"Prezydent Trump w środę zaskoczył świat i potraktował z góry kilku swoich doradców, ogłaszając nagłe wycofanie wszystkich sił USA z Syrii. Decyzja może spełnić obietnicę wyborczą i może być popularna wśród wielu Amerykanów. Ale Trump wysyła także podobny do tego wysłanego przez (Baracka) Obamę sygnał odwrotu, który będzie miał szkodliwe konsekwencje dla jego strategii wobec Iranu i interesów USA" - zauważa w komentarzu redakcyjnym konserwatywny "WSJ".

Prezydent ogłosił wycofanie z Syrii na Twitterze, gdzie stwierdził, że dżihadystyczne Państwo Islamskie (IS) - "jedyny powód" obecności wojskowej USA w tym kraju - zostało tam pokonane. "Ale czy misja została faktycznie wypełniona? Nie tak szybko" - wskazuje "WSJ". I zaznacza, że Państwo Islamskie wciąż utrzymuje się na granicy Syrii i Iraku, przegrupowało się w mniejsze komórki, czekając aż zmieni się sytuacja militarna. "Poprzedni prezydent Barack Obama również ogłosił zwycięstwo nad sunnickimi ekstremistami, kiedy wycofał wszystkie siły USA z Iraku, ale w próżni powstało Państwo Islamskie" - przypomina dziennik.

I dodaje, że raport Pentagonu z listopada zwraca uwagę na "nieugiętość IS", które "przenosi się do podziemia i umacnia się jako rebelia w Iraku i Syrii". "Pomimo utraty prawie całego terytorium, ta organizacja terrorystyczna utrzymała część struktur biurokratycznych i wciąż gromadzi fundusze. Operacje te, w połączeniu z obawami dotyczącymi zarówno zdolności irackich sił bezpieczeństwa do działania bez wsparcia koalicji, jak i trwającej wojny domowej w Syrii, zwiększyły potencjał odrodzenia IS" - napisano w raporcie, którego fragmenty przytacza "WSJ".

Gazeta wskazuje, że Trump "odziedziczył bałagan w Syrii, a zanim objął urząd znacznie trudniej było wyegzekwować strefę zakazu lotów w celu ochrony przeciwników reżimu prezydenta Baszara el-Asada". "Obecność USA w północno-wschodniej Syrii sprowadzała się jednak de facto do strefy zakazu lotów, dzięki czemu kurdyjskie i arabskie Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF) mogły zlikwidować jak najwięcej komórek IS" - wyjaśnia dziennik. I podkreśla przy tym, że "utrzymanie sił liczących 2500 żołnierzy w północno-wschodniej Syrii w celu kontynuowania tych działań, nie jest aż tak wygórowanym zobowiązaniem".

Stawka jest jednak większa, niż sprawa Państwa Islamskiego - zaznacza "WSJ". Trump podjął decyzję o wycofaniu z Syrii tuż po rozmowie telefonicznej z prezydentem Turcji Recepem Tayyipem Erdoganem, który groził, że zaatakuje Kurdów w Syrii. "Urzędnicy Trumpa twierdzą, że nie porzucają sojuszników, ale SDF będą musiały teraz zrobić swoje własne kalkulacje, jeśli chodzi o zawieranie układów z Erdoganem, czy Asadem i jego rosyjskimi i irańskimi sojusznikami.

Według gazety wycofanie amerykańskich wojsk "znacznie zmniejsza wpływ USA na dyplomatyczne zakończenie wojny domowej w Syrii". "USA mogą wnieść skargę do ONZ, czy zablokować pieniądze na odbudowę kraju, ale to, co dzieje się w terenie, liczy się znacznie bardziej. Dotyczy to zwłaszcza Iranu, który przekształca południową Syrię w bazę operacyjną przeciwko Izraelowi" - wskazuje "WSJ".

Amerykański urzędnicy zapewniali w środę, że ich cel wypchnięcia Iranu z Syrii nie zmienił się. "Ale wycofując się z Syrii, Trump traci okazję, żeby nałożyć koszty militarne na irańskie awanturnictwo. Mułłowie w Teheranie będą zachwyceni i zobaczą oznaki słabości kolejnego prezydenta USA. Będą mniej skłonni do dostosowania swojego programu nuklearnego. Z kolei Izrael będzie miał większe trudności z powstrzymaniem budowania siły militarnej i milicyjnej Iranu w południowej Syrii, co oznacza rosnące ryzyko wojny w regionie" - wieszczy "WSJ".

Według gazety Trump odniósł korzyści w ciągu pierwszych dwóch lat prezydentury, utrzymując wizerunek siły, czego nigdy nie zrobił Obama. Trump "zaatakował w odpowiedzi na użycie broni chemicznej przez Asada, odwołał porozumienie nuklearne z Iranem i sprzedał Ukrainie śmiercionośne uzbrojenie, by stawić opór rosyjskiej agresji. Ale wycofanie się z Syrii jest oznaką słabości, którą zauważą przyjaciele i wrogowie" - konkluduje "WSJ".

Zdaniem liberalnego "New York Timesa" decyzja o wycofaniu się z Syrii "jest alarmująca" i "niebezpieczna", a prezydent i jego administracja nie po raz pierwszy przedstawia "sprzeczne komunikaty".

Nowojorski dziennik w komentarzu redakcyjnym zwraca uwagę, że jeszcze "niecałe trzy miesiące temu doradca prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego John Bolton ogłosił rozszerzony cel dla amerykańskich żołnierzy w Syrii". Celem jest nie tylko pokonanie IS, ale także zapewnienie, że siły irańskie opuszczą Syrię - powiedział dziennikarzom Bolton, co wydawało się - jak pisze "NYT" - wiarygodnym oświadczeniem na temat oficjalnej polityki USA.

"Tylko tak, jak to często bywa w przypadku chaotycznej prezydentury Donalda Trumpa, najwyraźniej tak nie było. W środę Trump zlekceważył Boltona i resztę zespołu ds. bezpieczeństwa narodowego, zarządzając wycofanie wojsk lądowych z Syrii w ciągu 30 dni" - zauważa gazeta.

Według niej to "nagła i niebezpieczna decyzja, oderwana od jakiegokolwiek szerszego kontekstu strategicznego czy jakiegokolwiek uzasadnienia, która wywołała nowe poczucie niepewności co do zaangażowania Ameryki na Bliskim Wschodzie, chęci bycia globalnym liderem i roli Trumpa jako zwierzchnika sił".

"Wysyłanie sprzecznych rozkazów żołnierzom na polu bitwy, tak jak czyni to Trump i jego administracja, nie tylko podważa morale i osłabia siły sojusznicze, takie jak syryjscy Kurdowie, ale może również narażać żołnierzy amerykańskich na niebezpieczeństwo za cele, które ich dowódcy już porzucili" - ocenia "NYT".

Według gazety twierdzenie Trumpa, że Państwo Islamskie zostało pokonane, "jest absurdalne". "Zdolność terrorystów do uderzenia została znacznie zmniejszona, a duża część terytorium, na której powstał tzw. kalifat, została wyzwolona. Ale według ekspertów wojskowych, IS wciąż posiada niewielką część terytorium na granicy z Syrią i Irakiem i ma od 20 tys. do 30 tys. bojowników" - czytamy w "NYT".

Dziennik podkreśla, że "nikt nie chce, aby oddziały amerykańskie były rozmieszczone w strefie działań wojennych dłużej niż to konieczne". "Ale nic nie wskazuje na to, że Trump przemyślał konsekwencje gwałtownego wycofania, włączając w to umożliwienie siłom IS przegrupowanie się i stworzenie kolejnego kryzysu, który z powrotem przyciągnie Stany Zjednoczone do tego regionu" - zastrzega.

Według "NYT" wycofanie się Amerykanów byłoby również "prezentem dla rosyjskiego przywódcy Władimira Putina, który ciężko pracował, aby zniwelować wpływy amerykańskie w regionie, a także Iranu, który również rozszerzył swój regionalny zasięg. Z pewnością utrudniłoby to administracji Trumpa realizację polityki zwiększania tego, co nazywa +maksymalną presją+ na Iran". (PAP)