Deklaracja ta ma spore konsekwencje, jeśli chodzi o budowanie frakcji w PE po wyborach oraz scenę polityczną w Polsce. Frans Timmermans, który wielokrotnie w ostrych słowach krytykował rządy Prawa i Sprawiedliwości, jest tzw. Spitzenkandidatem Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów (S&D). Innymi słowy europejska socjaldemokracja wystawia go jako kandydata w procedurze wyznaczania nowego szefa Komisji Europejskiej po majowych wyborach.

Decyzja holenderskiego polityka o poparciu świeżego na polskiej scenie politycznej ugrupowania Roberta Biedronia jest sygnałem, że ten de facto szef frakcji S&D namaszcza Wiosnę na przewodzenie i budowę nowej lewicy w Polsce. Ta deklaracja jest również oczywistym zaproszeniem do Postępowego Sojuszu. Biedroń jednak nabiera wody w usta. – Jestem przekonany, że obronimy UE przed dominacją populistów. PE mimo wszystko będzie bardziej demokratyczny niż niedemokratyczny, ale nie wiemy, jaka będzie kompozycja wszystkich frakcji parlamentarnych – mówił w rozmowie z PAP.

– Emmanuel Macron rozmawia z ALDE (liberałami – red.), Zieloni szukają swojego miejsca, a socjaliści i demokraci mają świetnego lidera Fransa Timmermansa. Rozmawiamy z nimi wszystkimi, ponieważ uważamy, że warto trzymać otwarte drzwi. Dla nas naturalnymi sojusznikami są te wszystkie trzy frakcje, dlatego nie podjęliśmy jeszcze żadnej decyzji – uzupełnił.

Nieco więcej konkretów zdradza Sylwia Spurek, do niedawna zastępczyni rzecznika praw obywatelskich, a dziś jedna z głównych postaci partii Biedronia i najprawdopodobniej jedynka w jednym z okręgów do PE. Przede wszystkim wyklucza ALDE, czyli Porozumienie Liberałów i Demokratów na rzecz Europy. – Nie podjęliśmy decyzji o wyborze europejskiej partii, do której przystąpimy po wyborach, ale niewątpliwie dzisiaj najbliżej jest nam do S&D i Zielonych. Z S&D łączy nas wrażliwość społeczna i polityka równościowa. Z Zielonymi – wspólna wizja polityki klimatycznej, dotycząca zdecydowanego odchodzenia od gospodarki opartej na węglu – mówi DGP Sylwia Spurek.

Działaczka Wiosny podkreśla też wagę gestu holenderskiego polityka i mówi, że deklaracja wsparcia ze strony Timmermansa, jednego z najbardziej doświadczonych polityków europejskich, jest dla jej partii bardzo ważna. – Cieszy nas to, że S&D widzi w Wiośnie swojego partnera w Polsce. Dzisiaj Wiosna jest najsilniejszą partią progresywną w naszym kraju, a Robert Biedroń jest najbardziej popularnym i cieszącym się największym zaufaniem politykiem progresywnym – dodaje.

Skoro Timmermans zaprasza Wiosnę do siebie i tak stanowczo deklaruje dla niej poparcie, to znaczy, że oczekuje w rewanżu wzmocnienia frakcji S&D przez Polaków od Biedronia. Ten ostatni nie będzie mógł długo hamletyzować w tej sprawie. Według sondaży z ostatniego miesiąca partia byłego prezydenta Słupska może liczyć na cztery do siedmiu mandatów, co byłoby silnym zastrzykiem kadrowym i niezbędną do przeżycia świeżą krwią dla Postępowego Sojuszu, który liczy się z poważnymi stratami w innych krajach.

Historycznie niską liczbę europosłów może wprowadzić Socjaldemokratyczna Partia Niemiec (SPD), która w badaniach poparcia dała się wyprzedzić nie tylko chadecji, ale i Zielonym, a po piętach depcze jej populistyczna Alternatywa dla Niemiec. Z kolei francuscy socjaliści balansują na granicy progu wyborczego i po raz pierwszy, odkąd w 1979 r. odbyły się wybory do PE, mogą nie wprowadzić tam swojej delegacji. Według niektórych sondażowych kalkulacji S&D może więc stracić drugie miejsce, jeśli chodzi o liczebność frakcji, jeżeli Matteo Salviniemu z włoskiej Ligi uda się namówić do współpracy Prawo i Sprawiedliwość oraz pomniejsze prawicowe partie z innych krajów.

Jak się wydaje, obecny wiceszef Komisji Europejskiej nie ma już złudzeń co do przyszłości Sojuszu Lewicy Demokratycznej i współpracy z polskimi postkomunistami. W obecnej kadencji SLD ma troje europosłów, a w S&D są jeszcze: niezrzeszona, pokłócona z Sojuszem Lidia Geringer de Oedenberg oraz Adam Gierek z Unii Pracy. Ale start tej partii z list Koalicji Europejskiej spycha ją w ramiona chadeków zrzeszonych w Europejskiej Partii Ludowej. Włodzimierz Czarzasty i jego partia zostali trochę siłą wsadzeni tam przez trzech byłych lewicowych premierów, których – jak w przypadku Marka Belki (jedynka KE z Łodzi) i Włodzimierza Cimoszewicza (jedynka z Warszawy) – związki z SLD są zerowe albo – jak w wypadku Leszka Millera (dwójka z Wielkopolski) – ograniczone.

Lewica w polskiej polityce na poziomie parlamentarnym od 2005 r. pełni marginalną rolę, a od 2015 r. nie ma jej w ogóle. W tym kontekście Timmermans wyciąga Biedroniowi pomocną dłoń i między wierszami wskazuje, że to były prezydent Słupska powinien zająć się jej odbudową. Tego oczekują od niego europejscy socjaliści i socjaldemokraci. Przy słabym wyniku Wiosny bądź braku woli otwarcia się na inne lewicowe środowiska może zostać z tego szybko rozliczony. Teraz jakikolwiek flirt z liberałami z ALDE byłby dużą nieroztropnością ze strony lidera Wiosny.

Tymczasem trwają przymiarki do list wyborczych, których ostateczny kształt poznamy na konwencji partii 23 marca. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, z jego ugrupowania ma startować Danuta Hübner, od dwóch kadencji europosłanka Platformy Obywatelskiej, a wcześniej pierwsza polska komisarz po wejściu do Unii. Grzegorz Schetyna zaproponował jej czwarte miejsce w Warszawie, co dla polityczki z takim doświadczeniem i ambicjami (jest dziś wpływową szefową Komisji Spraw Konstytucyjnych PE) było policzkiem. Robert Biedroń zdaje się korzystać na braku europejskiej wyobraźni szefa PO.

>>> Czytaj też: Wyznawcy Wiosny. Kim są i czego oczekują zwolennicy Roberta Biedronia?