W 1932 r. Władysław Broniewski pod wpływem wizyt w tym regionie napisał wiersz „Zagłębie Dąbrowskie”. Trwał kryzys, region krwawił. Produkcja przemysłowa spadła o połowę, bezrobocie biło rekordy. Rząd zamiast pomagać – szkodził. Żadna z międzywojennych sił politycznych nie była w stanie złamać społecznego status quo II RP. Takimi wierszami jak „Zagłębie…” Broniewski stawiał pytanie, które tłukło się po głowach ludzi doby wielkiego kryzysu. Czy siła, która zmienia dawne klasy pracujące w niepotrzebne ludzkie odpady, jest do okiełznania? Jakim sposobem można od stu lat wydobywać węgiel i zamieniać je na „mór, na nędzę i na głód”.
Tak się składa, że pochodzę z okolic Zagłębia. I doskonale pamiętam, jak historia zatoczyła tu koło. Rzeczywistość, o której szeroka opinia publiczna przez lata (czy taktownie, czy bezmyślnie, to w sumie bez znaczenia) milczała.
Na szczęście przemówiła teraz Magdalena Okraska. To trzeba było zrobić. Bo, jak celnie mówi autorka, ci, których kolorowy pociąg z napisem „transformacja” powiózł wesoło daleko, nie są w stanie po prawie trzech dekadach zrozumieć, że ta sama zmiana zostawiła daleko w tyle setki tysięcy ludzi z większych i mniejszych ośrodków. „Po co, skoro pociąg pędził przed siebie w stronę Europy, a żeby z niego nie wypaść, trzeba było mocno się trzymać na zakrętach. Trudno odwracać się w pędzie”.
Liberałom książka Okraski będzie przypominać o wyrzutach sumienia, które po 2015 r. pochowali gdzieś głęboko na dnie duszy. Bo teraz trzeba walczyć z PiS i nie czas rozczulać się nad strukturalnymi problemami transformacyjnego „sukcesu”. PiS też pewnie odwróci się z niesmakiem. Za dużo tu sentymentu za „komuną”, za dużo obrazków świadczących, że 500+ czy podwyżka płacy minimalnej to początek, a nie zwieńczenie drogi do zmiany społecznego status quo. Czyli przekładając to na realia zagłębiackie – na przywróceniu tej jałowej ziemi odrobiny żyzności.
>>> Polecamy: Rekordowy projekt w historii polskiej energetyki. Plan wiatraków na Bałtyku rozkręca się na dobre
