworzenie projektu "na cztery lata". "To jest oczywiście niełatwa praca, wymagająca też dużo wysiłku, dużo siły, ale jak widać wszyscy mamy wystarczającą ilość energii i siły do tego, żeby te misję dalej prowadzić; ja nie czuję się zmęczona, nie czuję się wypalona" - zapewniła szefowa rządu.

Szydło była też pytana o słowa doradczyni prezydenta Zofii Romaszewskiej, która w poniedziałek w RMF FM powiedziała, że zmiana na stanowisku premiera "to bardzo dobry pomysł" oraz że "mądrość pana Jarosława Kaczyńskiego nawet nie przystaje do mądrości pani premier".

"Ja zostałam wychowana w szacunku do starszych osób i życzę pani Zofii Romaszewskiej dużo zdrowia" - skomentowała tę wypowiedź premier.

Ustawa aborcyjna

Jako premier i poseł jestem przeciwna liberalizacji ustawy dot. aborcji - oświadczyła we wtorek premier Beata Szydło. Według niej projekt zakazujący tzw. aborcji eugenicznej poprze wielu parlamentarzystów.

W porannej rozmowie w TVN24 premier była pytana, czy poprze obywatelski projekt zakazujący aborcji.

"Mogę powiedzieć, że jako poseł Beata Szydło, ale również jako premier, jestem przeciwko liberalizacji ustawy o aborcji. Natomiast uważam, że jeżeli chodzi o projekt ustawy o zakazie aborcji eugenicznej, to jest to projekt, który znajdzie poparcie wśród wielu parlamentarzystów" - podkreśliła premier. "Ja na pewno będę (głosować) za" - zadeklarowała.

Do Sejmu trafił projekt liberalizujący prawo dotyczące aborcji. Pod projektem zaostrzającym przepisy zbierane są podpisy; wkrótce ma zostać złożony w Sejmie.

Porozumienia ws. ustaw KRS i SN

Jeśli w najbliższy piątek dojdzie do kolejnego spotkania prezydenta Andrzeja Dudy z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim, to wierzę w porozumienie ws. projektów ustaw o KRS i SN - powiedziała premier Beata Szydło.

Jak przekonywała we wtorek w TVN24 szefowa rządu, najważniejsze jest to, aby przeprowadzić reformę sądownictwa. "Cieszę się, że jest blisko porozumienia, cieszę się, że te rozmowy trwają i wierzę, że będziemy mogli na przyszłym posiedzeniu Sejmu zająć się projektami" - powiedziała Szydło.

Premier zapytana, czy jeśli w najbliższy piątek odbędzie się kolejne spotkanie prezydenta z prezesem PiS, to - według niej - dojdzie do porozumienia, odparła: "Wierzę w to, że tak".

Premier poinformowała, że zna poprawki PiS do prezydenckich projektów ustaw o KRS i SN. Oceniła również, że reforma wymiaru sprawiedliwości - przygotowana przez szefa MS Zbigniewa Ziobrę była "dobra".

Szydło pytana, czy po lipcowym "wyścigu" na orędzia telewizyjne pomiędzy nią a prezydentem można powiedzieć, że w tych relacjach coś "pękło", zapewniła: "Wszystko jest tak, jak było". Przekonywała, że naturalną rzeczą będą różnice zdań, które pojawią się pomiędzy Dudą a jej ugrupowaniem w różnych sytuacjach i dyskusjach.

Bez zmian w programie Rodzina 500 plus

W tej chwili nie przewidujemy zmian w programie 500 plus w zakresie poszerzenia go o rodziny z jednym dzieckiem - powiedziała we wtorek w TVN24 premier Beata Szydło. Zaznaczyła, że rodziny z jednym dzieckiem mogą ubiegać się o programy socjalne.

Na sobotniej konwencji Platformy Obywatelskiej w łódzkiej Hali Expo, szef partii Grzegorz Schetyna zapowiedział rozszerzenie programu 500 Plus na pierwsze dzieci.

Pytana o te deklaracje Platformy, premier powiedziała, że "nie licytuje (się) na programy, które już wprowadziliśmy w życie". Poinformowała, że rząd "w tej chwili nie przewiduje zmiany programu Rodzina 500 plus" w tym zakresie.

"To jest niezrozumienie (przez) Grzegorza Schetynę idei tego programu. Ten program nie jest programem socjalnym, to jest program prodemograficzny" - powiedziała szefowa rządu.

Dodała, że "jeżeli chodzi o wsparcie socjalne rodzin, to jest dużo różnego rodzaju programów, z których rodziny mogą korzystać".

"Ten sam Grzegorz Schetyna, kiedy wprowadzaliśmy program Rodzina 500 Plus, mówił, że to jest niemożliwe, że budżet się rozpadnie i że to jest oszukiwanie Polaków, że tego nie będzie" - powiedziała Szydło.

W ramach programu "Rodzina 500 plus" przysługuje świadczenie wychowawcze 500 zł miesięcznie na drugie i kolejne dziecko, niezależnie od dochodu. Rodziny o niskich dochodach otrzymują wsparcie także dla pierwszego dziecka, jeśli spełniają kryterium przeciętnego miesięcznego dochodu 800 zł netto lub 1200 zł w przypadku wychowywania w rodzinie dziecka niepełnosprawnego.

Trybunał Konstytucyjny

Trybunał Konstytucyjny funkcjonuje "normalnie"; nie znajduję w tej chwili podstaw do tego, by mówić, że cokolwiek moglibyśmy w jego pracach kwestionować - powiedziała we wtorek w TVN24 premier Beata Szydło.

We wtorek Trybunał Konstytucyjny ogłosi wyrok w sprawie konstytucyjności zaskarżonych przez RPO Adama Bodnara zapisów trzech ustaw z 2016 r., regulujących działalność TK - o statusie sędziów TK, o organizacji i trybie postępowania przed TK oraz przepisy wprowadzające obie te ustawy. TK ogłosi orzeczenie po posiedzeniu niejawnym w składzie: Mariusz Muszyński (przewodniczący), Zbigniew Jędrzejewski (sprawozdawca), Henryk Cioch, Leon Kieres i Andrzej Zielonacki.

Premier była pytany w TVN24, czy to "normalne", że "sędziowie dublerzy" w TK, wydadzą wyrok we własnej sprawie. "Myślę, że jeśli chodzi o Trybunał Konstytucyjne, to już jest przeszłość tych zmian, tych dyskusji, które były i wszystko jest jasne. Trybunał funkcjonuje normalnie, nie ma tutaj już żadnych wątpliwości" - powiedziała Szydło. Szefowa rządu podkreśliła, że nie znajduje "w tej chwili podstaw do tego, by mówić, że cokolwiek moglibyśmy kwestionować" w pracy TK.

Szydło podkreśliła również, że "stara się" nie komentować prac Trybunału, bo decyzje podejmuje w nim prezes TK Julia Przyłębska oraz sędziowie.

W styczniu br. Bodnar zakwestionował m.in. zapisy, które pozwoliły w grudniu 2016 r. ówczesnej p.o. prezes TK Julii Przyłębskiej na włączenie do orzekania w TK osób, które - jak pisał RPO - "zostały zaprzysiężone na zajęte już miejsca". Chodzi o wybranych w grudniu 2015 r. przez Sejm, oraz zaprzysiężonych wtedy przez prezydenta Andrzeja Dudę, sędziów TK: Mariusza Muszyńskiego, Henryka Ciocha i zmarłego w lipcu br. Lecha Morawskiego. Poprzedni prezes TK Andrzej Rzepliński nie dopuszczał ich do orzekania, powołując się na wyroki TK z grudnia 2015 r. o tym, że ich miejsca są zajęte przez trzech sędziów wybranych w październiku 2015 r. - od których prezydent nie przyjął ślubowania. PiS podkreślało, że nie ma żadnej podstawy prawnej niedopuszczania tych sędziów do orzekania.

RPO zaskarżył też przepis nie pozwalający na publikację niedrukowanych wcześniej orzeczeń TK - podjętych "z naruszeniem przepisów ustawy" i dotyczących aktów normatywnych, które utraciły moc obowiązującą. Zapis oznaczał, że nie wydrukowano wyroków TK z 9 marca i z 11 sierpnia 2016 r. o wcześniejszych nowelach czy ustawach o TK autorstwa PiS. Ich druku wcześniej odmówił rząd, powołując się na złamanie prawa przy ich wydaniu przez TK.

TK ogłosi też we wtorek - po posiedzeniu niejawnym - wyrok z wniosku posłów PiS co do konstytucyjności regulaminu wyboru kandydatów na I prezesa Sądu Najwyższego. Na tej podstawie prof. Małgorzata Gersdorf została w 2014 r. powołana na funkcję I prezesa SN.

Grupa Wyszehradzka

Grupa Wyszehradzka ma się bardzo dobrze; myślę, że jest coraz bardziej skuteczna - powiedziała we wtorek premier Beata Szydło, odnosząc się do negocjacji w sprawie dyrektywy UE o pracownikach delegowanych. Jak dodała, nie jest niczym nowym, że kraje V4 nie zgadzają się we wszystkim.

W poniedziałek Rada Unii Europejskiej przyjęła stanowisko ws. pracowników delegowanych przy sprzeciwie m.in. Polski i Węgier. Polska chciała, żeby dyrektywa nie odnosiła się bezpośrednio do transportu. Ostatecznie jednak - jak poinformowała szefowa MRPiPS Elżbieta Rafalska - Rada zdecydowała, że techniczne szczegóły dot. transportu drogowego znajdą się w kolejnych dyrektywach. Za propozycjami Rady Unii Europejskiej, opowiedziały się m.in. Czechy i Słowacja.

Premier, pytana we wtorek w TVN24, czy "wyłamanie się Czech i Słowacji z jednego stanowiska, oznacza fiasko i koniec Grupy Wyszehradzkiej", zapewniła, że to "absolutnie nie koniec i fiasko Grupy Wyszehradzkiej". "Grupa Wyszehradzka ma się bardzo dobrze i myślę, że jest coraz bardziej skuteczna" - przekonywała szefowa rządu.

Zaznaczyła jednocześnie, że "nie jest niczym nowym", że kraje V4 "nie zgadzają się we wszystkim".

Premier oceniła, że wynik europejskich negocjacji w sprawie przepisów o pracownikach delegowanych to "1:1". "W tej chwili są zapisy, które udało nam się włożyć i one poprawiają te propozycje, które były przez Francję zgłoszone, natomiast oczywiście nie wszystko nas satysfakcjonuje, co jest rzeczą naturalną" - powiedziała.

W Luksemburgu w poniedziałek odbyło się posiedzenie Rady UE z udziałem ministrów krajów członkowskich ds. zatrudnienia i pracy poświęcone nowelizacji dyrektywy o pracownikach delegowanych. Państwa UE próbowały znaleźć kompromis w sprawie jej zapisów przez kilkanaście godzin. Ostatecznie dokumentu nie poparły Polska, Węgry, Litwa i Łotwa. Od głosu wstrzymały się Wielka Brytania, Irlandia i Chorwacja.

Zgodnie z przyjętym stanowiskiem, państwa członkowskie będą miały trzy lata na wdrożenie nowych przepisów od momentu, gdy zaczną obowiązywać a firmy będą mieć 4 lata na dostosowanie się od nich. Okres delegowania ustalono na 12 miesięcy, przy czym będzie można wystąpić w określonych przypadkach o dodatkowe 6 miesięcy.

Szefowa MRPiPS Elżbieta Rafalska powiedziała w poniedziałek, że w negocjacjach między państwami członkowskimi UE, Polsce nie udało się osiągnąć kompromisu w takim wymiarze, jakiego oczekiwaliśmy. "Głosowaliśmy przeciwko przyjęciu tej dyrektywy" - powiedziała. Dodała, że Polska nie była osamotniona. "Podobnie jak my głosowały Węgry, Chorwacja, Łotwa, Wielka Brytania, Litwa i Irlandia; czyli kraje, które zagłosowały przeciwko albo wstrzymały się od głosu. Negocjacje były trudne" - powiedziała.

>>> Czytaj też: Czy Polska weźmie udział w czwartej rewolucji przemysłowej?