Unią Europejską rządzą mężczyźni. Kobiety na eksponowanych stanowiskach to wyjątek

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
24 maja 2019, 21:17
W polityce europejskiej dominują mężczyźni i nic nie zapowiada, by miało się to szybko zmienić.

Niech pani pójdzie na pierwsze piętro zobaczyć galerię portretów byłych przewodniczących. Tam nie ma żadnej kobiety. Komisją Europejską od 60 lat rządzą wyłącznie mężczyźni – mówi mi Margrethe Vestager, unijna komisarz ds. konkurencji, gdy pytam o jej szanse na objęcie najważniejszego fotela w Brukseli. Chociaż jest wskazywana jako jedna z trzech osób najbardziej liczących się w wyścigu o stanowisko, do przedwyborczych spekulacji podchodzi z rezerwą. – Nie obiecuję sobie za wiele, by potem się nie zawieść. Mogę być o krok od zwycięstwa, ale z cienia wyjdzie jakiś mężczyzna, powie „oto jestem”, a reszta przywódców temu przyklaśnie – podkreśla duńska polityk.

Bo na najbardziej eksponowanych w Europie stanowiskach kobiet nie ma i nie było – z nielicznymi wyjątkami. Obok KE mężczyźni zarządzają też Parlamentem Europejskim, Radą Europejską i Europejskim Bankiem Centralnym. Wśród kobiet najwyższy urząd piastuje obecnie Włoszka Federica Mogherini, która jako wysoki przedstawiciel odpowiada za unijną dyplomację. Mniej ważną funkcję europejskiego ombudsmana pełni Irlandka Emily O’Reilly, walcząca o to, by decyzje w instytucjach UE były podejmowane w sposób bardziej transparentny. Na 28 komisarzy dziewięciu to kobiety.

>>> Czytaj też:  Wybory do PE: We Francji rozgrywka między Macronem a Le Pen

Czy ta zła passa zakończy się po wyborach? Donald Tusk, przewodniczący Rady Europejskiej, odgrywający kluczową rolę w rozmowach o obsadzie brukselskich posad, zapowiada, że będzie się o to starać. Ale obiecać nie może. – Taka jest moja intencja, ale mamy tylko pięć stanowisk do obsadzenia i o wiele więcej warunków do spełnienia. Obawiam się, że z osiągnieciem równowagi płciowej będzie trudno, zwłaszcza jeśli mówimy o prawdziwej równowadze, a nie jeden do czterech – powiedział niedawno. Trzeba bowiem uwzględnić jeszcze takie kwestie jak równowaga polityczna, geograficzna czy demograficzna.

Vestager uważa, że problem należy rozwiązać systemowo poprzez wprowadzenie parytetu. – Zawsze był i będzie jakiś powód, który nie pozwala osiągnąć równowagi pomiędzy kobietami a mężczyznami. Jeśli będziemy po prostu czekać, nic się nie zmieni – mówi duńska polityk. Podobnego zdania jest eurodeputowana i była polska komisarz Danuta Hübner. – Nawet w krajach nordyckich, o których myślimy jako o przodujących w kwestiach równouprawnienia, nie ma systemowych rozwiązań. Jak mówią mi koleżanki z tych państw, z każdym nowym rządem kobiety muszą od nowa zabiegać o zdobywanie posad. To mnie przekonuje, że mamy rację, gdy domagamy się gwarancji prawnych. Inaczej niż poprzez zmiany regulacji nie osiągniemy równości w ciągu kolejnych dwustu czy trzystu lat – mówi Hübner. Gwarancje prawne też nie przynoszą natychmiastowych efektów. Najstarsza „kobieca” dyrektywa unijna dotyczy równości wynagrodzeń. – Proszę mi pokazać jeden kraj w Europie, w którym płace są równe. W UE zarobki kobiet są średnio o 17 proc. niższe niż mężczyzn – dodaje polska deputowana.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP  

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj