„Jeśli coś zostało zaplanowane, musi być wykonane. Usprawiedliwieniem może być tylko śmierć. Jesteśmy na froncie. Jeśli nie przetrwamy tych lat, przegramy, to będzie znaczyło, że trzeba będzie wejść w skład jakiegoś innego państwa albo po prostu będą sobie o nas wycierać nogi” – powiedział Łukaszenka. „A nie daj boże, wywołają wojnę, jak na Ukrainie” – dodał.

Spotkanie, w czasie którego Łukaszenka dokonywał inspekcji lokalnej gospodarki w rejonie szkłowskim, odbyło się w piątek. Prezydent żądał „żelaznej dyscypliny” w przedsiębiorstwach i wzrostu efektywności.

Łukaszenka nie doprecyzował, jakie zagrożenia i inne państwa ma na myśli. Białoruscy eksperci zwracają uwagę, że podobny styl wypowiedzi jest specyficzny dla lidera tego kraju i często odnosi się on do sytuacji w sąsiednich krajach, strofując urzędników lub zwracając się do rodaków.

Reklama

Mówiąc np. ostatnio o możliwych zmianach w konstytucji, zapewniał, że nie planuje żadnych nieuzgadnianych działań w tej sprawie „nigdy nie działał nieuczciwie, nie naruszy swojej przysięgi, by nie było tak jak w Armenii”. Nawiązał w ten sposób do ustąpienia w efekcie protestów społecznych premiera Serża Sarkisjana, wcześniej wieloletniego prezydenta kraju.

>>> Czytaj też: Chiny: Razem z Unią Europejską przeciwstawiamy się protekcjonizmowi