Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej policzyło, o ile wzrosłyby wpływy do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, gdyby obowiązkowo objąć ubezpieczeniami społecznymi każdą umowę zlecenia. Okazuje się, że przypis składek wzrósłby z 3 proc. do 5 proc., czyli w przyszłym roku wpływy z tego tytułu mogłoby wzrosnąć z 5,6 mld zł do 9,4 mld zł. Wiceminister rodziny i pracy Marcin Zieleniecki przedstawił takie wyliczenia w czasie obrad zespołu ds. ubezpieczeń społecznych Rady Dialogu Społecznego. Mają być one podstawą do dyskusji na temat ewentualnego wprowadzenia takiego rozwiązania.

Dodatkowe wpływy

– Praktyka pokazuje, że jest to konieczne – wyjaśnia Bogdan Grzybowski, dyrektor wydziału polityki społecznej OPZZ i członek rady nadzorczej ZUS. – Wielu pracodawców tak kombinuje z umowami cywilnoprawnymi, żeby zapłacić składki tylko od kwoty minimalnego wynagrodzenia. A pozostałe umowy nie są już oskładkowane – dodaje.

Podobnie uważa Henryk Nakonieczny, członek prezydium Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”. – Pracodawcy wykorzystują lukę prawną umożliwiającą opłacanie składek tylko od części zleceń. Zbiegi ubezpieczeń społecznych są najtrudniejszym fragmentem ubezpieczeń, ale właśnie te niejasne przepisy są wykorzystywane przeciwko zleceniobiorcom – wskazuje.

Ekspert Solidarności podkreśla, że choć obecnie sytuacja jest lepsza niż wówczas, kiedy podstawą do oskładkowania był pierwszy tytuł ubezpieczeniowy, to jest jeszcze dużo do zrobienia. Chodzi o zmianę wprowadzoną 1 stycznia 2016 r. – od tego czasu do umów zlecenia lub umowy agencyjnej ma zastosowanie mechanizm dotyczący kumulowania tytułów do ubezpieczeń. Dzieje się tak w przypadku uzyskiwania w danym miesiącu podstawy wymiaru składek niższej niż kwota minimalnego wynagrodzenia za pracę. Dzięki temu liczba zleceniobiorców, za których jako podstawę wymiaru składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe wskazano kwotę minimalnego wynagrodzenia, wzrosła z 1 mln 35 tys. w grudniu 2015 r. do 1 mln 56 tys. rok później. Co więcej, większe są także wpływy do ZUS. Okazuje się, że kwota przypisu składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe za zleceniobiorców wzrosła z ok. 250 mln zł miesięcznie do ok. 300 mln zł na przełomie III i IV kwartału 2016 r. W 2017 r. przypis składek od tych umów wyniósł 4,4 mld zł i był wyższy w porównaniu z rokiem poprzednim o 0,7 mld zł (o 20 proc.). A w 2018 r. za okres dziewięciu miesięcy wynosi już 3,8 mld zł.

– Jeśli będą oskładkowane wszystkie umowy zlecenia, będzie się zmniejszać saldo ujemne Funduszu Ubezpieczeń Społecznych – dodaje Henryk Nakonieczny.

Zrzutka na emerytury

Związkowcy nie mają wątpliwości, że wprowadzenie obowiązku opłacania składek od każdej umowy zlecenia lub agencyjnej przyniesie wymierne korzyści. I to samym ubezpieczonym. – W Polsce system emerytalny premiuje wyższe wpłaty. Jeśli więc składki płacone za zleceniobiorców będą wyższe, to i świadczenia takich osób będą wyższe – podkreśla Henryk Nakonieczny.

Ale jest i druga strona medalu. – Istnieje realne niebezpieczeństwo, że część przedsiębiorców, próbując uniknąć płacenia składek od wszystkich umów zlecenia, ucieknie w szarą strefę. Mogą także zawierać umowy o dzieło wszędzie tam, gdzie jest to tylko możliwe – ostrzega Andrzej Strębski, niezależny ekspert ubezpieczeniowy.

Na koszty ponoszone przez samych ubezpieczonych zwraca także uwagę prof. Tomasz Rostkowski ze Szkoły Głównej Handlowej, główny ekonomista Pracodawców RP. – To oczywisty wzrost kosztów i wyciąganie pieniędzy z kieszeni. W efekcie pracujący na zlecenia na rękę dostanie mniej. Dzieje się tak w sytuacji, gdy obciążenie podatkami i parapodatkami jest już jednym z największych problemów polskiej gospodarki – podkreśla.

Co jest więc potrzebne? Pracodawcy RP wskazują, że zamiast oskładkowania wszystkich umów zlecenia należy pilnie przygotować systemowe rozwiązanie problemu FUS.

– To jest krok w złą stronę. Jednocześnie nie widzimy żadnej realnej próby rozwiązania problemu FUS, a to jest tykająca bomba – dodaje prof. Rostkowski.

Pracodawcy nie mają złudzeń, że propozycja oskładkowania wszystkich umów zlecenia to efekt rosnących wydatków. Rząd obniżył wiek emerytalny, od marca chce ekstra zwiększyć najniższe renty i emerytury oraz utrzymuje przywileje emerytalne służb mundurowych.

– A to wszystko kosztuje – ostrzega Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan, członek Rady Dialogu Społecznego.

Właśnie z tego powodu pracodawcy będą domagać się od rządu obniżenia składek i podatków płaconych od umów o pracę.

Ale nie wszyscy są przeciwni oskładkowaniu umów zlecenia. Federacja Przedsiębiorców Polskich popiera takie rozwiązanie.

– W ten sposób firmy będą chronione przed kontrolami ZUS, który kwestionuje umowy zlecenia, zarzucając im zaniżanie składek. A tym samym zmuszając do zapłaty niesłusznie naliczonych obciążeń – podkreśla Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, ekspert Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej. Co więcej, skończy się problem firm uczciwie płacących składki, które przegrywają, ubiegając się o kontrakty na zamówienia, bo zwyczajnie są za drogie. ©℗

>>> Polecamy: Rząd gotów wspierać polskie firmy w Brukseli. Ale nie za darmo