Rosja: Kreml apeluje o powściągliwość na Bliskim Wschodzie

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
18 czerwca 2019, 12:27
Po zapowiedzi USA dotyczącej wysłania na Bliski Wschód dodatkowego tysiąca żołnierzy z powodu zagrożenia ze strony Iranu, Rosja zaapelowała we wtorek do wszystkich stron o powściągliwość, ostrzegając przed destabilizującymi działaniami i eskalacją w regionie.

"Apelujemy do wszystkich stron o powściągliwość. Wolelibyśmy nie widzieć żadnych działań mogących doprowadzić do zwiększonych napięć w tym i tak niestabilnym regionie" - powiedział dziennikarzom rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow.

Również we wtorek rosyjski wiceminister spraw zagranicznych Siergiej Riabkow powiedział, cytowany przez rosyjskie agencje prasowe, że Moskwa wielokrotnie ostrzegała USA i amerykańskich sojuszników w regionie przed "bezmyślnym i lekkomyślnym podsycaniem napięć w wybuchowym regionie".

"To, co widzimy teraz, to niekończące się i stałe próby podejmowane przez USA, by w sposób prowokacyjny zwiększać polityczną, psychologiczną, gospodarczą i militarną presję na Iran. (Tych działań) nie da się ocenić inaczej niż obranego świadomie kursu na sprowokowanie wojny" - powiedział Riabkow.

Jeśli USA nie chcą konfliktu zbrojnego, muszą to zademonstrować i "wycofać się ze wzmacniania obecności wojskowej" - zaznaczył wiceszef rosyjskiej dyplomacji.

Plan wysłania dodatkowych żołnierzy USA na Bliski Wschód "niepokoi nas choćby z tego powodu, że silna koncentracja sił i środków zwiększa ryzyko starcia lub niechcianej eskalacji" - wyjaśnił.

Riabkow ocenił też, że nie jest całkowicie jasne, co Waszyngton chce osiągnąć przez rozmieszczenie nowych sił w regionie.

Obawy o konfrontację pomiędzy USA a Iranem rosną od 13 czerwca, kiedy w Zatoce Omańskiej zaatakowane zostały dwa tankowce. USA oskarżyły o ten atak Iran.

Władze w Teheranie zaprzeczyły udziałowi w ataku, a w poniedziałek ogłosiły, że wkrótce przekroczą limit posiadanej przez nie ilości wzbogaconego uranu, wynikający z wielostronnej umowy nuklearnej z 2015 roku, którą nieco ponad rok temu wypowiedział Waszyngton.

Tego samego dnia pełniący obowiązki szefa Pentagonu Patrick Shanahan ogłosił, że USA wyślą na Bliski Wschód dodatkowo 1000 żołnierzy, argumentując to celami obronnymi. Jednocześnie zapewnił, że "USA nie dążą do konfliktu z Iranem".

Przed eskalacją napięć w niestabilnym regionie ostrzegły wcześniej Chiny, największy odbiorca irańskiej ropy. Świat nie powinien otwierać "puszki Pandory" na Bliskim Wschodzie, a USA powinny zaprzestać używania "ekstremalnej presji" wobec Iranu – ocenił szef chińskiej dyplomacji Wang Yi.

W maju 2018 roku prezydent Donald Trump, mimo sprzeciwu innych sygnatariuszy paktu, zdecydował o wycofaniu USA z porozumienia, a obecnie amerykańska administracja zaostrza restrykcje, dążąc do całkowitej izolacji Iranu i pozbawienia go dochodów z eksportu ropy. (PAP)

akl/ ap/

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj