Kampania nie była szczególnie odkrywcza, sztampowe konwencje służyły raczej mobilizacji lokalnych struktur do kampanijnej pracy niż elektoratu, który w weekend ma lepsze pomysły na spędzanie wolnego czasu niż oglądanie telewizji. Za to wizyty gospodarskie polityków, spotkania z premierem Mateuszem Morawieckim i prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim budowały poczucie, że władza jest blisko.

Powódź pokazała, że warto założyć kalosze i kurtkę przeciwdeszczową i pochylić się nad ludzką tragedią. Tego obrazka nie zamazał nawet sznur limuzyn szefa rządu i jego ochrony. To przełożyło się na sukces. Ludzie zaufali PiS po raz kolejny, bo partia „dowozi”, co obiecała, a nawet to, czego nie obiecała. Wiarygodność jest podstawą. Szczególnie jeśli idzie za nią skuteczność. A tej nie można PiS odmówić, niestety widać to najlepiej po „reformach” wymiaru sprawiedliwości. Jeśli dzisiaj Grzegorz Schetyna szuka recepty na pokonanie ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego, to nie musi kopiować polityki partii rządzącej. Obiecanie ludziom 1 tys. zł na dziecko, obniżenie wieku emerytalnego do 50 lat czy rozdawanie krów i świń, nie da zwycięstwa, bo ludzie i tak nie uwierzą w sprawczość PO i jej satelitów z Koalicji Europejskiej.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP