NATO jest silne jak nigdy, Rosja nie zaatakuje UE. Uderzył w narrację Tuska

Ten tekst przeczytasz w 7 minut
dzisiaj, 12:03
atak Rosji na NATO James Carafano Donald Tusk Rosja
NATO jest silne jak nigdy, Rosja nie zaatakuje UE. Uderzył w narrację Tuska/Shutterstock
Europa musi mieć większe zdolności odstraszania konwencjonalnego, by odciążyć Stany Zjednoczone. Waszyngton nigdy nie zostawi sojuszników na pastwę Rosji czy Chin – uważa James Carafano z Heritage Foundation, tłumacząc koncepcję "NATO 3.0". Ekspert zaznaczył też, że – wbrew temu, co mówią politycy, w tym Donald Tusk – Kreml raczej nie zaatakuje żadnego kraju UE, skoro nie może się uporać nawet z Ukrainą.

NATO 3.0. Colby wskazał Niemcy jako europejskiego lidera

Amerykański podsekretarz obrony Elbridge Colby wypowiedział się niedawno we wpisach na X na temat przyszłości NATO. Colby uchodzi w USA za czołowego w obecnej administracji zwolennika protekcjonistycznej polityki bezpieczeństwa, w której Ameryka porzuca rolę globalnego policjanta, a sojusznicy przyjmują na siebie większy ciężar w zakresie odstraszania.

We wpisach przypomniał, że trwa proces transformacji sojuszu, a nowa niemiecka strategia wojskowa, w ramach której ma powstać najsilniejsza armia konwencjonalna w Europie, reprezentuje "jasną, wiarygodną drogę ku NATO 3.0". Podkreślił zarazem, że Niemcy pełnią "wiodącą rolę" w tym procesie i wyróżnił fragmenty wstępu do niemieckiej strategii autorstwa gen. Carstena Breuera, Inspektora Generalnego Bundeswehry, który zadeklarował, że jako największa gospodarka w Europie Niemcy wezmą na siebie "historycznie bezprecedensową odpowiedzialność za Europę".

"To rozważania, które nie mają związku z rzeczywistością"

Ekspert ds. bezpieczeństwa narodowego w amerykańskim think tanku Heritage Foundation James Carafano, zapytany, czy wpisy te oznaczają, że "NATO 3.0" według obecnej administracji Białego Domu ma polegać na uznaniu niemieckiego przywództwa militarnego w Europie, odpowiedział, iż obecnie żadna europejska potęga – ani Francja, ani Niemcy, ani Wielka Brytania – nie jest w stanie zapewnić odpowiedniego poziomu dowodzenia i zasobów potrzebnych do pełnienia roli lidera w NATO.

– To są nieistotne, teoretyczne rozważania niemające związku z rzeczywistością albo co najwyżej deklaracja aspiracji. Ani Niemcy, ani np. Polska nie mają obecnie takich możliwości i nie będą ich mieć w dającej się przewidzieć przyszłości – ocenił Carafano.

W jego opinii transformacja sojuszu w "NATO 3.0", o której napisał na X Colby, ma polegać na przejęciu przez Europę większej odpowiedzialności za konwencjonalne odstraszanie, a to przyniesie obopólne korzyści.

Ekspert przypomniał, że Stany Zjednoczone są aktywne w obszarze trzech teatrów działań: Europy, Bliskiego Wschodu oraz Indo-Pacyfiku. Ameryka nie może i nie chce zostawić np. Europy na pastwę Rosji czy Chin, ale nie będzie w stanie zrobić tego samodzielnie, nawet jeśli zwiększy wydatki na obronę do 1,5 bln dolarów rocznie.

– Dlatego, żeby zabezpieczyć wszystkie trzy kluczowe teatry działań, będziemy potrzebować przyjaciół i sojuszników, a największym wkładem, jaki mogą wnieść, jest wzmocnienie odstraszania konwencjonalnego – podkreślił Carafano i zauważył, że europejscy sojusznicy już zaczęli wzmacniać swoje siły wojskowe w ramach NATO, czego przykładem są właśnie Niemcy.

Status Polski nie jest zagrożony

Z kolei redaktor naczelny serwisu Defence24.com dr Aleksander Olech zwrócił uwagę, że tak określone oczekiwania USA wobec sojuszników spełnia już od dawna Polska. Fakt, że nasz kraj znacząco przekroczył wyznaczony przez NATO poziom 2 proc. PKB wydatków na obronność, w praktyce uczynił – w jego opinii – Polskę jednym z najbardziej wiarygodnych partnerów w NATO. W budżecie na 2026 r. zapisano wydatki na obronę przekraczające 200 mld zł, co odpowiada 4,81 proc. PKB.

– To nie jest kwestia deklaracji, ale realnych zdolności i decyzji budżetowych, które w Waszyngtonie są bardzo dokładnie analizowane – zaznaczył Olech.

Dlatego obawy, że Polska może utracić status "modelowego sojusznika" Stanów Zjednoczonych na rzecz Niemiec, które pojawiły się w związku z wpisami Elbridge’a Colby’ego, są zdaniem eksperta "zdecydowanie przedwczesne".

