Firma HCL, lider w branży technologicznej, podczas rekrutacji nie przejrzała ani jednego CV. Z żadnym z kandydatów się nie spotkała. Zamiast tego publikowała posty na Twitterze. Przez trzy tygodnie wymyślała mniej lub bardziej złożone zadania – od stricte logicznych, po bardziej ogólne. Choćby: „Gdyby pieniądze nie miały znaczenia, co najbardziej chciałbyś robić w życiu?”. Całość opatrzyła hashtagiem #CoolestInterviewEver. Idealnych kandydatów do pracy znalazła szybko, a dodatkowo zyskała 25 proc. więcej obserwujących profil firmy w internecie.

Drogie chopy i dziołchy

W sposobach rekrutacji sporo się teraz dzieje. Firmy, szczególnie w ostatnich miesiącach, na różne sposoby szukają kandydatów. Inne ekstrawaganckie przykłady?

Czerwiec: bank Pekao ogłasza nabór na stanowisko travelgramera – obowiązki: podróże, publikowanie relacji w mediach społecznościowych oraz płacenie kartą wielowalutową zasilaną pensją na łączną kwotę 21 tys. zł. Październik: ruszają poszukiwania testera książkowych kryminałów i thrillerów – zakwaterowanie, wyżywienie, koszty wyjazdu w góry gratis. Do tego 2 tys. zł na rękę od wydawnictwa W.A.B. Niemal równocześnie Wedel startuje z ofertą dla testera słodyczy – praca od wtorku do czwartku od godz. 12 do godz. 16.30. Nie trzeba nawet składać CV. Są również ogłoszenia pisane gwarą: „Fachman łod sprawunków Klijyntów. Drogie chopy i dziołchy. Winc: lubisz mieć kasa, nie łobce Ci handlowanie, Godanie to dla Ciebie richtig fajne zajęcie…” (Wadwicz Agencja Pracy Tymczasowej). A nawet wierszem: „To work or not to work…/ To travel to Kwidzyn or to New York?/ To develop or not to develop…/ To make a career or just to give up…” (Arche Consulting).

>>> Czytaj też: Praca jest tak samo szkodliwa dla zdrowia jak bierne palenie 

Przykłady pochodzą z najpopularniejszych portali ogłoszeniowych – miesięcznie na każdym z nich ukazuje się 30 tys. anonsów. Klasycznych oczywiście więcej niż niestandardowych: „Firma z długoletnią tradycją, w związku z dynamicznym rozwojem poszukuje kandydatów na stanowisko…”. Dane też to potwierdzają – nietypowe oferty pracy, w formie i treści, to mniejszość. Nie przekraczają ok. 1 proc., wynika z szacunków agencji pośrednictwa pracy. Oficjalnych statystyk nikt jednak nie prowadzi. Skoro tylko tyle, to jest w ogóle o czym rozmawiać?

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP