"Istnieje ryzyko związane z bezpieczeństwem, jako że w tym rejonie przebywa wielu dżihadystów, związanych raczej z Al-Kaidą, w liczbie 10-15 tysięcy, którzy w przyszłości mogą stanowić zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa" - mówił Le Drian w telewizji BFMTV.

Dodał, że wśród nich jest "kilkudziesięciu" bojowników francuskich. "Jeśli dojdzie do ofensywy syryjsko-rosyjskiej na takich warunkach, jakie dziś sobie wyobrażamy, mogą się oni rozpierzchnąć" - podkreślił szef francuskiej dyplomacji.

Przestrzegł również przed katastrofą humanitarną, do której może dojść w tym rejonie. Powiedział też, że niepokoi się możliwością przeprowadzania w Idlibie ataku chemicznego, i podkreślił, że jest to dla Francji "czerwona linia".

Reklama

Le Drian przed atakiem na Idlib ostrzegł również samą Rosję. "Jeśli Rosja podejmuje ryzyko wycofania się ze swoich zobowiązań stabilizacji rejonu Idlibu, podejmuje jednocześnie ryzyko, że pozostanie zupełnie sama po tej katastrofie, za którą będzie musiała ponieść całą odpowiedzialność" - powiedział.

Według doniesień medialnych wojska syryjskiego prezydenta Baszara el-Asada, wspierane przez siły rosyjskie i irańskie, od kilku tygodni przygotowują się do szturmu na Idlib, na północnym zachodzie kraju, który jest ostatnią enklawą walczących z Asadem syryjskich rebeliantów. Od zeszłego tygodnia wspierane przez rosyjskie lotnictwo siły syryjskie bombardują Idlib i sąsiednie tereny opanowane przez rebeliantów.

ONZ, wiele państw i organizacje pomocowe obawiają się, że w Idlibie dojdzie do katastrofy humanitarnej. Zgodnie z szacunkami ONZ przebywa tam obecnie ok. 3 mln ludzi, z czego połowę stanowią wysiedleni z innych części kraju, w których walki toczyły się wcześniej. Większość to cywile, ale są tam też organizacje terrorystyczne, w tym dżihadyści, zagraniczni bojownicy i zbrojne grupy opozycyjne.