Liczba osób bez prawa do minimalnej emerytury w ciągu 7 lat wzrosła 10-krotnie

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
7 maja 2019, 10:50
Emerytury
Emerytury/ShutterStock
Wzrost liczby osób pozbawionych prawa do emerytury na najniższym gwarantowanym poziomie jest gwałtownie narastającym zjawiskiem, stanowiącym poważny problem społeczny.

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) i Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE) alarmują, że art. 9 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych spowodował, iż w okresie 7 lat skala występowania tego bardzo niepokojącego zjawiska wzrosła nawet 10-krotnie.

O ile w 2011 r. takich osób było ok. 24 tys. według cytowanych przez FPP danych ZUS o strukturze świadczeń po waloryzacji w marcu 2014 r. ich liczba sięgnęła ok. 92,5 tys. W marcu 2018 r. liczba osób pozbawionych prawa do najniższego świadczenia emerytalnego osiągnęła poziom ok. 234 tys.

Wprowadzając w 1998 roku ustawę o systemie ubezpieczeń społecznych zakładano, że funkcjonowanie nieoskładkowanych form wykonywania pracy będzie miało pozytywny wpływ na gospodarkę i pozwoli na zatrudnienie osobom, które będąc w trudnej sytuacji na rynku pracy nie będą mogły wykonywać "klasycznej" umowy o pracę. Jednak dzisiaj rząd powinien na nowo ocenić czy funkcjonowanie w takiej formule art. 9. ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych pobudza gospodarkę. Niestety, następstwem wprowadzenia art. 9 jest coraz większa liczba pracowników, która pozostaje poza ochroną ubezpieczeniową, wskazano w komunikacie.

"Już w 2014 r. liczba osób otrzymujących emeryturę 'sub-minimalną' - czyli mniejszą od poziomu minimalnego - zaczęła przewyższać liczbę świadczeniobiorców otrzymujących emeryturę minimalną. Bardzo istotny wzrost liczby osób otrzymujących emerytury poniżej minimalnego poziomu nastąpił w 2017 r. - zwiększył się on wówczas do ok. 208,9 tys. osób z ok. 112,1 tys. osób w poprzednim okresie. Ma to związek ze znaczącą podwyżką emerytury minimalnej, jaka nastąpiła w marcu 2017 r. Rząd kontynuuje politykę systematycznego podnoszenia minimalnej emerytury, ale takie działanie nie jest skuteczne, ponieważ główną przyczyną niskich emerytur jest niewystarczający staż składkowy, a nie zbyt niski kapitał. W przypadku uchylenia art. 9 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych, osoby których wynagrodzenie do tej pory było oskładkowane do poziomu płacy minimalnej, płaciłyby składki od pełnej wysokości swoich zarobków. Restytucja ubezpieczeń społecznych zakłada - poza pełnym oskładkowaniem - również zaewidencjonowanie i zapisanie nieodprowadzonych składek w okresach przeszłych. Przyjmując, że pracownik posiadał kapitał początkowy w wysokości 150 tys. zł i przez ostatnie 5 lat był zatrudniony na nieoskładkowanych umowach zlecenia, na skutek wprowadzenia restytucji jego emerytura byłaby wyższa o ok. 30%" powiedział przewodniczący FPP, prezes CALPE Marek Kowalski, cytowany w komunikacie.

Duży wzrost liczby osób otrzymujących świadczenie niższe niż minimalne jest bezpośrednim dowodem na to, że dla licznej grupy ubezpieczonych wykazanie stażu ubezpieczeniowego wymaganego do nabycia prawa do najniższej emerytury jest niemożliwe. Natomiast jedną z głównych przyczyn posiadania niewystarczającego stażu jest niepodleganie ubezpieczeniom emerytalno-rentowym w okresie aktywności zawodowej w pełnym zakresie, podkreślono w materiale.

>>> Czytaj też: Antyszczepionkowcy nacierają. Cel? Zniszczyć resort i sanepid ich własną bronią

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: ISBnews
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj