Bezpośrednią przyczyną wyjścia protestujących na ulice było wystąpienie w gruzińskim parlamencie rosyjskiego deputowanego, który na czas obrad Zgromadzenia Parlamentarnego Państw Prawosławnych zajął fotel przewodniczącego. Znaczna część opinii publicznej i opozycja uznały to za skandal.

Rosja i Gruzja nie utrzymują stosunków dyplomatycznych; zostały one zerwane przez stronę gruzińską po kilkudniowym konflikcie w Osetii Południowej w sierpniu 2008 roku, po którym ta i druga separatystyczna gruzińska republika - Abchazja - ogłosiły niepodległość. Uznała ją Rosja i kilka innych państw. Tbilisi uważa te regiony za okupowane przez Moskwę. Chudziak zauważa, że w gruzińskim społeczeństwie i klasie politycznej utrzymuje się w tej sprawie "szeroki konsensus".

Analityk OSW zwraca uwagę, że w gruzińskim społeczeństwie od dawna narasta niezadowolenie z rządów partii Gruzińskie Marzenie (GM), a sytuacja w parlamencie stała się "katalizatorem" tego procesu.

Reklama

Protesty okazały się zaskoczeniem dla rządzących, a wybuch niezadowolenia społecznego daje opozycji pole działania - ocenia ekspert. Chudziak wyjaśnia, że dwie największe partie opozycyjne – Zjednoczony Ruch Narodowy (ugrupowanie byłego prezydenta Micheila Saakaszwilego) i Europejska Gruzja (powstała w wyniku rozłamu w ZRN) - "od dłuższego czasu były w głębokiej defensywie i nie potrafiły zagospodarować niezadowolenia społecznego oraz zmęczenia rządami GM".

"Możliwość zmobilizowania niezadowolonych mas społecznych, szczególnie w atmosferze skandalu dotykającego najbardziej fundamentalnych kwestii, takich jak obrona suwerenności Gruzji przed ingerencją ze strony Rosji, stwarza opozycji okazję do wzmocnienia swojej legitymizacji i podważenia pozycji GM" - podkreśla ekspert.

>>> Czytaj też: Co dla Polski wynika z koncertu mocarstw wobec Ukrainy, Mołdawii, Armenii i Gruzji? [OPINIA]