W niedzielę p.o. izraelskiego ministra spraw zagranicznych Israel Katz, odnosząc się do słów przypisanych przez media izraelskie szefowi izraelskiego rządu stwierdził m.in., że Polacy "wysysają antysemityzm z mlekiem matek". Po wypowiedzi Katza premier Mateusz Morawiecki odwołał wyjazd polskiej delegacji na szczyt V4 do Izraela. Wyjaśnił, że podjął taką decyzję, ponieważ sformułowania, które padły z ust Katza, "są absolutnie niedopuszczalne".

W czwartek Katz oświadczył, że nie żałuje swej niedzielnej wypowiedzi i powtórzył, że "wielu Polaków" współpracowało z nazistami. W piątek szef MSZ Jacek Czaputowicz powiedział, że ciągle oczekujemy wycofania się przez szefa izraelskiego MSZ Israela Katza ze swoich słów.

Reklama

W rozmowie z PAP Waszczykowski stwierdził, że "jest w Izraelu grupa polityków nieprzejednanych, którzy uważają, że główną i - można powiedzieć - jedyną ofiarą II wojny światowej byli Żydzi". W jego ocenie "oni nie chcą się pogodzić z faktem, że również inne narody cierpiały, nie chcą tej narracji rozszerzyć".

"Musimy być cierpliwi, musimy raczej zmienić własną narrację, dostosować się do świata, żeby świat poznał naszą narrację. I to dopiero być może, w perspektywie jakiegoś czasu, doprowadzi do zmiany ich stanowiska - jeśli zderzą się z faktami, z naszą narracją, która będzie skuteczna, która będzie pokazywała, że były też inne narody II wojny światowej, które cierpiały" - podkreślił.

Polityk ocenił, że "z dnia na dzień tego się nie zmieni", gdyż "są to rozległe i głębokie pokłady często jeszcze niechęci, często krzywd z czasów II wojny światowej". Doprowadzenie do zmiany tej sytuacji wymaga od Polski - jak mówił - "skutecznej polityki historycznej, narracji obliczonej na jedno, może dwie generacje" oraz poniesienia "dużych nakładów, dużych środków zaangażowania".

Były szef polskiej dyplomacji zaproponował, aby rozważyć przeznaczenie tych środków na "być może reżyserów hollywoodzkich, którzy by stworzyli całą serię filmów o skomplikowanej, ale bogatej polskiej historii, naszego regionu".

Mówił też o historykach międzynarodowych, którzy mogliby napisać "poważne książki, które byłyby czytane na całym świecie". Wskazał też na znaczenie edukacji "nie tylko w szkołach w Polsce, ale i za granicą".

Kryzys w relacjach polsko-izraelskich wybuchł po tym, jak media izraelskie przytoczyły domniemaną wypowiedź premiera Benjamina Netanjahu z jego ubiegłotygodniowej wizyty na konferencji bliskowschodniej w Warszawie, z której wynikało, że Polacy kolaborowali z Niemcami w Holokauście.

Informację tę zdementowała później ambasador Izraela w Polsce Anna Azari oraz kancelaria premiera Izraela. Według przedstawionych przez stronę izraelską wyjaśnień, w rzeczywistości Netanjahu podczas rozmowy z dziennikarzami mówił o Polakach, nie o polskim narodzie ani państwie i odnosił się jedynie do tych Polaków, którzy współpracowali z nazistami.(PAP)

autor: Mieczysław Rudy