rytyjski dziennik przypomina w komentarzu redakcyjnym, że obecnie syryjskie i rosyjskie siły przygotowują się do ofensywy na leżący na północnym zachodzie Syrii Idlib.

"Po zrównaniu z ziemią Hims, Aleppo i wielu innych (miejsc w Syrii), od przejścia przez Rosję w 2015 roku na stronę (prezydenta Syrii Baszara) el-Asada, oczywiste jest, co stanie się teraz z Idlibem" - ostrzega gazeta.

"Rosjanie nazwali ten obszar wylęgarnią terrorystów, ale są tam 3 miliony cywilów oraz dziesiątki tysięcy rebeliantów dowodzonych przez związanych z Al-Kaidą dżihadystów. Połowa cywilów przybyła do Idlibu zmuszona do ucieczki przed walkami w innych miejscach. Jeśli siły proasadowskie zastosują taką taktykę jak wcześniej, skala nadchodzącej masakry może być jeszcze bardziej przerażająca" - czytamy.

Reklama

Jak zauważa "FT", "zgodnie z ponurym scenariuszem prognozowanym przez pracowników organizacji humanitarnych (w wyniku ofensywy) kolejne setki tysięcy uchodźców mogą przelać się przez granicę, nie mówiąc o 3,5 mln już przyjętych przez Turcję". "To z kolei wywrze presję na Ankarę, by otworzyła wrota do Europy albo sprowokuje autorytarnego prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana, by użył uchodźców jako karty przetargowej w negocjacjach z UE" - czytamy w komentarzu.

Według dziennika jeszcze gorzej będzie, "jeśli Turcy utrzymają zamkniętą granicę, co będzie wydaniem wyroku śmierci na cywilów uwięzionych za nią".

"FT" ocenia, że Turcja "miała szansę, by zapobiec temu horrorowi". W piątek w Teheranie Erdogan spotkał się ze swoimi odpowiednikami z Rosji i Iranu, Władimirem Putinem i Hasanem Rowhanim, "ale po tym, jak nie udało im się porozumieć w sprawie konkretnych środków dla zapobieżenia uderzeniu, nie wiadomo, co mogłoby powstrzymać Asada i jego sojuszników" - pisze dziennik.

"Prezydent USA Donald Trump ostrzegał (Damaszek i Moskwę) przed konsekwencjami. Ale zdaje się, że tak samo jak kraje europejskie Stany Zjednoczone są bardziej chętne do tego, by wziąć nogi za pas" - czytamy.

"W ubiegłym miesiącu Wielka Brytania i Stany Zjednoczone odcięły finansowanie dla kontrolowanych przez rebeliantów obszarów, poza środkami na cele humanitarne. Jednocześnie Władimir Putin wzmocnił wysiłki, by przekonać państwa Zachodu, że jedyną nadzieję na stabilność, rozpoczęcie odbudowy (Syrii) i powrót uchodźców daje zwycięstwo w wojnie Asada. Wydaje się, że zagrywka rosyjskiego prezydenta przynosi owoce" - pisze "FT".

"Ale w tym poglądzie są liczne niedociągnięcia. Przede wszystkim nie ma oznak, by sądzić, że Asad chce pozwolić uchodźcom na powrót, co jest głównym zmartwieniem niemieckiej kanclerz Angeli Merkel. Wojna zmusiła do ucieczki ponad 6 mln Syryjczyków, z których wielu jest sunnitami sprzeciwiającymi się reżimowi wywodzącemu się z alawickiej mniejszości" - czytamy. Zdaniem "FT" Asad nie chce zachęcać do powrotu tych, którzy chcieli go obalić, a dowodem na to jest nowe prawo własności, które pozornie służy odbudowie Syrii, a w rzeczywistości wywłaszcza uchodźców.

Jednocześnie - zauważa "FT" - "walka o Idlib może wywołać kolejny exodus Syryjczyków, może nawet taki jak w 2015 roku, który przyczynił się do wywołania fali populizmu w Europie".

"Groźba kolejnego wybuchu paniki w związku z uchodźcami, nie mówiąc już o katastrofie humanitarnej, powinna zmusić do myślenia. Nie będzie końca wojny w Syrii bez rozwiązania politycznego" - ostrzega dziennik. "Rosja stara się zebrać Niemcy, Francję i Iran, by wspólnie opracować nową formułę (rozwiązania konfliktu). Jeśli dzięki takim dyskusjom kupiłoby się więcej czasu dla Idlibu, byłoby to przynajmniej warte zachodu" - podsumowuje "Financial Times".

>>> Czytaj też: "WSJ": Asad zgodził się na atak chemiczny w Idlibie