W 2017 r. na opłacenie wszystkich pracowników administracji samorządowej (bez zatrudnionych przy pracach interwencyjnych i robotach publicznych) wydaliśmy ponad 14,1 mld zł – wynika z szacunków DGP na podstawie danych GUS. W naszych wyliczeniach pod uwagę wzięliśmy przeciętne zatrudnienie w samorządach oraz średnie wynagrodzenie miesięczne brutto.

Z Małego Rocznika Statystycznego wynika, że w ubiegłym roku w administracji samorządu terytorialnego pracowało średnio ponad 244 tys. osób – o 1,6 proc. więcej niż rok wcześniej. Osoby te w 2017 r. zarabiały przeciętnie 4824 zł, czyli o 4,5 proc. więcej niż w 2016 r. Wzrost płac był wyższy niż w poprzednich dwóch latach, ale przyspieszyły wynagrodzenia w całej gospodarce. Za to wzrost pracujących okazał się największy od 2011 r.

– To są ukryte koszty programu „Rodzina 500 plus”. Nie tyle jego uruchomienia, ile stałego funkcjonowania. Gdyby programu nie było, to być może bylibyśmy nawet świadkami zmniejszania zatrudnienia – uważa Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich (ZMP). 500 plus działa od 2016 r., ale miniony, był pierwszym pełnym rokiem jego funkcjonowania.

Reklama

Teraz mamy kolejny rządowy projekt obsługiwany przez gminy – „Dobry start”. Zdaniem Wójcika uruchomienie programu wypłat 300 zł wyprawki szkolnej nie powinno już spowodować takiego wzrostu zatrudnienia. – To zadanie mogą w większości przypadków obsłużyć ci sami urzędnicy, którzy zajmują się programem 500 plus – mówi Marek Wójcik.

Jednocześnie nasz rozmówca zastrzega, by do danych GUS podchodzić ostrożnie. – Moim zdaniem pewna grupa urzędników, konkretnie tych pracujących w miastach na prawach powiatu, liczona jest dwa razy – raz jako pracownicy powiatu, raz jako miasta. Trudno określić, który urzędnik wykonuje zadania gminne, który zadania miejskie, a który oba rodzaje zadań po trochu. Bo jak w tym przypadku zakwalifikować np. radcę prawnego czy sprzątaczkę? – zwraca uwagę Wójcik.

Teorię związaną z programem 500 plus potwierdza Bartosz Marczuk, wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej.

– Przygotowując program, szacowaliśmy przyrost zatrudnienia w samorządach na ok. 7 tys. nowych pracowników. To może wydawać się dużo, ale pamiętajmy, że mamy 2,5 tys. gmin. Ostatecznie i tak okazało się, że przyrost wyniósł ok. 4 tys. osób, co jak widać, znajduje dziś potwierdzenie w danych GUS – komentuje w rozmowie z DGP.

Jednocześnie wiceminister przekonuje, że sprawę wynagrodzeń i kosztów obsługi programu praktycznie w całości wzięło na siebie państwo. Dla gmin jest to zadanie zlecone. – Mogą one przeznaczyć 1,5 proc. dotacji rządowej na koszty obsługi programu, w tym na wynagrodzenia osób obsługujących wnioski. Z naszych danych wynika, że gminy i tak wykorzystują średnio ok. 90 proc. otrzymanych pieniędzy. Z kolei przy programie „Dobry start” zdecydowaliśmy, że gmina otrzyma 10 zł dotacji za każdy obsłużony wniosek, przy czym aż 8 zł z tej kwoty musi trafić na wynagrodzenia urzędników obsługujących program – zaznacza Marczuk.

Ubiegłoroczny wzrost kosztów utrzymania lokalnej administracji nie jest rekordowy. W 2009 r. koszty wyniosły 9,8 mld zł, o prawie 1,5 mld zł więcej niż rok wcześniej. Był to przede wszystkim efekt 11-proc. skoku liczby pracowników – ich armia rozrosła się do wówczas do 224 tys. Był to efekt... unijnych dotacji.

– Zatrudnienie zwiększyło się wówczas zwłaszcza po stronie samorządów wojewódzkich. Weszliśmy w okres wdrażania środków europejskich z perspektywy unijnej 2007–2013. A to zawsze zaczyna się z poślizgiem, stąd zmiany były zauważalne dopiero w latach 2008–2009 – tłumaczy Marek Wójcik z ZMP.

LICZBY

3764 taki był wzrost zatrudnienia w samorządach w ubiegłym roku. Od 2010 r. zwiększył się on o 14,9 tys. osób

4824 zł średnio tyle miesięcznie (brutto) zarabiał pracownik administracji samorządu terytorialnego w 2017 r.

5692 zł średnio tyle miesięcznie (brutto) zarabiał pracownik administracji państwowej w 2017 r.

>>> Czytaj też: Dyplom magistra się opłaca. Szczególnie osobom po 55. roku życia