Dla administracji amerykańskiej – niezależnie od tego, czy mówimy o demokratycznej, czy republikańskiej administracji – liczy się w jego opinii to, kto dostarcza zdolności, a nie to, kto deklaruje ambicje. W tym kontekście Polska pozostaje w Waszyngtonie bardzo dobrze ocenianym partnerem.

Niemcy dopiero nadrabiają wieloletnie zaległości

Niemcy, jak podkreślił, wprawdzie przechodzą istotną transformację w obszarze polityki bezpieczeństwa i obrony, co jest zauważane w Stanach Zjednoczonych, ale w porównaniu do Polski dopiero nadrabiają wieloletnie zaległości.

– To są dwa różne punkty wyjścia i dwa różne poziomy wiarygodności operacyjnej – ocenił ekspert.

Poproszony o wyjaśnienie, jak tłumaczy koncepcję "NATO 3.0", Olech uznał, że należy ją rozumieć raczej jako ewolucję Sojuszu w kierunku większego podziału odpowiedzialności i większego nacisku na zdolności regionalne. Zauważył, że zarówno Polska, jak i Niemcy mają w ramach "NATO 3.0" do odegrania swoje role.

Polska w tym układzie pozostaje według niego państwem kluczowym dla bezpieczeństwa wschodniej flanki, obok krajów bałtyckich oraz – w szerszym ujęciu – regionu nordyckiego. Niemcy będą zaś odgrywać większą rolę w zakresie wsparcia logistycznego, przemysłowego i – co istotne – w ramach "nuclear sharing", który pozostaje jednym z fundamentów odstraszania NATO. W Niemczech, przypomniał ekspert, stacjonują amerykańskie głowice jądrowe.

NATO jest silne jak nigdy. Rosja jest niezdolna do wojny z NATO

Jak podkreślił z kolei Carafano, dla NATO nie ma alternatywy, która choć trochę przypominałaby możliwości i potencjał, jakimi sojusz dysponuje i będzie dysponował w przyszłości, między innymi dzięki europejskim inwestycjom realizowanym zgodnie ze zobowiązaniami ze szczytu NATO w Hadze w 2025 roku.

– NATO nigdy nie miało silniejszej pozycji strategicznej niż teraz. Jest w świetnej formie – podkreślił. Ocenił, że Rosja nie rozpocznie nowej wojny, ponieważ nie jest zdolna do fizycznej inwazji na europejską przestrzeń sojuszu, skoro nie może pokonać Ukrainy.

Ekspert podkreślił także, że wbrew obawom wielu europejskich polityków Stany Zjednoczone nie opuszczą Europy, bo po prostu "nie leży to w interesie Ameryki". Carafano odniósł się w ten sposób do wywiadu dla dziennika "Financial Times", w którym premier Donald Tusk wyraził wątpliwość, czy USA wypełnią swoje zobowiązania w ramach członkostwa w NATO wobec Europy, oraz ostrzegł, że atak Rosji na członka Sojuszu może nastąpić "raczej w perspektywie miesięcy niż lat". Wezwał zarazem Unię Europejską, aby stała się "prawdziwym sojuszem".

Autonomia strategiczna? Europa jest nadal w tyle za USA

Słowa premiera były nawiązaniem do coraz częściej omawianej koncepcji europejskiej autonomii strategicznej, czyli budowania zdolności obronnych Europy na wypadek, gdyby Ameryka miała porzucić NATO.

Zwolennicy niezależności Europy od amerykańskiej polityki bezpieczeństwa wskazują m.in. na klauzulę wzajemnej obrony (art. 42 ust. 7 Traktatu o Unii Europejskiej), zobowiązującą państwa członkowskie UE do udzielenia pomocy w przypadku agresji zbrojnej na jedno z nich.

W opinii Olecha dyskusja o europejskiej autonomii strategicznej i klauzulach obronnych Unii Europejskiej powinna być traktowana z dużą ostrożnością, ponieważ obecnie zdolności wojskowe państw europejskich – nawet w ujęciu łącznym – są nieporównywalne z potencjałem Stanów Zjednoczonych w Europie.

– Artykuł 5 NATO pozostaje realnym mechanizmem odstraszania, podczas gdy europejskie rozwiązania mają w dużej mierze charakter polityczny i deklaratywny – podkreślił ekspert. Nie wykluczył zarazem, że za kilka lat, przy znaczącym wzroście inwestycji w obronność w Europie taka dyskusja będzie bardziej uprawniona.

Jego zdaniem Polska nie powinna wybierać między Waszyngtonem, Berlinem czy Paryżem, ale kontynuować dotychczasową strategię dywersyfikacji relacji. Powinna utrzymywać bardzo silne więzi ze Stanami Zjednoczonymi, jednocześnie rozwijając współpracę z Francją i wzmacniając relacje regionalne, szczególnie z państwami nordyckimi i bałtyckimi, które – podobnie jak Polska – bezpośrednio odczuwają zagrożenie ze strony Rosji.

– Relacje międzynarodowe mają transakcyjny charakter i do tego należy się przyzwyczaić – podsumował Olech.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj