Wiosna, najwięcej samobójstw, „Najokrutniejszy miesiąc to kwiecień”, pisał T.S. Eliot i to się od lat nie zmienia. Niby wszystko budzi się do życia, a zarazem najwięcej osób je sobie wtedy odbiera.
Są dwa szczyty depresyjne, jeden jesienny, listopadowy...
Ale drugi, większy, mamy teraz. W marcu i kwietniu mamy eksplozję depresji.
Nie wiem, to jak z chorobą wrzodową żołądka, też ma dwa szczyty w roku i też wiosenny jest większy. Widocznie tak nasz organizm jest skonstruowany.
A, to jeszcze polityczne, za komuny? Przychodzi Siwak do lekarza i mówi, że ma migrenę, a doktor mu na to: „Towarzyszu Siwak, migrenę to może mieć aktorka, diwa operowa, pisarz, a pana to po prostu łeb...” No, powiedzmy, bardzo boli.
Dowcip jest rzeczywiście bardzo a propos, bo ludzie mają wyobrażenie, że depresja to nie jest żadna poważna choroba. I to jest nieprawda.
Przeczy temu nie tylko moje doświadczenie zawodowe, ale i statystyka. Kiedy spojrzymy na sytuację zawodową, osobistą, materialną pacjentów chorych na depresję, to widać, że to wcale nie od bogactwa im się w głowach poprzewracało. To bardzo demokratyczna choroba.
Mają nawet takie same urojenia depresyjne! Ich myśli wynikające z choroby są bardzo podobne.
Nazwa „depresja” stała się modna, ale prawdziwej choroby nikt nie chciałby mieć.
>>> Polecamy: Psychiatria była zaniedbywana przez lata. Szumowski zapowiada wzrost nakładów
