O sprawie pisała rosyjska "Nowaja Gazieta" oraz węgierski portal direkt36.hu.

Kandydaci do zezwolenia na stały pobyt mieli być sprawdzani przez węgierskie służby wywiadowcze - informuje dpa.

"To wielki skandal, że rodzina szefa rosyjskiego wywiadu przeszła przez (węgierskie) kontrole bezpieczeństwa" - oceniła po poniedziałkowym posiedzeniu komisji deputowana Bernadetta Szel z partii Dialog na rzecz Węgier (LMP). Rzecznik frakcji rządzącego Fideszu Janos Halasz w odpowiedzi na te słowa oświadczył: "takie sprawy rozwiązujemy na znacznie wyższym poziomie".

Reklama

Chodzi o program uruchomiony przez Węgry w 2013 roku, który działał do 2017 roku. Władze w Budapeszcie oferowały pozwolenie na pobyt stały w zamian za inwestycje w wysokości 300 tys. euro w obligacje węgierskie, za pośrednictwem firmy oficjalnie upoważnionej przez rząd. Prawo do "złotej wizy" zyskiwali inwestorzy, ich małżonkowie i dzieci w wieku do 18 lat. Dokumenty te były popularne, gdyż pozwalały właścicielom na nieograniczony pobyt w państwach strefy Schengen.

Zgodnie z materiałami, do których dotarły media, wśród aplikujących był Andriej Siergiejewicz Naryszkin. Jego dane są całkowicie zbieżne z danymi syna dyrektora Służby Wywiadu Zagranicznego (SWR) Rosji Siergieja Naryszkina. Na liście są też osoby, których imiona i nazwiska są zbieżne z danymi żony Andrieja Naryszkina - Swietłany i z danymi ich dwóch córek. Pokrywają się też ich daty urodzenia.

Swój udział w węgierskim programie karty pobytu za inwestycje potwierdził też m.in. deputowany Dumy Państwowej z ramienia partii komunistycznej Władimir Błocki. Zapewnił, że uzyskał pobyt stały, ale zrezygnował z niego, gdy w 2016 roku został parlamentarzystą. Deputowani według rosyjskiego prawa nie mogą mieć kart pobytu w obcych państwach i kont bankowych za granicą.