"Wszystkie siły w północnej i wschodniej Syrii (...) proszone są o uzgodnienie strategii, która pozwoli stawić czoło tej agresji" - głosi komunikat podpisany przez główne partie kurdyjskie i ich sojuszników.

Syryjscy Kurdowie wzywają też w oświadczeniu światowe mocarstwa, aby nie dopuściły do ataku Turcji na ten region.

Erdogan zagroził, że wojska tureckie wkroczą do miasta Manbidż na północy Syrii, jeśli Stany Zjednoczone nie usuną z tego regionu YPG, którym udzielają wsparcia w walce z Państwem islamskim (IS).

W środę prezydent ogłosił, że wojska tureckie rozpoczną "w ciągu kilku dni" operację na wschód od Eufratu w północnej Syrii, na terenach kontrolowanych w większości przez dowodzone przez Kurdów Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF), w których skład wchodzi YPG.

Wspierające kurdyjskich bojowników w Syrii USA uznały taką ewentualną operację wojskową Turcji za nie do przyjęcia.

Dla Waszyngtonu SDF to główny sojusznik w walce z dżihadystycznym Państwem Islamskim w Syrii. Ankara uznaje zaś należące do tego zbrojnego sojuszu YPG za organizację terrorystyczną i przedłużenie zdelegalizowanej w Turcji separatystycznej Partii Pracujących Kurdystanu (PKK).

Osiągnięte w czerwcu porozumienie między Turcją i USA zakładało, że oddziały YPG wycofają się z Manbidżu, po czym zostaną rozbrojone, a siły tureckie i amerykańskie utrzymają bezpieczeństwo i stabilność wokół tego miasta. W listopadzie tureckie i amerykańskie oddziały rozpoczęły wspólne patrole w tym regionie Syrii. (PAP)

fit/ mc/