Zerwanie z zasadą „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”
„To, czy w Europie jest 80 tys. czy 90 tys. amerykańskich żołnierzy, czy w koszarach w Niemczech stacjonuje 30 tys. czy 35 tys. z nich i czy 5 tys. zostanie przesuniętych do Polski czy zostanie w Teksasie, z punktu widzenia zdolności obronnych Europy jest sprawą drugorzędną” – pisze niemiecki dziennik w opublikowanym w sobotę komentarzu.
Obecność amerykańskich oddziałów w Europie ma inny cel: od powstania NATO były one „widocznym dowodem na to, że urzędujący prezydent USA ma polityczną wolę wypełnienia wobec Europy zobowiązania o udzieleniu jej pomocy w przypadku rosyjskiego ataku” - podkreśla.
Osobiste sympatie zamiast strategii obronnej
„SZ” przypomina o zasadzie „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”, zapisanej w art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego i skonkretyzowanej poprzez obecność wojskową USA w Europie do „Ameryka za wszystkich”. „Obecny rząd w Waszyngtonie w sposób fundamentalny zrywa z tą polityką” – ocenia gazeta.
Sekretarz stanu USA Marco Rubio twierdzi, że Stany Zjednoczone są zainteresowane NATO tylko dlatego, że dzięki Sojuszowi mają dostęp do baz wojskowych w Europie. Jak przekonuje, Waszyngton potrzebuje partnerów z NATO tylko po to, by z ich terytorium móc bombardować Afganistan, Iran lub inny kraj. Stawia warunek europejskim sojusznikom: jeżeli chcą, by USA pozostały w NATO, nie mogą zabraniać im, jak zrobiła to Hiszpania, atakowania Iranu z baz w Europie - relacjonuje dziennik.
Jeżeli potraktować poważnie jego słowa, to NATO przestało być dogodnym instrumentem do utrzymania rządzonych przez Trumpa USA po stronie Europy. Zamiast tego Europa przypina się łańcuchem do „chaotycznego prezydenta, którego polityka bardzo szkodzi jego (...) sojusznikom i któremu Europa jest obojętna” – ocenia „SZ”.
Żołnierze USA jako „nagroda” dla sojuszników
Zdaniem gazety najlepszym dowodem na to jest zapowiedź Trumpa wysłania do Polski 5 tys. żołnierzy ze względu na dobre relacje z polskim prezydentem Karolem Nawrockim. „To uzasadnienie nie ma nic wspólnego ze strategią i odstraszaniem, lecz z osobistymi sympatiami. Trump chce wysłać żołnierzy do Polski, ponieważ lubi prawicowo-populistycznego prezydenta Karola Nawrockiego” – zauważa.
„Dla Trumpa amerykańscy żołnierze są jak cukierki, które rozdaje się grzecznym dzieciom według własnego uznania” – czytamy w „SZ”.
„Kto w Europie jeszcze poważnie wierzy, że temu rządowi USA można ufać w kwestiach dotyczących bezpieczeństwa, powinien włożyć pod poduszkę ząb. Możliwe, że Wróżka Zębuszka przyniesie mu w nocy amerykańską brygadę” – czytamy w konkluzji komentarza.
Prezydent USA Donald Trump ogłosił w czwartek na platformie społecznościowej Truth Social, że zdecydował o wysłaniu do Polski „dodatkowych” 5 tys. żołnierzy. Stwierdził, że to decyzja podjęta w oparciu o relacje z prezydentem Nawrockim, którego – jak przypomniał - wsparł przed wyborami w 2025 roku.
Wcześniej Reuters poinformował, że Pentagon anulował plany rotacyjnego przemieszczenia do Polski 4 tys. amerykańskich żołnierzy. Z kolei stacja CNN podała, że decyzja szefa resortu Pete'a Hegsetha o wstrzymaniu planowanej rotacji amerykańskiej brygady pancernej była częścią działań mających zredukować liczbę sił USA w Europie. 1 maja Pentagon zapowiedział wycofanie 5 tys. żołnierzy z Niemiec.(PAP)
lep/ akl/
