Pytany w rozmowie z PAP o sytuację Polski przed planowanym na przyszły rok zakończeniem negocjacji w sprawie wieloletniego budżetu UE, Czaputowicz ocenił, że spór w tej sprawie się upolitycznił.

"Są różnice interesów; część państw, które nie chcą dokładać do unijnego budżetu, używa argumentów mówiących np. o tym, że państwa, które korzystają z funduszy europejskich, nie przestrzegają unijnych standardów, co ma być argumentem na rzecz ich ograniczenia" - mówił polityk. Oświadczył jednocześnie, że - według polskiego rządu - "nie ma racjonalnych argumentów, by ograniczać w sposób zasadniczy tradycyjne polityki - wspólną politykę rolną i politykę spójności".

Czaputowicz nawiązał w tym kontekście do sporu Polski z Brukselą w kwestii praworządności, wskazując, że krytyka Polski w Europie ma także na celu osłabienie jej głosu w negocjacjach budżetowych.

Przekonywał też, że unijnym liderom "trudno zaakceptować" przejęcie władzy w Polsce przez PiS. "Tak definiuję główny problem w relacjach UE-Polska: że elitom europejskim jest bardzo trudno uznać demokratyczny wybór polskiego społeczeństwa" - oświadczył polityk.

Jak ocenił, trudność ta wynika m.in. z faktu, że w KE zasiadają w dalszym ciągu przedstawiciele b. obozu rządzącego w Polsce, m.in. b. wicepremier w rządzie Donalda Tuska Elżbieta Bieńkowska. Drugim czynnikiem, który - zdaniem Czaputowicza - stoi za dystansem liderów europejskich do władz w Warszawie jest skład europarlamentu oraz rola zasiadających w nim grup politycznych.

"Członkami głównej partii reprezentowanej w PE, Europejskiej Partii Ludowej (EPP), są Platforma Obywatelska i PSL. Kierownictwo EPP w naturalny sposób wspiera swoich kolegów partyjnych, chcąc uzyskać dobry wynik w wyborach do PE całej frakcji, a być może także mieć możliwość wskazania przewodniczącego KE. Z kolei wiceszef obecnej Komisji Frans Timmermans jest w innej grupie - Socjalistów i Demokratów - w której zasiadają z kolei europosłowie SLD, którzy mają wpływ na program. Jest oczywiste, że - z przyczyn wynikających z logiki wyborczej - grupy te mają interes w osłabianiu polskiego rządu i wspieraniu opozycji" - argumentował szef MSZ.

Czaputowicz przekonywał zarazem, że pod względem merytorycznym stawiane Polsce zarzuty dotyczące praworządności "nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości". Zwrócił w tym kontekście uwagę, że Polska wykonała orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości zarówno w odniesieniu do przepisów ustawy o Sądzie Najwyższym, jak i wcześniej dot. wycinki Puszczy Białowieskiej.

Odnosząc się do sytuacji w UE szef MSZ wskazał też na zapowiedzi prezydenta Francji Emmanuela Macrona dot. m.in. podniesienia minimalnych uposażeń oraz zwolnienia z podatków honorariów za nadgodziny, które - zdaniem Czaputowicza - wiązać się będą z przekroczeniem dopuszczalnego w UE deficytu budżetowego.

"Jest to złamanie unijnego prawa i standardów - 3 proc. (PKB) to jest limit (dopuszczalnego deficytu - PAP), a już wiadomo, że ten limit będzie przekroczony. Dziwi, że KE chce przejść nad tym do porządku, a komisarz UE ds. gospodarczych, Pierre Moscovici, mówi: +w tym kontekście to jest zrozumiałe+" - stwierdził szef MSZ.

Przywołał też w tym kontekście słowa szefa KE Jean-Claude'a Junckera, który pytany w 2016 r. o to, dlaczego Komisja stosuje wobec Francji taryfę ulgową ws. deficytu, odparł: "Bo to jest Francja".

"Innymi słowy on mówi, że niektóre państwa mogą łamać prawo europejskie, a drugie nie. To są podwójne standardy. My przeciwko temu protestujemy i będziemy protestować, bo w interesie Polski leży przejrzysta Unia, gdzie prawo europejskie i standardy są przestrzegane przez wszystkich. Tylko wówczas UE będzie się prawidłowo rozwijała" - podkreślił Czaputowicz.

Jak mówił, Polska prezentuje i nadal prezentować będzie w debacie o przyszłości UE wizję "Europy konkurencyjnej, opartej o cztery swobody, zdyscyplinowanej gospodarczo, rozwijającej się, której rola w świecie rośnie, która ma legitymację demokratyczną i poparcie społeczne".

"Celem Polski będzie zachowanie zdrowych fundamentów gospodarczych UE, a zagrożeniem będą różne populistyczne gesty na rzecz społeczeństwa, co do których nie ma pokrycia w dochodach państw Europy Zachodniej" - oświadczył szef dyplomacji.

PAP zapytała w tym kontekście Czaputowicza, czy nie żałuje słów o tym, iż "Francja jest chorym człowiekiem Europy, ciągnie Europę w dół, natomiast Polska jest jasnym punktem". Przed świętami minister odniósł się w ten sposób m.in. do ustępstw Macrona wobec protestów tzw. żółtych kamizelek. W środę zaskoczenie w związku z wypowiedzią szefa polskiego MSZ wyraził w telewizji Polsat News ambasador Francji w Warszawie Pierre Levy. Jak powiedział, słowa te padły w chwili, gdy Warszawa i Paryż wspólnie, w dobrej wierze pracują, "by zacieśnić relacje, by je naprowadzić na właściwe tory".

"Nasi polscy rozmówcy wysyłają w naszą stronę pozytywne sygnały. Ja również pracuję nad tym, by nasze stosunki znów nabrały treści, więc gdy słyszę takie wypowiedzi, zastanawiam się, czy polskie władze chcą naprawdę naprawić nasze relacje. Uważam, że te słowa nie pasują do obecnej dynamiki naszych relacji" - dodał Levy.

"Moje słowa zostały przyjęte jako oczywiste w całej Europie. Mówiłem o tym wielokrotnie, mając na myśli, że system francuski wymaga reformy, wprowadzenia dyscypliny w taki sposób, by nie było łamane unijne prawo w zakresie dopuszczalnego deficytu. I zawsze mówiłem, że dopingujemy pana prezydenta Macrona w jego reformach. To, co nastąpiło, to odejście od tych reform" - odparł Czaputowicz w rozmowie z PAP.

Polityk zaznaczył zarazem, że użyte przez niego określenie nie miało na celu obrażać kogokolwiek. "Ja myślę, że to jest konstruktywna krytyka i intencja pewnej troski o przyszłość UE" - podkreślił.

Szef dyplomacji przekonywał przy tym, że jego stanowisko "absolutnie nie wyklucza normalnych relacji z Francją". "Utrzymuję normalne kontakty z ministrem spraw zagranicznych (Jean-Yvesem Le Drianem), składałem wizytę w Paryżu, chciałbym jego rewizyty w Warszawie, chcielibyśmy, żeby prezydent Emmanuel Macron przyjechał, być może w pierwszej połowie roku do tej wizyty dojdzie" - mówił. Czaputowicz zaznaczył jednocześnie, że warunkiem tych kontaktów nie może być pozbawienie Polski "możliwości mówienia prawdy o zagrożeniach dla UE".

"Chcemy UE, która jest oparta na zdrowych podstawach gospodarczych, w której unijne prawo obowiązuje wszystkich. Jest to fundamentem naszej wizji UE, od którego nie odstąpimy” - podsumował Czaputowicz.

>>> Czytaj też: "Żółte kamizelki" zostaną opatentowane? Francuskie partie chcą wykorzystać ich potencjał