Liczne wiodące wcześniej ugrupowania nie mogą dojść do siebie po bardzo rozczarowujących wynikach w majowych wyborach do Parlamentu Europejskiego - wskazuje brytyjski dziennik w komentarzu redakcyjnym.

W Niemczech Andrea Nahles zrezygnowała z szefowania socjaldemokratycznej SPD, która w eurowyborach zanotowała najgorszy wynik od końca drugiej wojny światowej i poniosła dotkliwą porażką w swoim dotychczasowym bastionie, Bremie; we Francji do dymisji podał się szef centroprawicowych Republikanów, którzy w wyborach do PE dostali tylko 8,5 proc., a tamtejsza Partia Socjalistyczna, która dwa lata temu rządziła krajem, otrzymała jeszcze mniej - ponad 5 proc. głosów. Niewiele lepiej poszło wpływowej niegdyś włoskiej partii Forza Italia, a szefowa brytyjskich torysów, premier Theresa May, podała się do dymisji jeszcze przed wyborami europejskimi.

"Dominujące niegdyś partie dziś stoją w obliczu egzystencjalnego zagrożenia" - ocenia "FT". "Słabe i podzielone przywództwo oraz ideologiczny stupor spotęgowały tylko rozczarowanie wyborców, których dziś w mniejszym niż kiedyś stopniu motywuje przynależność do danej klasy społecznej czy wyznania. Wydaje się, że przewaga gospodarcza nie motywuje już jak dawniej. Rozpadają się koalicje oparte na wspólnych interesach (...), na których dotąd zasadzały się partie mainstreamowe. Wyborcom coraz bardziej zwracają uwagę na inne sprawy, takie jak zmiany klimatu, imigracja oraz tożsamość narodowa i regionalna" - wskazuje dziennik, zauważając przy tym, że te zmiany "znakomicie wykorzystały siły nacjonalistyczne i antyestablishmentowe".

Jednocześnie "FT" zaznacza, że w niektórych krajach, takich jak Grecja, Austria, Hiszpania czy Portugalia, niektóre główne partie wykazały się odpornością, z czego gazeta wysnuwa wniosek, że "krajowa specyfika nadal wiele znaczy". Podkreśla też, że w wielu przypadkach partiom centroprawicy zaszkodziły próby licytowania się na radykalność postulatów z ugrupowaniami skrajnie prawicowymi.

"Sam fakt, że tradycyjne partie centroprawicowe i centrolewicowe tracą grunt pod nogami nie znaczy jeszcze, że (polityczne) centrum zanika. Jesteśmy świadkami przemeblowania, w którym swoje wpływy rozszerzają liberałowie i w coraz większym stopniu Zieloni" - ocenia "FT".

Fragmentacja sceny politycznej może wzmocnić demokrację, ożywiając zasadę reprezentacji politycznej, ale może też sprawić, co pokazał przykład SPD i tzw. wielkich koalicji w Niemczech z udziałem tej partii, że rządzenie stanie się trudniejsze - konkluduje brytyjski dziennik.

>>> Czytaj też: Bugaj: Chcieliśmy po prostu zmałpować Zachód [WYWIAD]