Odnotowaliśmy komentarz prezydenta USA Donalda Trumpa, że Chiny powinny we własnym zakresie poradzić sobie z kryzysem w Hongkongu, i mamy nadzieję, że strona amerykańska dotrzyma słowa – oświadczyła w czwartek rzeczniczka chińskiego MSZ Hua Chunying.

Trump pisał na Twitterze, że chiński rząd kieruje żołnierzy w stronę granicy z Hongkongiem. Uzależnił też możliwość zawarcia porozumienia handlowego z Chinami od tego, czy będą one w stanie „po ludzku współpracować” z tym regionem oraz „potraktować go humanitarnie”.

Prezydent USA zaproponował również, że może „osobiście spotkać” się z przewodniczącym ChRL Xi Jinpingiem w sprawie Hongkongu. Później zasugerował, że Xi powinien się spotkać z przedstawicielami antyrządowych protestów w tym regionie.

Reklama

Na pytanie o te komentarze Trumpa rzeczniczka chińskiego MSZ odparła, że sprawy Hongkongu są wewnętrznymi sprawami Chin. „Jak odnotowaliśmy, prezydent Trump ocenił wcześniej, że »Hongkong jest częścią Chin. Będą musieli uporać się z tym sami. Nie potrzebują porady« ” - powiedziała, cytowana w komunikacie na stronie internetowej resortu.

„Mamy nadzieję, że strona amerykańska dotrzyma słowa” - oświadczyła Hua. Dodała, że przywódcy Chin i USA pozostają w kontakcie za pośrednictwem spotkań, rozmów telefonicznych i listów.

Trwające od kilku miesięcy antyrządowe protesty w Hongkongu pogrążyły ten region w najgłębszym kryzysie politycznym od jego przyłączenia do ChRL w 1997 roku. Od 10 tygodni protesty trwają niemal bez przerwy i często przeradzają się w starcia z policją.

Chiński rząd znacznie zaostrzył w ostatnich tygodniach swoją retorykę w sprawie Hongkongu i obecnie dopatruje się w działaniach protestujących tam osób „oznak terroryzmu”. W chińskim mieście Shenzhen przy granicy z Hongkongiem gromadzą się duże siły paramilitarne, co nasiliło obawy, że komunistyczne władze w Pekinie zdecydują się na pacyfikację protestów przez zbrojną interwencję, podobnie jak postąpiły wobec demonstrantów na placu Tiananmen w Pekinie w 1989 roku.

Administracja Trumpa od ponad roku prowadzi wojnę handlową przeciwko Chinom, starając się przekonać je do zmiany stosowanych przez nie praktyk gospodarczych, które Waszyngton uznaje za nieuczciwe. Chodzi m.in. o wymuszanie transferów technologii od zagranicznych firm w zamian za dostęp do chińskiego rynku, brak wzajemności w barierach rynkowych oraz dotacje do rodzimego przemysłu, które zapewniają chińskim firmom nieuczciwą przewagę konkurencyjną na rynkach zagranicznych.

Pekin zaprzecza tym zarzutom i oskarża Trumpa o protekcjonizm. Urzędnicy w Pekinie wielokrotnie oceniali też, że za protestami w Hongkongu stoją „obce siły”, w tym „czarne ręce” USA.

>>> Czytaj też: Chiny: Zwarte oddziały policji ćwiczą niedaleko granicy z Hongkongiem. Pokaz siły?