Francja: Rosja odbudowała militarną potęgę. Czy możliwa jest kolejna wojna światowa?

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
11 września 2018, 10:52
Grupy myśliwców Su-25, MiG-29 oraz Su-27, które uładają sięw locie w cyfrę "100" na stulecie Rosyjskich Sił Powietrznych podczas pokazu w Żukowsku w Rosji w sierpniu 2012. Fot. Pavel L Photo and Video / Shutterstock.com
Grupy myśliwców Su-25, MiG-29 oraz Su-27, które uładają sięw locie w cyfrę "100" na stulecie Rosyjskich Sił Powietrznych podczas pokazu w Żukowsku w Rosji w sierpniu 2012. Fot. Pavel L Photo and Video / Shutterstock.com /ShutterStock
W wielu publikacjach o rozpoczętych we wtorek manewrach Wostok-2018 media we Francji zwracają uwagę na odrodzenie potęgi militarnej Rosji, rozważają ewentualność wybuchu nowej wojny światowej i zastanawiają się czy sojusz z ChRL to rzeczywistość czy tylko fasada.

"NATO zaniepokojone wielkimi manewrami rosyjskimi" – informuje francuskie radio dla zagranicy RFI. "We wtorek Rosja rozpoczyna największe w swej historii manewry wojskowe, uznane przez NATO za ćwiczenie do konfliktu o wielkim natężeniu" – brzmi tytuł we wtorkowym numerze dziennika "Liberation".

Korespondent RFI w Brukseli Pierre Benazet przypomina, że zeszłoroczne , w których wzięło udział "jedynie 13 tys. żołnierzy", "już sprowokowały żywe niepokoje NATO, szczególnie, co oczywiste, Polski (...)". I wskazuje, że tym razem, przy manewrach Wostok-2018, "czujność Sojuszu sama się narzuca".

Dziennikarz RFI, podobnie jak inni francuscy komentatorzy, zwraca uwagę, że "od aneksji Krymu, NATO i Rosja powróciły do wzajemnej nieufności z czasów zimnej wojny, nieufności szczególnie intensywnej, gdy w grę wchodzą wielkie manewry, jak i interwencja w Syrii". "Liberation" do przyczyn tej nieufności dorzuca "niezliczone oskarżenia o ingerencję w politykę (krajów) Zachodu".

Tygodnik "L’Obs" definiuje rok 2014, jako moment "poważnego pogorszenia stosunków między Moskwą a Zachodem". "Od tego czasu, od Kaukazu po Bałtyk i aż do Arktyki, . Jednocześnie piętnuje ekspansję NATO u jej granic, która według przyjętej wtedy nowej doktryny wojskowej stanowi fundamentalne zagrożenie dla jej bezpieczeństwa" - wskazuje "L’Obs".

"Odrodzenie rosyjskiej potęgi wojskowej" dziennikarka tygodnika Sara Daniel plasuje we wrześniu 2015 r., kiedy to "Rosja zaangażowała się militarnie w konflikt syryjski". Jej zdaniem ówczesny prezydent USA Barack Obama uwierzył "analitykom, którzy przewidywali, że Syria będzie dla Moskwy nowym Afganistanem i wstrzymał się od interwencji, choć zobowiązał się do niej po użyciu broni chemicznej przez rząd syryjski". Zdaniem Daniel oraz innych komentatorów to bierność Waszyngtonu pozwoliła Rosji powrócić na arenę międzynarodową w roli "drugiej w świecie potęgi militarnej".

"L’Obs", cytuje na swym portalu internetowym rosyjskiego eksperta Pawła Felgenhauera, dla którego w tych manewrach "chodzi o przygotowanie przyszłej wojny światowej". Twierdzi on, że rosyjski "sztab generalny przewiduje, że wybuchnie ona po roku 2020" i przyjmie formę "wojny globalnej lub serii konfliktów regionalnych wysokiego natężenia. A nieprzyjaciel to Stany Zjednoczone i ich sojusznicy".

Zdaniem eksperta kluczowe znaczenie ma uczestnictwo 3200 Chińczyków w tych ćwiczeniach, chociaż nie jest to wielka liczba. A to dlatego, że "nie chodzi tu o sygnał ani o przesłanie, ale o przygotowanie prawdziwej wojny o wielkim natężeniu".

"L’Obs" przytacza podobną analizę rzecznika NATO Dylana White’a, który rosyjskie przygotowania do wojny światowej przypisuje "tendencji, jaką obserwujemy już od pewnego czasu - że Rosja coraz bardziej pewna siebie w sposób znaczący podwyższa budżet obronny i swą obecność wojskową".

Aleksander Golc, przedstawiony jako rosyjski niezależny analityk wojskowy, w poniedziałkowym wywiadzie telewizyjnym cytował chińskiego stratega Sun Zi (VI w. p.n.e.), według którego "dobry generał wygrywa bitwę przed jej rozpoczęciem". Ekspert twierdzi, że jeżeli manewry Wostok-2018 miały na celu ukazanie potęgi wojskowej Rosji jej potencjalnym przeciwnikom, to cel został już osiągnięty, gdyż komentarze pokazują, jak głębokie wrażenie na Zachodzie zrobiła dyslokacja arsenału do tych ćwiczeń.

Wykładowca paryskiego Instytutu Nauk Politycznych Cyrille Bret sugeruje, że sojusz rosyjsko-chiński "jest jedynie fasadowy". W artykule dla portalu The Conversation przyznał, że Moskwa i Pekin od pewnego czasu identycznie głosują w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Ta "konwergencja polityczna" jest - jak twierdzi Bret - wynikiem "opozycji wobec hegemonii amerykańskiej". "Obu mocarstwom chodzi o zapobieżenie jakiejkolwiek interwencji na Tajwanie, w Korei Północnej, na Kaukazie czy Ukrainie".

Specjalista przewiduje, że ten sojusz "może się rozpaść w drobne kawałki w Azji Środkowej, gdzie prezydent Chin (Xi Jinping) ma zamiar wytyczyć +nowy szlak jedwabny+ w środku rosyjskiej strefy wpływów".

Z Paryża Ludwik Lewin 

>>> Polecamy: Rosja rozpoczęła największe od dekad manewry wojskowe. Mają "charakter obronny"

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj