500 zł nie nosimy w portfelu, więc nośmy tam drobniaki

Ten tekst przeczytasz w 5 minut
15 lutego 2018, 10:03
500 złotych
500 złotych/Media
Polski banknot o najwyższym nominale nie jest dobrem kolekcjonerskim. Owszem, częściej trzymamy go w domach niż wydajemy, ale powstanie go 220 mln sztuk. 500 zł stało się normalnym elementem obiegu gotówkowego – mówi Barbara Jaroszek, dyrektor Departamentu Emisyjno-Skarbcowego NBP.

ObserwatorFinansowy.pl:

Ostatecznie to było 2 proc. banknotów w obiegu, ale mieści się to nadal w ramach naszych założeń. Należy pamiętać, że nasycanie obiegu banknotem 500 zł będzie trwało wiele lat, podobnie jak było w przypadku banknotu o nominale 200 zł. Zresztą na początku nie wszystkie banki komercyjne były przygotowane na procesowanie tego banknotu.

Ponad 7,5 mln sztuk. Średnio dziennie wydajemy do banków 33 545 sztuk banknotów 500 zł, a przez kasy w oddziałach okręgowych NBP 1916 sztuk. Odprowadzanych do NBP jest zaś 5000 sztuk. Ta różnica oznacza, że, po pierwsze, mamy jeszcze efekt świeżości, po drugie sporo osób zatrzymuje ten banknot w celach tezauracyjnych. To oznacza, że często trzyma go w domu, a nie w portfelu na bieżące wydatki.

To, że 500 zł jest o 4 proc. większe od innych banknotów to akurat duża zaleta. Wszystkie polskie banknoty powszechnego obiegu różnią się rozmiarami, ponieważ ułatwia to ich rozpoznawanie osobom niewidomym i słabowidzącym. NBP przygotował 500 i 200 zł we współpracy z Polskim Związkiem Niewidomych.

>>> Czytaj też: Coraz mniej bankomatów w Polsce. W 2021 r. wartość płatności kartą przewyższy wypłaty gotówki

Co do budowania rozpoznawalności od zera to też duże uproszczenie. 500 zł wieńczy przecież serię „Władcy Polski” i nie wygląda bardzo odmiennie od banknotów, których używamy od 1995 roku. W dodatku w 2017 roku zaplanowaliśmy szkolenia informujące o nowym banknocie dla 17829 osób, które ostatecznie odbyło 15440 osób. Chodziło o profesjonalnych uczestników obrotu gotówkowego, przedstawicieli banków komercyjnych, sieci handlowych, urzędów i instytucji, którzy swoją wiedzę przekazywali dalej swoim kolegom. Dziś, rok po wprowadzaniu do obiegu, naprawdę nikogo widok 500 zł nie zaskakuje.

Nie rozpatrywałabym tego w kategoriach sukces-porażka, bo zadaniem NBP jest wprowadzanie do obiegu banknotów powszechnego obiegu w odpowiedniej liczbie i strukturze nominałowej. Nasza rola jest czysto utylitarna.

Co zaś do samych aukcji to mam pewne wątpliwości. Owszem, jest tak, że przedmiotem kolekcjonerskim może być niemal wszystko i ceny kształtuje rynek, ale mam wrażenie, że nabywcy na tych aukcjach mogli mylnie uznać 500 zł za banknot kolekcjonerski. Kolekcjonerski, a więc taki, którego podaż jest ograniczona, a cena może mieć tendencję wzrostową. W przypadku 500 zł oba warunki nie zachodzą. To banknot, który można po prostu wypłacić lub zamienić w swoim banku, albo w każdym oddziale okręgowym NBP. To banknot powszechnego obiegu o nominale 500 zł, więc warty dokładnie 500 zł. A nie 550 zł czy więcej.

Tak. Nie ujawnię tajemnicy jeśli powiem, że samej serii AA może być tyle ile miejsc w numeracji, czyli 9 999 999 sztuk. Co więcej podpisane są dwa zarządzenia emisyjne, które zakładają wyprodukowanie łącznie 220 mln sztuk tego banknotu. Oczywiście jeszcze ich tyle nie powstało, ale już sam próg wskazuje, że nie mamy do czynienia z dobrem unikalnym.

Odnotowano tylko jedną i to dość nieudolną, bo bez imitacji jakichkolwiek elementów zabezpieczających. Poziom fałszerstwa polskich banknotów jest niski. W 2016 roku mieliśmy tylko 3,6 falsyfikatów na milion banknotów w obiegu. W strefie euro było 30 takich banknotów, a w Wielkiej Brytanii aż 152 na milion sztuk.

Jak najbardziej. Już w 2016 roku, przed wejściem do obiegu, udało się osiągnąć 36 mln zł oszczędności, a w 2017 roku 39 mln zł oszczędności. W tym roku oszczędności mają wynieść około 20 mln zł, ale to naturalne, bo większość pracy została już wykonana – banknoty 100 zł przekazane z zapasu strategicznego zostały uwolnione do zapasu logistycznego, a ich miejsce zajęła 500 zł.

>>> Czytaj też: Oko na gospodarkę: Gotówka szybko nie zniknie

Wyjaśnijmy jeszcze, że sam zapas strategiczny to utrzymywana w gotówce odpowiednia liczba znaków pieniężnych, która może być uruchomiona tylko za zgodą zarządu NBP w sytuacjach zupełnie nadzwyczajnych, powodujących gwałtowny wzrost zapotrzebowania na pieniądz gotówkowy.

Istotą problemu jest nadmierne przechowywanie monet przez wszystkich uczestników obrotu. Najpierw monety musi zamówić i przechowywać bank centralny, żeby mieć zapas, bo przyjdą banki komercyjne. Banki komercyjne przyjdą, bo zgłoszą się do nich sieci detaliczne, które też chcą mieć zapas. A chcą, bo klienci domagają się wypłaty reszty co do grosza, jednak sami drobnych w portfelach na ogół nie noszą.

Tak, to sensowny apel, szczególnie, że wytworzenie tych monet to koszty, które poniekąd obciążają nas wszystkich. W dodatku nie jest tak, że tych monet nie ma – w obiegu znajduje się 11 mld 700 mln sztuk 1,2 i 5 groszówek. To około 300 monet na każdego Polaka.

Nie planujemy ograniczenia podaży najmniejszych nominałów monet. Zmniejszyliśmy już ich koszty produkcji poprzez zmianę stopu, a dalsze działania polegają na lepszej organizacji recyrkulacji tych monet. Rozmawiamy o tym z bankami i sieciami handlowymi To wymaga tylko minimalnego wysiłku, a przyniosłoby oszczędności nam wszystkim.

Rozmawiał  

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: obserwatorfinansowy.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj