Rząd Pinery zamierza przeznaczyć odpowiednie środki na podniesienie zarobków 540 tys. pracowników, których pensje są wyższe niż płaca minimalna (301 tys. pesos, czyli 409 dolarów), ale mniejsze niż 350 tys. pesos.

Chilijski prezydent podkreślił, że zapowiedziana podwyżka będzie "bardzo drogo kosztowała skarb państwa". W pierwszym roku pochłonie 190 mln pesos (ok. 258 mln dolarów).

Nawiązując do wielkich i początkowo bezwzględnie tłumionych przez wojsko demonstracji antyrządowych, którymi cały kraj reagował w ciągu ostatnich 20 dni na zapowiedziane podwyżki cen biletów metra i niektórych innych podstawowych usług, Pinera oświadczył: "Odpowiadamy teraz na to, czego ludzie domagali się z taką siłą, nie tylko deklarowaniem dobrych intencji".

Podczas tłumienia demonstracji przez chilijskie wojsko w październiku w całym Chile zginęło 20 manifestantów, a tysiące odniosły rany bądź zostały aresztowane.

Program, który został przedstawiony przez prezydenta w momencie, gdy okazało się, że interwencje wojska są mało skuteczne, zawiera także obietnice podwyżki emerytur, obniżenia uposażeń członków parlamentu, poprawy katastrofalnej sytuacji w publicznej ochronie zdrowia oraz ustabilizowania cen podstawowych świadczeń i usług, m.in. elektryczności oraz biletów metra.

Pinera zaprzeczył krążącym opiniom oraz informacjom medialnym, według których ranni podczas demonstracji agenci służb bezpieczeństwa i policji są traktowani w szpitalach lepiej niż zwykli obywatele, którzy uczestniczyli w protestach.

"Nie robimy żadnej różnicy. Moi ministrowie, a także ja, zamierzamy osobiście odwiedzić szpitale, traktujemy ich jednakowo" - zapewnił szef państwa.

Pinera obiecał także w środę "absolutne poszanowanie praw człowieka". Była to odpowiedź prezydenta Chile na skargi pod adresem władz i policji o nadużywanie siły.

"Przypadki nadmiernego użycia siły będą badane przez prokuraturę i sądzone przez trybunały" - obiecał.

"Nie mylmy pracy karabinierów (żandarmerii) i sił zbrojnych Chile, którzy zgodnie z Konstytucją wypełniali swój obowiązek, z faktem, że niektórzy ich członkowie mogli pójść za daleko, popełnić nadużycia i przestępstwa lub posunąć się do nadmiernego zastosowania siły" - apelował prezydent.(PAP)