Inwestorzy wiedzieli, że orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości UE (TSUE) ws. kredytów frankowych prędzej czy później nadejdzie, ale nie znali konkretnej daty. Teraz, gdy termin jest znany, ryzyko dla złotego stało się bardzo realne. Polska waluta zanotowała najgorszy tydzień od ponad dwóch lat.

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej ogłosił w piątek, że 3 października zdecyduje, czy polskie banki stosują nieuczciwe warunki w umowach kredytów w obcej walucie. Jako pierwszy o terminie ogłoszenia orzeczenia pisał Dziennik Gazeta Prawna. Po tej informacji złoty osłabił się w relacji do euro najmocniej od maja 2018 r., przynosząc największy tygodniowy spadek (o 1,2 proc.) od ponad dwóch lat.

„Inwestorzy obawiają się, że wyrok może być negatywny dla polskich banków, co może przełożyć się na ograniczenie akcji kredytowej i spowolnienie konsumpcji prywatnej – która jest motorem wzrostu gospodarczego w Polsce” - mówi analityk Rabobanku Piotr Matys, który już wcześniej w tym miesiącu ostrzegał, że złoty może tracić.

W poniedziałek polska waluta zanotowała szósty dzień spadku, tym razem o 0,5 proc. do 4,3958 za euro, co jest najsłabszym poziomem od sierpnia. Tymczasem dolar po raz pierwszy od maja 2017 r. kosztował powyżej 4 zł. Z kolei frank szwajcarski po raz kolejny przebił dziś poziom 4 zł. Za szwajcarską walutę ok. godziny 17:00 trzeba było płacić 4,03 zł.

Decyzja na korzyść kredytobiorców może kosztować branżę około 60 miliardów złotych (16 miliardów dolarów), co odpowiada 4-letnim zyskom sektora bankowego, wynika z szacunków Związku Banków Polskich. W 2018 roku polskie banki zarobiły ok. 15 mld zł. W portfelu krajowych pożyczkodawców jest ok. 32 mld dol. pożyczek w obcych walutach. To głównie hipoteki we frankach szwajcarskich.

Reklama

Jeśli tak się stanie, prawdopodobnie „nie będzie wystarczającego popytu na złotego, co może oznaczać, że poziom 4,40 za euro zostanie przekroczony” - mówi Matys.