Co daje z unijnymi projektami antykryzysowymi o wartości 5 mld euro?

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
16 marca 2009, 16:08
Mikołaj Dowgielewicz, szef Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej. W latach 2003 -2004 doradca przewodniczącego Parlamentu Europejskiego
Mikołaj Dowgielewicz, szef Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej. W latach 2003 -2004 doradca przewodniczącego Parlamentu Europejskiego/DGP
Antykryzysowy plan pobudzania unijnej gospodarki poprzez projekty energetyczne i w rolnictwie wciąż nie zyskał aprobaty całej "27". O jego przyszłości zdecydują na czwartkowo-piątkowym szczycie przywódcy państw i rządów UE.

"Decyzja powinna zostać podjęta na najwyższym szczeblu. Nadal jestem ostrożnym optymistą, że jest szansa na pozytywną decyzję w tym tygodniu" - powiedział szef UKIE Mikołaj Dowgielewicz w poniedziałek w Brukseli.

Sprzeciwiają się Niemcy, Francja, Rumunia, Portugalia

Ze źródeł dyplomatycznych PAP dowiedziała się, że wyraźny sprzeciw zgłaszają wciąż trzy kraje: Niemcy, Rumunia i Portugalia. Francja, choć ma nadal zastrzeżenia, uważa, że "propozycja idzie w dobrym kierunku" - powiedział dyplomata.  Chodzi o zaproponowany przez KE 29 stycznia plan pobudzania gospodarki poprzez dofinansowanie projektów z budżetu UE w wysokości 5 mld euro. Zdecydowana większość planu to projekty energetyczne, na które KE chce wydać 3,9 mld euro, w tym w tym 200 mln euro dla elektrowni w Bełchatowie i 80 mln euro dla terminalu gazowego LNG w Świnoujściu. Reszta, czyli 1,1 mld euro, ma zgodnie z intencją KE trafić na europejską wieś - na rozwój internetu szerokopasmowego oraz na nowe wyzwania w europejskim rolnictwie (np. restrukturyzację sektora mlecznego).

Niemców pakiet kosztowałby 1 mld euro

Niemcy są przeciwne od samego początku, gdyż jako największy płatnik do budżetu UE zapłaciłyby około 20 proc. kosztów realizacji inwestycji, czyli 1 mld euro. W sytuacji kryzysu gospodarczego Berlin nie jest skłonny wydawać na innych.

Protestują też przeciwko wpisaniu na listę projektu Nabucco (planowany gazociąg z regionu Morza Kaspijskiego do UE przez Turcję), argumentując, że jego realizacja jest zbyt odległa w czasie, by miała związek z pilnym planem pobudzania gospodarczego, którego skutki UE powinna odczuć już w latach 2009-2010. By przekonać Berlin, czeskie przewodnictwo "ukryło" Nabucco pod szerszą nazwą: południowy korytarz energetyczny. To jednak nie przekonało Niemiec, a tylko rozzłościło Rumunię, dla której Nabucco to jeden z priorytetów. W rezultacie oba kraje blokują teraz całą listę.

Europa wschodnia jest faworyzowana

Z kolei Portugalia uważa, że lista zbytnio faworyzuje wschodnią Europę, i domaga się sfinansowania przez UE połączeń gazowych z Hiszpanią. Kwestią sporną jest też samo finansowanie listy. Początkowo KE zapewniała, że będą to w większości środki niewykorzystane z puli na rolnictwo z 2008 r. Te pieniądze "wróciły" już jednak do budżetów narodowych. Najnowsza propozycja zakłada, że 5 mld zostanie rozłożone na dwa lata: 2,6 mld pochodzić będzie z budżetu UE na rok 2009 i 2,4 mld na rok 2010. Niewykluczone jednak, że ciężar finansowania zostanie rozłożony na kolejny, trzeci rok - 2011.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj