Nawet Girkin już nie chce mobilizacji w Rosji. "To nic nie da"

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
dzisiaj, 11:54
Igor Girkin mobilizacja w Rosji wojna w Ukrainie rosyjska armia
Nawet Girkin już nie chce mobilizacji w Rosji. "To nic nie da"/Shutterstock
"Nawoływałem do mobilizacji od czterech lat. Teraz już tego nie robię. Czas, w którym można było pokonać Ukraińców masami piechoty, bezpowrotnie minął" – czytamy we wpisie Igora Girkina, byłego oficera FSB i dowódcy separatystów z Donbasu, na Telegramie. Zaznaczył, że Rosja, żeby myśleć o zwycięstwie, musi przede wszystkim dokonać "mobilizacji potencjału przemysłowego".

Girkin. Od bohatera Rosji do więźnia Putina

55-letni Girkin to były pułkownik FSB. W 2014 r. dowodził rosyjskimi separatystami z tzw. Donieckiej Republiki Ludowej. Odpowiada za zestrzelenie samolotu linii Malaysia Airlines z niemal 300 osobami na pokładzie. Za to holenderski sąd skazał go zaocznie na dożywocie.

Od początku inwazji na Ukrainę Girkin prowadzi kanał na Telegramie (368 tys. obserwujących), gdzie mocno krytykuje Kreml za sposób prowadzenia wojny. Zaraz po puczu Prigożyna z czerwca 2023 r. został aresztowany. Obecnie nadal przebywa w więzieniu. Dzięki pomocy przyjaciół i rodziny wciąż udaje mu się publikować zza krat.

Masa piechoty nie przełamie już frontu

We wpisie z poniedziałku Girkin stwierdził, że gdyby Kreml ogłosił niebawem mobilizację, to "nie przyniesie ona żadnych rezultatów":

"Dziś potrzebna jest mobilizacja gospodarki na potrzeby wojny. Czas, w którym można było pokonać przeciwnika, przygnieść go i zepchnąć do defensywy masami piechoty, niestety minął. Jeszcze istniała taka możliwość w latach 2022–2024. W 2025 jest to już wątpliwe, a w 2026 – praktycznie niemożliwe. Obecnie mamy do czynienia z wojną dronów, które są zdolne niszczyć dowolne zgrupowania piechoty na każdym odcinku frontu (…). Przeciwnik rozwinął w Europie i w tzw. Ukrainie (tak Girkin wyraża swoją pogardę – red.) produkcję dronów oraz pocisków na taką skalę, że w dużej mierze może utrzymywać linię frontu właśnie dzięki nim."

Girkin twierdzi, że jeśli mobilizacja ma przynieść zmianę na froncie, to trzeba zmobilizować nie tylko ludzi pod broń, ale także przemysł zbrojeniowy i naukę. "Dopiero wtedy, z czasem (nie dziś, nie jutro i nie pojutrze), powstanie gospodarka wojenna zdolna konkurować z potencjałem militarnym Europy i tzw. Ukrainy oraz go pokonać" – zaznacza.

Trudno jednak wierzyć, że to nastąpi, biorąc pod uwagę ciężki kryzys gospodarczy, w który powoli pogrąża się Rosja.

Kreml kłamie. Ukraina ma siły, by dalej walczyć

Następnie Girkin stwierdził, że właściwie nie wiadomo, co Władimir Putin chce osiągnąć w Ukrainie. Niedawną wypowiedź rzecznika Kremla Dmitrija Pieskowa, że "Rosję dzielą już tylko kilometry od osiągnięcia pokojowego rozwiązania w Donbasie", nazwał kłamstwem. Zaznaczył, że wojna będzie trwała nadal, a Ukraina ma siły, by dalej ją prowadzić.

"Wojnę trzeba prowadzić tak, by ją wygrać, a nie po to, by przesuwać się o kolejne odcinki terenu, znaczone ciałami poległych żołnierzy. W tej chwili można zmobilizować dowolną liczbę ludzi i wysłać ich na front, ale nie będą oni w stanie odwrócić losów wojny. Ten moment już minął. Od czterech lat wzywałem do mobilizacji. Teraz nie nawołuję już do takiej mobilizacji jak wcześniej, ponieważ nie ma to sensu. Nasza gospodarka nie dysponuje nawet wystarczającą liczbą uzbrojenia, by ich wyposażyć" – podsumował.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj