Nie ruszaj, bo rozwalisz. Dlaczego system ochrony zdrowa od 20 lat jest w kryzysie?

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
25 maja 2019, 18:13
W normalnym kraju, gdyby brakowało lekarzy, zrobiono by wszystko, aby ich jedynym zadaniem było leczenie pacjentów.

Częstochowa: od czerwca z powodu braków kadrowych oddział otolaryngologii i onkologii laryngologicznej z kilkunastoma łóżkami nie będzie w stanie zapewnić ciągłości dyżurów i w pełni realizować kontraktu zawartego z NFZ.

Złotoryja: w kwietniu odejście jednego lekarza specjalisty spowodowało konieczność zamknięcia trzech oddziałów – pediatrycznego, neonatologicznego i położniczego.

Włocławek: z powodu braków kadrowych w kwietniu zawieszono oddział chirurgii dziecięcej. Szpital ma czas do października na znalezienie lekarzy. Pacjenci są leczeni w oddalonym o 65 km Toruniu lub odległej o 113 km Bydgoszczy.

Konin: nowo wyremontowany oddział chorób wewnętrznych zamknięty do odwołania. Powód? Braki kadrowe.

To tylko kilka przykładów z ostatnich miesięcy. W tym tygodniu wszyscy lekarze z Kliniki Onkologii Klinicznej w krakowskim Centrum Onkologii zrezygnowali z pracy. Była to reakcja na decyzję dyrekcji o redukcji etatów z powodu oszczędności. Szef kliniki uznał, że sytuacja kadrowa zagraża bezpieczeństwu pacjentów i sam jako pierwszy złożył wypowiedzenie.

>>> Czytaj też: Polacy są tak samo niezadowoleni z prywatnej służby zdrowia jak z publicznej

W zaledwie kilkadziesiąt godzin rezydenci skupieni w Ogólnopolskim Związku Zawodowym Lekarzy zebrali dane o blisko setce placówek, w których z powodu braków personelu zamknięto bądź zawieszono oddział lub zmniejszono liczbę łóżek. Tych ostatnich redukuje się w niektórych szpitalach po kilka, kilkanaście na oddział (np. na intensywnej terapii w Ostrowie Wielkopolskim zlikwidowano cztery, na dermatologii w Olsztynie – pięć, na oddziale chorób wewnętrznych w Oleśnie – 18, a na zakaźnym dla dzieci w Lublinie – 13). W innych nawet po kilkadziesiąt (w Szpitalu Dziecięcym w Poznaniu – 90, a na oddziale zakaźnym w Toruniu – 23). Zdaniem lekarzy tak źle w ochronie zdrowia nie było jeszcze nigdy.

– Jest w kryzysie od 20 lat, w bardzo ciężkim stanie od jakichś pięciu, sześciu, a w agonii od dwóch lat – mówi mi Jakub Kosikowski, lekarz rezydent, były przewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL. Przed dwoma laty protestował, a teraz prowadzi popularne konto w mediach społecznościowych. Pisze nie tylko o kolejkach czy braku dostępu do innowacyjnego leczenia, lecz także chaosie organizacyjnym i rozrośniętej biurokracji, przez które lekarza można częściej spotkać pogrążonego w papierach niż przy badaniu chorego.

Do nędznego stanu ochrony zdrowia przyzwyczaili się już nie tylko pacjenci, ale i sami medycy. – Zostaw to, nie ruszaj – słyszałem od starszych kolegów. Mówili mi: taki jest status quo. Minie parę lat, będziesz specjalistą, zaczniesz zarabiać. Systemu nie zmienisz, a nawet jeśli, potrwa to wiele lat – urządź się w tym g...e – opowiada Bartosz Fiałek, przewodniczący Regionu Kujawsko-Pomorskiego OZZL. On sam wraz z innymi młodymi lekarzami zamierza jednak 1 czerwca protestować na ulicach Warszawy, aby przypomnieć ministrowi zdrowia, że nie dotrzymał obietnicy zwiększenia wydatków na opiekę zdrowotną.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP  

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj