Godność ponad wszystko. Jak II RP swojej czci broniła

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
24 lutego 2018, 17:00
Józef Piłsudski w okopach na Wołyniu 1916. Źródło: Wacław Lipiński 'Walka zbrojna o niepodległość Polski 1864-1918", Warszawa 1935
Józef Piłsudski w okopach na Wołyniu 1916. Źródło: Wacław Lipiński 'Walka zbrojna o niepodległość Polski 1864-1918", Warszawa 1935/Domena Publiczna
Im bardziej obóz sanacyjny czuł się niepewnie, z tym większym zawzięciem bronił dobrego imienia Marszałka i państwa. Nie bacząc, że nawet surowe kary nie mogą powstrzymać ludzi od śmiechu.

Poeta i publicysta „Krytyki Politycznej” znieważył „”. Za polski hymn zabrał się w 2015 r. Wówczas poruszył go widok tysięcy uciekinierów płynących łódkami przez Morze Śródziemne. „Jeszcze Polska nie zginęła, / Kiedy my żyjemy, / Nasza bieda już minęła, / Migrantów przyjmiemy. / Marsz, marsz, uchodźcy, / Z ziemi włoskiej do Polski, / Za naszym przewodem, / Łączcie się z narodem” – napisał Kapela. Co gorsza, zaśpiewał w towarzystwie mieszanego chórku, po czym umieścił teledysk na YouTubie. Tymczasem naród jakby w odpowiedzi na taki entuzjazm w kwestii goszczenia u siebie muzułmanów od razu zagłosował na PiS. Ten z kolei zabrał się za prokuraturę i cały wymiar sprawiedliwości. Na koniec wymiar sprawiedliwości zabrał się za Jasia Kapelę.

W zeszłym tygodniu sąd w Wołominie skazał obywatela Jana Kapelę na 1 tys. zł grzywny za „zmianę tekstu hymnu państwowego”. Co więcej, podejrzewano oskarżonego, że „demonstracyjnie okazuje lekceważenie Narodowi Polskiemu i Rzeczpospolitej Polskiej”. Jak łatwo zgadnąć, prześladowany poeta znalazł wsparcie wśród przeciwników obozu władzy. Pojawili się więc chętni do nagrania przerobionego „Mazurka Dąbrowskiego”, by rzuć wyzwanie reżimowi. Zachowanie konsekwencji w orzecznictwie wymaga, żeby i im wlepiać po 1000 zł kary, plus drugie tyle za premedytację w naruszaniu prawa. Wówczas pewnie pojawią się kolejni gwałciciele hymnu i tylko Józef Wybicki będzie się w grobie przewracał. Natomiast może poczuć pokusę zaostrzenia przepisów, tak żeby wrogom dobrej zmiany w ogóle odechciało się śpiewać.

Tymczasem katastrofa w polskiej polityce zagranicznej po nowelizacji ustawy o IPN najlepiej pokazuje, do czego prowadzi bezrozumna „polityka godnościowa”, gdy wystarczyło tylko trzymać się konsekwentnie zasady o konstytucyjnym prymacie wolności słowa. Wprawdzie bywa ona bolesna dla rządzących, lecz chroni ich przed oderwaniem od rzeczywistości i pogrążeniem w świecie własnej wyobraźni, co jest kluczową sprawą dla bezpiecznej przyszłości kraju, a także wszystkich obywateli. Gdy natomiast wolność słowa ogranicza się w imię obrony majestatu państwa lub jakiejś osoby, bardzo szybko robi się i śmiesznie, i strasznie.

>>> Treść całego artykułu można znaleźć w weekendowym wydaniu DGP.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj