Polska waluta nadal leci w dół jak kamień. Za euro trzeba już płacić ponad 4,39 zł, frank kosztuje 2,90 zł a dolar kosztuje powyżej 3,33. Analitycy nie mają złudzeń, że złoty płaci cenę za strach inwestorów przed kryzysem. Również dane z naszego rynku nie napawają optymizmem, więc ten negatywny trend będzie sie raczej utrzymywał.

"Waluty rynków wschodzących ciągle tracą i w tej sytuacji kurs eurozłotego po przebiciu się ponad poziom 4,30 w dalszym ciągu może wzrastać. Wczorajsze dane ekonomiczne z Polski dotyczące płac okazały się znacznie poniżej rynkowych oczekiwań i wskazują na to, że sytuacja gospodarcze w Polsce może pogarszać się szybciej niż zakłada 'ekonomiczny' konsensus" - powiedział agencji ISB, analityk banku Raiffeisen, Marcin Grotek.

Agresywny cykl obniżek stóp

Reklama

W jego ocenie dane te zwiększają oczekiwania na agresywny cykl obniżek stóp procentowych w naszym kraju, które dziś mogą zostać wzmocnione danymi o produkcji przemysłowej w grudniu. "Gdyby poziom tego wskaźnika okazał się wyraźnie gorszy od średnich oczekiwań złoty zapewne zareaguje po godz. 14:00 osłabieniem. Jeżeli natomiast nie będzie przykrej niespodzianki złoty powinien dziś poruszać się w przedziale 4,25-4,37 za euro" - przewiduje Grotek.

Złe wieści z zagranicy wpływają na złotego

Ekonomista dodaje, że niezbyt dobre wieści dla rodzimej waluty napływają z zagranicy, bowiem funt jak i euro traciły wczoraj do dolara. "Poza wzrostem awersji do ryzyka, która ponownie zwróciła inwestorów w kierunku amerykańskiej waluty, euro traciło z powodu obniżenia przez Standard & Poor’s ratingu kredytowego Hiszpanii. Pozycji europejskich walut nie poprawił także pesymistyczny wydźwięk raportu Komisji Europejskiej, prognozujący skurczenie się gospodarki strefy euro o 1,95 proc. w 2009 roku" - wyjaśnia Marcin Grotek.

Funt nie reaguje

Marcin R. Kiepas z X-Trade Brokers DM SA zwrócił uwagę, że funt praktycznie nie zareagował na publikację danych nt. inflacji konsumenckiej w Wielkiej Brytanii. W grudniu inflacja CPI obniżyła się o 0,4 proc. w relacji miesięcznej i wzrosła o 3,1 proc. w relacji rocznej, po tym gdy w listopadzie odpowiednio spadła o 0,1 proc. i wzrosła o 4,1 proc. Rynek oczekiwał, że grudniowa inflacja spadnie o 1 proc. miesiąc do miesiąca i wzrośnie 2,5 proc. rok do roku.

Jego zdaniem brytyjska waluta od poniedziałku znajduje się pod zdecydowaną presją sprzedających w relacji do głównych walut. Kurs GBP/USD w tym czasie spadł z 1,4730 pod koniec piątkowych notowań do 1,3938 w dniu dzisiejszym, kurs GBP/JPY z 133,54 do 126,62, a EUR/GBP wzrósł z 0,9006 do 0,9308.

„Bezpośrednim impulsem do wyprzedaży funta stały kolejne problemy brytyjskich instytucji finansowych. To rodzi z jednej strony obawy, że kryzys jest głębszy niż to pierwotnie szacowano. Z drugiej natomiast inwestorzy mogą bać się wzrostu brytyjskiego zadłużenia w związku z wdrażanymi kolejnymi programami pomocowymi dla banków” – podkreślił Kiepas.

Perspektywy funta nie przedstawiają się najlepiej.

Zwłaszcza w relacji do dolara. Kurs GBP/USD wybił się w poniedziałek poniżej silnej strefy wsparcia 1,4388-1,4416 dolara, jaką na wykresie godzinowym i dziennym tworzyły dołki z 29 grudnia 2008 roku.

"Jeżeli dziś lub jutro sytuacja na forexie nie odwróci się o 180 stopni, powodując zdecydowane umocnienie funta do dolara i tym samym negując powyższe sygnały sprzedaży, to jeszcze w styczniu funt może testować okolice 1,3723 dolara. Tam silne długoterminowe wsparcie tworzy dołek z 11 czerwca 2001 roku na wykresie dziennym. Ta bariera powinna na dłużej zatrzymać trend spadkowy" - dodał Kiepas.

Czy po kilku miesiącach znów czeka nas fala problemów sektora finansowego?

Przemysław Kwiecień, analityk X-Trade Brokers DM S.A. uważa, że wyniki brytyjskiego Royal Bank of Scotland są złe same w sobie, jednak inwestorzy patrząc na to, co działo się w Wielkiej Brytanii zadają sobie bardziej istotne pytanie: czy po kilku miesiącach znów czeka nas fala problemów sektora finansowego? Czy po stratach na instrumentach związanych z rynkiem nieruchomości i problemach z płynnością przyjdą nowe gigantyczne odpisy z powodu niespłaconych kredytów na inne cele, co byłoby wynikiem wyjątkowo twardego lądowania?

Dodał, że po serii złych danych makro i fatalnego sygnału z RBS takie właśnie nastroje dominują na rynku. To przełożyło się przede wszystkim na spadek wartości funta – notowania GBP/USD obniżyły się do poziomu 1,4130, jednocześnie zdecydowanie pokonując poziomy, które wcześniej zapewniały funtowi odbicie (1,43-1,45).

„To oznacza, że jest coraz większe prawdopodobieństwo spadku notowań tej pary do minimum z 2001 roku, które jednocześnie zapoczątkowało hossę funta względem dolara trwającą do jesienie 2007. Minimum to poziom 1,3675” – ocenił Kwiecień.

Dolar umacniał się też wobec euro.

Jeszcze wczoraj rano para EUR/USD notowana była na poziomie 1,3375, dziś było to już nawet 1,2940. Potencjalnie ten ruch może przedłużyć się do poziomu ok. 1,25. "Na złotym po pokonaniu maksimum na parze EUR/PLN z 2005 roku notowania ustabilizowały się nieco powyżej 4,30. Jednakże przy dużym ruchu w dół na EUR/USD oznaczało to spore wzrosty na USD/PLN – dziś na otwarciu dolar kosztował 3,33 złotego. Również zatem na tej parze jesteśmy coraz bliżej maksimów z 2005 roku, które wynoszą nieco ponad 3,45" - podkreslił Kwiecień.