Eksport broni do Europy wystrzelił. USA się nie wyrabiają
Stany Zjednoczone pozostają największym eksporterem uzbrojenia na świecie. Według danych sztokholmskiego instytutu SIPRI w latach 2021–2025 odpowiadały za 42 proc. światowego eksportu broni – więcej niż Rosja, Chiny i cała Unia Europejska razem wzięte. W tym samym czasie eksport amerykańskiej broni do Europy wzrósł o 217 proc. Europejczycy masowo kupowali systemy Patriot, wyrzutnie HIMARS, samoloty bojowe i rakiety dalekiego zasięgu, przygotowując się do największego programu zbrojeń od zakończenia zimnej wojny.
Dziś coraz częściej słyszą jednak, że na dostawy będą musieli poczekać znacznie dłużej, niż zakładano. Powód jest prosty – Pentagon odbudowuje własne zapasy po wojnie z Iranem. Część uzbrojenia przeznaczonego dla zagranicznych klientów została przekierowana do amerykańskiej armii. Problem dotyczy przede wszystkim amunicji do systemów obrony powietrznej oraz wyrzutni rakietowych.
Waszyngton zmienia priorytety. Bo może
Kluczowe znaczenie ma tu program Foreign Military Sales (FMS), czyli specjalny system sprzedaży uzbrojenia prowadzony bezpośrednio przez rząd USA. Europejskie państwa nie zawierają umów z producentami, lecz z administracją amerykańską, która zachowuje dużą swobodę w zmianie warunków kontraktów. Jak mówi Javier Ospital z think tanku Bruegel w rozmowie z "The Economist", FMS należy traktować nie jako zwykły mechanizm handlowy, lecz narzędzie amerykańskiej polityki zagranicznej.
W praktyce oznacza to, że Waszyngton może przesuwać dostawy zgodnie z własnymi priorytetami strategicznymi. W zapisach umów znajduje się nawet klauzula pozwalająca przekierować sprzęt w przypadku "wyższych potrzeb priorytetowych". USA robiły to już wcześniej – administracja Joe Bidena przekazywała część systemów obrony powietrznej pierwotnie przeznaczonych dla innych państw europejskich Ukrainie.
USA nie nadążają z produkcją. Patrioty to najlepszy przykład
Tym razem problem jest jednak znacznie większy. "The Economist" zwraca uwagę, że Stany Zjednoczone nie są dziś w stanie szybko zrealizować ogromnej liczby zamówień. Dobrym przykładem są Patrioty. Podczas wojny z Iranem Amerykanie mieli zużyć ponad 1300 pocisków przechwytujących do tych systemów. To więcej niż wynosi ponad dwuletnia produkcja przy obecnym tempie wytwarzania.
Jednocześnie administracja Donalda Trumpa przyspieszyła sprzedaż Patriotów państwom Zatoki Perskiej, które również uszczupliły własne magazyny. W efekcie europejskie zamówienia znalazły się jeszcze niżej na liście priorytetów. Szwajcaria poinformowała już, że dostawa pięciu baterii Patriot może opóźnić się nawet o siedem lat.
Wątpliwości wobec dalszej sprzedaży części uzbrojenia do Europy otwarcie wyraża Elbridge Colby, podsekretarz obrony ds. polityki w Pentagonie. Jego zdaniem każdy system obrony powietrznej sprzedany Europie oznacza jeden mniej dostępny dla USA na wypadek konfliktu z Chinami na Pacyfiku.
USA tracą wiarygodność. Ale Europa zaakceptuje warunki
Eksperci ostrzegają jednak, że długotrwałe opóźnienia mogą podważyć zaufanie do amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego. – To osłabia wiarę w USA jako wiarygodnego dostawcę uzbrojenia – ocenia Pieter Wezeman z SIPRI.
Coraz bardziej sfrustrowani europejscy klienci zaczynają więc szukać alternatyw. Dania wybrała francusko-włoski system obrony powietrznej SAMP/T zamiast Patriotów. Z kolei agencja zakupowa NATO zdecydowała niedawno o zakupie szwedzko-kanadyjskiego samolotu wczesnego ostrzegania i dowodzenia, choć przez ostatnie 43 lata wykorzystywano konstrukcję amerykańską.
Mimo to – jak zauważa "The Economist" – "Europa wciąż nie jest w stanie szybko zastąpić wielu kluczowych amerykańskich zdolności – zwłaszcza w zakresie rozpoznania powietrznego czy rakiet dalekiego zasięgu. Do tego czasu będzie musiała zaakceptować warunki narzucane przez głównego dostawcę uzbrojenia".
Źródło: The Economist
