Wracamy do tego, że politycy myślą doraźnie.

Myślą doraźnie i w związku z tym nie rozmawiają ze środowiskami naukowymi, intelektualistami, nie pytają ich o zdanie. Uważają, że wiedzą lepiej. Jest to choroba każdej władzy, we wszystkich krajach. U wielu polityków występuje poczucie, że skoro zostali wybrani i mają dostęp do informacji, których nikt inny nie ma, to znaczy, że mogą podejmować optymalne decyzje – bez zasięgania opinii recenzentów. Im dłużej pozostają u władzy, tym bardziej utrwalają się w tym przekonaniu. Co więcej, nie zdają sobie sprawy, że w pewnym momencie między nimi a społeczeństwem wytwarza się szklany mur, przez który niby wszystko widać, ale nic nie słychać. Politycy więc przestają rozumieć, że np. pokolenie urodzone w Polsce całkowicie wolnej, suwerennej ma inne oczekiwania i trzeba temu pokoleniu zarysować cele, do których zmierzamy.

W ostatnich wyborach ponad 6 proc. Polaków głosowało przeciwko Unii, bo na Konfederację. W wielu licealnych prawyborach Konfederacja po prostu wygrywała.

Za taki stan rzeczy odpowiadamy wszyscy, wszystkie partie polityczne, wszystkie rządy. Przecież to się nie stało z dnia na dzień. Elity różnych formacji nie zadbały o to, żeby wychowanie i edukację uczynić sprawą najważniejszą, by nadać wysoką rangę i prestiż nauczycielom i wychowaniu obywatelskiemu. Przecież obywatele Rzeczypospolitej są również obywatelami Unii Europejskiej.

>>> Czytaj też: "Włochy miałyby się znacznie lepiej bez UE". Przedstawiciele rządu w Rzymie odcinają się od słów Trumpa

To jest i pana wina, pan był ministrem spraw zagranicznych.

Byłem, chociaż krótko. Sprawie przystąpienia do Unii nadano wtedy najwyższą rangę. Referendum w sprawie akcesji zakończyło się powodzeniem. To nie spadło z nieba. Jest to zasługa ludzi, którzy sprawowali wówczas władzę. Zaczęło się pod koniec lat 90. Już wtedy można było wprowadzić edukację na ten temat. Można było ją kontynuować. Również Kościół odegrał wtedy ważną i konstruktywną rolę. Jan Paweł II zaangażował cały swój autorytet, by Polska została przyjęta do Unii Europejskiej. Z jego inicjatywy Episkopat Polski dwukrotnie jechał do Brukseli, rozmawiano o tym z biskupami z innych państw. Dzięki papieżowi, dzięki takim ludziom jak kardynał Macharski, abp Życiński czy ks. Tischner mieliśmy wszyscy poczucie, że Kościół idzie z duchem czasu. Teraz to się zmieniło.

Panie profesorze, Kościół...

Nie chcę rozwijać tego wątku. Generalnie mam pozytywny stosunek do Kościoła. Odgrywał on i odgrywa istotną rolę jako siła moralna, która uczy ludzi od najwcześniejszego dzieciństwa pewnej etyki i zasad moralnych – co jest dobre, a co złe. Że zadawać komuś cierpienie jest sprzeczne z etyką chrześcijańską, że zabierać cudzą własność to jest kradzież. Nie wykluczam, że również dzięki temu w Polsce, na tle innych państw dawnego obozu socjalistycznego, jest nieporównanie mniej bandytyzmu.

Z której pan jest parafii?

Nie z tej, która dzieli społeczeństwo, która w polityce zagranicznej odrzuca z zasady osiągnięcia swoich poprzedników. Postrzegam sens swojego działania w poszukiwaniu rozwiązań, które są możliwe do zaakceptowania ponad partyjnymi podziałami.

Cały wywiad z Adamem Danielem Rotfeldem przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP