Zawiera zbyt dużo treści i nie przystaje do naszych czasów. Jest przeładowana. Zmusza uczniów np. do czytania lektur, które są dla nich obce, niezrozumiałe, odległe. Nie daje przestrzeni wnikliwego badania, odkrywania, eksperymentowania – na to zwyczajnie brakuje czasu. Dlatego m.in. polska szkoła nie nadąża za postępem, za rozwojem cywilizacyjnym, technologicznym. W wielu szkołach można znaleźć ślady szkoły pruskiej sprzed 200 lat. Dzieci kują na pamięć, nie mają możliwości zaspokajania własnej ciekawości, korzystania z różnych źródeł, selekcji, myślenia krytycznego. Nie mają czasu na rozwijanie własnych pasji. Ken Robinson (brytyjski mówca i doradca w sprawach innowacyjności – red.) mówi, że edukacja powinna dawać radość. Jeśli dziecko jest zaangażowane, to uczy się z radością. Jeśli zaś jest zmuszone opanować nudną, nieprzydatną wiedzę na pamięć, to edukacja staje się przykrym obowiązkiem.
Jeżeli nauczyciel ma wizję i przestrzeń do działania oraz świadomość konieczności wdrażania zmian w edukacji, to już połowa sukcesu. W polskich szkołach jest wielu pedagogów pracowitych i nastawionych na rozwój. Takich, którzy od zawsze budują z uczniami relacje oparte na życzliwości i szacunku, którzy potrafią spojrzeć dziecku w oczy, wejść w jego buty, żeby zrozumieć, że jest to taki sam człowiek jak my dorośli, tylko trochę mniej doświadczony. To nie jest łatwe. Kiedy słyszę, że dziecko w szkole ma być grzeczne, to zastanawiam się, jaki jest nasz cel, jaka jest misja polskiej szkoły. Czy chodzi o to, żeby dzieci były nadal prowadzone na sznureczku, uczone pod linijkę? Czy my chcemy takiego społeczeństwa? Grzecznego i wytresowanego? Bezwolnego? Czy o takie przyszłe pokolenia nam chodzi, o ludzi odtwórczych, podporządkowanych, wykonujących polecenia, schematycznie myślących? Wierzę w to, że polscy nauczyciele zmienią edukację. Spowodują, że uczniowie będą chętnie przychodzić do szkoły i będą czuli się w niej szczęśliwi. Jest jeden warunek. Oni sami też powinni czuć się szczęśliwi.
I ciągle mam nadzieję, że uda mi się zmienić szkołę. W tej, w której jestem od wielu lat dyrektorką, dokonało się wiele zmian. I nie było łatwo. Wkroczenie na drogę reformy to ciągłe poszukiwanie, pokonywanie przeszkód i barier. Z perspektywy lat wiem, że budowanie nowej, dobrej szkoły jest możliwe, również w placówce publicznej. Potrzebne są wizja i determinacja w dążeniu do jej urzeczywistnieniu.
