Czeski premier Andrej Babisz oświadczył w środę, że kraje Grupy Wyszehradzkiej (V4) nie chcą, by przewodniczącym Komisji Europejskiej został któryś z wiodących kandydatów, obsadzających pierwsze miejsca na listach wyborczych europejskich frakcji politycznych.

Występując przed dziennikarzami po posiedzeniu komisji europejskiej Izby Poselskiej zaznaczył, że kierowanie KE należy powierzyć komuś, kto będzie zważał na interesy wszystkich państw członkowskich Unii Europejskiej, w tym krajów V4.

Zdaniem Babisza, te cztery państwa - Polska, Czechy, Słowacja i Węgry - są krytykowane częściej niż inne grupy regionalne i nowa KE powinna prezentować wobec nich obiektywizm. Według czeskiego premiera, kraje V 4 chcą także, aby przyszła KE nie prowadziła działalności politycznej, lecz zajmowała się nadzorem realizacji umów europejskich. Taki sam pogląd na tę sprawę mają również inne państwa członkowskie, nie tylko wyszehradzkie - podkreślił szef czeskiego rządu.

Kraje V4 mają swe wyobrażenia na temat tego, kto miałby kierować KE, "ale nie chodzi tutaj o to, byśmy mieli z naszego regionu jakieś konkretne nazwisko" - powiedział. Tym niemniej poinformował, że przy wyborze nowego przewodniczącego Komisji Grupa Wyszehradzka chce postępować jednolicie.

Babisz zastrzegł, że zbyt wcześnie jest na debatę o przyszłym resorcie czeskiego członka Komisji Europejskiej, gdyż obecne negocjacje dotyczą tylko obsadzenia głównych urzędów unijnych, a więc przewodniczących KE, Rady Europejskiej i Parlamentu Europejskiego. Wyraził jednak życzenie, by był to resort o większym znaczeniu niż obecny, któremu podlegają kwestie sprawiedliwości, ochrony konsumentów i równych szans. Według Babisza, w polu zainteresowania Czech są stanowiska unijnego komisarza do spraw nauki i badań, rynku wewnętrznego lub handlu.

>>> Czytaj też: Źródło PAP: Przywódcy UE mają się zgodzić na przedłużenie sankcji wobec Rosji