"Sueddeutsche Zeitung" ocenia, że dla Merkel czwartkowe rozmowy w Bratysławie były przede wszystkim próbą "zdobycia przyczółka na coraz bardziej wrogim terenie", a po sporach ostatnich lat zaproszenie niemieckiej kanclerz na spotkanie w słowackiej stolicy było ze strony państw V4 "przyjaznym gestem".

Dziennik wskazuje, że ton całej Grupie Wyszehradzkiej nadają póki co Polska i Węgry, które m.in. odrzucają proponowany przez Merkel kształt unijnej polityki migracyjnej, kwestionują unijne wartości i osłabiają praworządność.

Tymczasem Czechy i Słowacja są z perspektywy Berlina i Brukseli "mniej problematyczną frakcją" w V4. Z wyjątkiem sprzeciwu wobec polityki migracyjnej Merkel i rozdziału uchodźców między kraje UE są one w znacznie mniejszym stopniu niż Polska i Węgry "naznaczone nacjonalistyczną ideologią, izolacją i antybrukselskim populizmem".

Reklama

W ocenie "SZ" Niemcy postępują mądrze, poświęcając im więcej uwagi, choć zaczynają to robić późno. Po pierwsze, w samej V4 stanowią "siłę kompensacyjną" dla Węgier i Polski, a po drugie, ich rola jako "stosunkowo bezproblematycznych" partnerów "nie jest dana raz na zawsze" - wskazuje gazeta.

"SZ" pisze o "krytycznej fazie dla państw V4 i ich nastawienia do reszty Europy". Gdy uważana za zwolenniczkę zjednoczonej Europy Merkel będzie rozliczana jako kanclerz Niemiec, kluczowe będzie to, czy "zrobiła wszystko, by nie dopuścić do rozłamu Europy wzdłuż blizny po żelaznej kurtynie". "W przeciwnym razie przy obchodach upadku muru berlińskiego w przyszłości radosnych tonów będzie jeszcze mniej niż obecnie" - podkreśla dziennik.

"Die Welt" ocenia, że wizyta Merkel miała być sygnałem, iż możliwa jest współpraca z krajami V4, i choć przesłanie to jest prawdziwe na gruncie gospodarczym, to już nie politycznym.

"Jednak ani arogancja prezydenta Francji Emmanuela Macrona, (który powiedział, że +Europa to nie supermarket+) ani podniesiony palec Berlina czy kary Brukseli tego nie zmienią. Państwa wyszehradzkie dały się UE we znaki. Otwarcie żądają (...) większego prawa głosu, odnoszą sukcesy gospodarcze, (...) są pewne siebie i odrzucają +niemiecko-francuski dyrektoriat+ w Europie" - podkreśla gazeta.

Unijni "wielcy" powinni byli więcej inwestować w Europę Środkowo-Wschodnią, bo mieszkańcom położonych tam krajów dałoby to poczucie, że "nie są Europejczykami drugiej kategorii", i byłby możliwy "dialog o niedopuszczalnych deficytach (w przestrzeganiu zasad) demokracji" - wskazuje "Die Welt". "UE potrzebuje wreszcie stabilnego pomostu ze Wschodem. Austria ze swoim kanclerzem, Sebastianem Kurzem, jest do tej roli predystynowana" - uważa dziennik.

"Die Welt" pisze, że "rosnące wpływy V4 w Unii oraz brexit doprowadziły do walki o nowy układ sił w Europie", która zarówno od Niemiec, jak i krajów Europy Środkowo-Wschodniej wymaga odpowiedzi na podstawowe pytania. "W sercu tej walki stoją Niemcy, które muszą zdecydować: więcej europejskiej integracji czy państwa narodowego? tandem Niemcy-Francja czy zwrot ku Europie Wschodniej?" - wskazuje gazeta.

"Spotkanie w Bratysławie było przedstawiane w Polsce i na Węgrzech po części wręcz jako krok w kierunku nowego partnerstwa", jednak "wygląda na to, że dla Warszawy i Budapesztu strategiczne partnerstwo z Berlinem pozostanie tylko życzeniem, dopóki będą odrzucały pogłębianie europejskiej integracji i zróżnicowaną politykę migracyjną" - zauważa "Die Welt". W ocenie gazety wizyta Merkel "może pokazywać przede wszystkim, że kanclerz ostatnio wyznaczyła krajom Europy Wschodniej rolę (...)przeciwwagi dla Francji".

Spotkanie Merkel i V4 to zdaniem gazety sygnał "rozważniejszych relacji" obu stron, bo "dla wszystkich jest jasne", że w wyborach europejskich duże tradycyjne partie przegrają na rzecz sił krytycznych wobec migracji i UE, a sama Merkel wkrótce przestanie być kanclerzem.

"Frankfurter Allgemeine Zeitung" pisze o podkreślanych przez obie strony wspólnych cechach i współpracy oraz że nawet w dzielącej kwestii migracji zdołano ogłosić "symbolicznie ważną, bo wspólną" inicjatywę wsparcia infrastrukturalnego dla Maroka.

"Z wiadomych względów Merkel trzymała się z dala od ważnych tematów - postępowań w sprawie praworządności czy korupcji w krajach V4", bo zdaje sobie sprawę, że "każdy pozór wtrącania się przez Niemcy jest (tam) jak woda na młyn partii rządzących w wewnątrzkrajowej walce o opinię publiczną".